reklama

Na innych łamach

"Polityka" nr 24

"Rządzą nami zera" – nie ma wątpliwości prof. Ladislav Dowbor, brazylijski ekonomista, co mocno podkreśla w rozmowie z Jackiem Żakowskim.

Świat kontroluje grupa kilkuset superbogaczy i supermenedżerów. Wcale nie politycy czy eksperci, lecz banki, firmy ubezpieczeniowe, największe fundusze. To 147 firm, z którymi nie wygra żaden rząd. "W praktyce są poza czyimkolwiek zasięgiem. /.../ Rynek ich nie dotyczy. /.../ Dla finansowych superkorporacji żadnego rynku nie ma. Są za duże, żeby upaść, zbyt nieliczne, żeby realnie konkurować, zbyt powiązane i zżyte, by nawzajem robić sobie krzywdę. /.../ To nie jest spisek. Tu nie ma sekretów. Otwarcie się spotykają, grają ze sobą w golfa, organizują się, nie robiąc tajemnic." Nikt nie zauważył, że system gospodarki rynkowej został zastąpiony przez system kapitalistycznej gospodarki centralnie sterowanej. Systemowo ważne instytucje finansowe - jest ich 28 na świecie – stworzyły tzw. SIFI.W przeciwieństwie do państw są dobrze zorganizowane. Rządy w Europie nie potrafią się poukładać, natomiast SIFI zgodnie dbają o swoje interesy. To one stoją choćby za porażką prezydenta Brazylii, Dilmy Russeff, która próbowała z nimi walczyć. Nie godziła się na wysokie stopy procentowe dyktowane przez SIFI. Te tak zmanipulowały media, że wybuchły rozruchy. Politycy się przestraszyli i po kilku miesiącach Dilma odeszła z urzędu. "Pomieszanie "inwestowania" z "lokowaniem" sprawia, że ludzie akceptują drenowanie swojego bogactwa przez sektor finansowy, a ekonomiści to usprawiedliwiają. W każdym kraju wygląda to inaczej, ale skutek jest ten sam. Dewastacja realnego świata przez system, którym rządzą bezduszne, abstrakcyjne zera." I ludzie mało tu mają do gadania. Ba, zawsze można ich dowolnie wymieniać. "Wszystko należy do banków, a banki interesują się tylko zerami. Kiedy zabraknie zer, każdy może być zastąpiony kimś innym, kto sobie z zerami poradzi – nieważne, jakim kosztem. /.../ Nieodpowiedzialność stała się fundamentem systemu." Teoretycznie nie na długo. Nie ma jednak na razie takiej siły, żeby przywrócić efektywność gospodarce, wprowadzić wielkie pieniądze z powrotem do obiegu i zyski do systemów podatkowych. "A świat od tego systemu wariuje. Co się z polityką dzieje w Ameryce, Turcji, na Filipinach, w Brazylii, Meksyku. Nie mówiąc o Polsce i reszcie Europy. Ludzie widzą rosnące bogactwo, nic z tego nie mają, nic z tego nie rozumieją, są wściekli, głosują na Le Pen albo brexit, wybierają Trumpa albo Kaczyńskiego, przez których będą mieli jeszcze mniej. Bo każdy, kto dochodzi do władzy, obiecuje zmianę. Ale nie może nic zmienić. A jak zmienia, to wychodzi na gorsze. Jak w Brazylii Dilmie." Ludzie się buntują, lecz o to superorganizmowi chodzi. Jak się rządy kłócą, władza SIFI rośnie. A że ludzie tego nie rozumieją, buntują się bezrozumnie. Superorganizmowi można się przeciwstawić. Robią to z dobrym skutkiem Niemcy. Tam pieniądze są inwestowane na miejscu. Niemiecki biznes się kręci, ludzie oszczędzają i biorą kredyty. Bo jeśli się rozumie, gdzie są źródła kłopotów, jest szansa na zmiany. Nieodpowiedzialność nie ma prawa przetrwać. Nie może tak być, że osiem najbogatszych rodzin ma większy majątek niż biedniejsza połowa świta.

"Gość Niedzielny" nr 23

O tym, jak groźne jest nadużywanie alkoholu, o cnocie trzeźwości i sposobach walki z plagą uzależnień, wyjaśnia Bogumiłowi Łozińskiemu w "Chemicznym "przyjacielu" bp Tadeusz Bronkowski, przewodniczący Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa trzeźwości.

Aż 3 miliony Polaków pije ryzykownie i szkodliwie. Około miliona jest uzależnionych od alkoholu! A jeśli się weźmie pod uwagę otoczenie pijących, okaże się, że problem alkoholowy jest wielokrotnie większy. Przy tym w Polsce, jako jednym z nielicznych krajów w Europie, spożycie alkoholu rośnie. Jest o 40 proc. wyższe niż przed 1989 r. Społeczeństwo nie zdaje sobie sprawy z rozmiaru uzależnienia, bo... pijanych na ulicach specjalnie nie widać. Tymczasem na osobę powyżej 15. roku życia przypada 12,5 litra czystego alkoholu rocznie. Według Światowej Organizacji Zdrowia aż czterokrotnie przekroczyliśmy standardy dostępności do alkoholu. U nas punkt sprzedaży napojów wyskokowych przypada na 250- 270 osób, a powinien na 1000 mieszkańców. Ponieważ Europa w ogóle jest na pierwszym miejscu pod względem picia mocnych trunków, Polska należy do ścisłej czołówki. W spożyciu dominuje piwo. "To wynika z /.../ olbrzymich środków przeznaczanych przez browary na reklamę – jest to ponad 400 mln zł rocznie. W latach 90. przeciętny Polak spożywał 30 litrów piwa rocznie, dziś ok. 100 litrów, wiec działania promocyjne okazały się skuteczne. Ba, w spożyciu piwa dogoniły młodych chłopców młode dziewczyny. Tyle że największe problemy stwarzają nie uzależnieni lecz pijący ryzykownie, czyli owe 3 mln. To osoby aktywne zawodowo, nadużywające alkoholu w weekendy. Jeżdżą wtedy nietrzeźwi samochodami, potrącają pieszych, często to one właśnie stosują przemoc w rodzinie. W Polsce mamy aż 1,5 mln dzieci z rodzin z problemem alkoholowym. Przez alkohol umiera rocznie jakiś 10 tys. Polaków. Zarówno parlament, jak i Kościół próbują uświadamiać społeczeństwu szkodliwość spożywania alkoholu. Rok 2017 jest czasem troski o trzeźwość narodu. Bez administracyjnych działań jednak się nie obejdzie. "Po pierwsze, powinny zostać zlikwidowane reklamy alkoholu. W Europie jest wiele państw (np. kraje skandynawskie), w których reklama napojów alkoholowych jest zabroniona. /.../ Drugim działaniem powinno być ograniczenie fizycznej dostępności, czyli ograniczenie liczby punktów sprzedaży. Kolejne konieczne działanie to ograniczenie ekonomicznej dostępności alkoholu." Zbyt tani zachęca do jego kupowania. No i wreszcie, bez edukacji ani rusz. Stąd apel do mediów o pomoc w akcjach uświadamiających. Ta ma ogromne znaczenie, gdyż dla polityków 4 mln osób, których dotyczy problem alkoholowy, to spora grupa wyborców, więc skuteczna walka z alkoholizmem może się zakończyć klęską. A szkoda, tym bardziej że - wbrew powszechnemu przekonaniu - sprzedaż alkoholu wcale dla państwa opłacalna nie jest. Za jedną złotówkę, która z tego tytułu wpływa do budżetu państwa, trzeba wydać cztery na rozwiązywanie problemów alkoholowych.

"Newsweek" nr 25

"Prezydent jest memotwórczy" – mówi Renacie Grochal Robert Górski, autor serialu "Ucho prezesa". Najchętniej wyszedłby już z siedziby PiS przy Nowogrodzkiej. Tyle że ten plan wygląda niczym kryjówka Osamy bin Ladena, więc sprzyja pomysłom. Co by się np. stało, gdyby prezesa, znając jego rozkład dnia, porwano?...

Jarosław Kaczyński jest doskonałą osobą do parodiowania. Tusk był w porównaniu z nim nijaki, to prezes ma ciekawe cechy! "Nie jest wysoki. Nie nadużywam naśmiewania się z tego, ale trudno ten wzrost zignorować. /.../ Widać, że sposób ubierania się jest dosyć dziwaczny, mankiety koszuli ma wyciągnięte spod marynarki. Jest kawalerem. To rzecz niespotykana w polityce. Mieszka z kotem. Nie ma praktycznie kontaktu z normalnym życiem. Ochroniarze robią mu zakupy. Jest skazany na to, co powiedzą mu jego zaufani." Ale nadaje ton debacie publicznej. Jego sformułowaniami wszyscy żonglują. Kręci pretorianami za pomocą słów. Fascynuje chociażby dlatego, że tyle razy przegrał wybory, a mimo to stoi wciąż na czele PiS. Serial ociepla wizerunek prezesa i jego dworzan. Nie trzyma się realiów, bo bliżej J. Kaczyńskiego jest Joachim Brudziński, a w serialu Mariusz Błaszczak. Prezydent z kolei bawi i wzrusza autora serialu. "Wśród moich znajomych odnotowuję dwie reakcje. Jedni mówią, żeby mu tak podokuczać, bo rzeczywiście na to zasługuje. A inni mówią, żeby mu tak nie dokuczać, bo oni go co prawda nie lubią, ale robi im się go szkoda, że jest tak wyśmiewany. I zaczynają go lubić, a nie chcą w sobie tego uczucia. Czytam artykuły, że Andrzej musi zabić w sobie Adriana. To znaczy, że nasza postać znalazła oddźwięk w szerokich kręgach społeczeństwa. Czyli coś w tym jest, skoro tak to się przyjęło i weszło do języka komentarzy." Nie zanosi się jednak, by wszedł do gabinetu prezesa. W ogóle prezydent nadaje się na bohatera satyry. W sieci bardzo śmieszne było zdjęcie ze szczytu NATO w Brukseli, kiedy wszyscy stoją, a nasz prezydent wygrzewa sobie twarz w słońcu. Memy o Bronisławie Komorowskim też śmieszyły, tym razem jednak jest ich wręcz wysyp. Ludzie się po prostu bawią, podpisy przecież nie są zjadliwe. Serial zmiażdżył opozycję. Dotąd nie zrozumiała, dlaczego przegrała wybory. Że to nie duże miasta są barometrem politycznym, tylko prowincja. Również taksówkarze. Ci krytykują PiS za arogancję i dumę. "Nie spotkałem taksówkarza, który broniłby "dobrej zmiany". Bo też jest ona kontrowersyjna. "Nie podoba mi się to, że drzewa są wycinane. /.../ Na własnej skórze odczułem zmiany w edukacji, bo mój syn Antek poszedłby od września do gimnazjum, a po reformie miałby zajęcia w dwóch różnych szkołach. I np. przechodząc przez jezdnię, mógłby wpaść pod samochód. Dlatego pójdzie do prywatnej szkoły." Z sądami musi być coś nie tak, jeśli sędziowie protestują. Mimo że wymiar sprawiedliwości naprawdę kuleje. "Wierzę, że prezesowi chodzi o to, żeby uczynić państwo sprawnym. A przez to, że wychował się w PRL, uważa, że jedynym sposobem jest chwycenie tego wszystkiego twardą ręką. Czy da się państwo naprawić takimi metodami, jak chce PiS, to się okaże."

"Nie" nr 21

Bożena Dunat opisuje w tekście "Brzoza zabiła Polaka", jak minister Jan Szyszko próbuje oszukać Unię Europejską. Spór idzie o lasy i bagna na obszarze ponad 63 tys. ha, zajmowanym przez Puszczę Białowieską.

Pierwsza kontrola z UE trafiła w 2011 r. Polska obiecała zmniejszyć wycinkę drzew. Przynajmniej na terenach najbardziej wrażliwych. "Odpuścimy drzewom starszym niż 100 lat. A tam, gdzie występują chrząszcze saproksyliczne i dzięcioły, zostawimy drzewa zdechłe i zdychające, a także oszpecone dziuplami". Tyle że, kiedy jedno z nadleśnictw pochwaliło się w 2016 r., że wykonało plan wycięć na 10 lat (!), minister Szyszko podpisał aneks do planu, zwiększający wycinkę. Bo co tam obszary wrażliwe! Brukselę poinformowano, że to z powodu kornika. A zatem wyższa konieczność. W br. wytoczono cięższe działa. Argumentowano, że ciąć należy, bo... drzewo zabiło drwala. Przyczyną mógł być... kornik drukarz. Tyle że to była brzoza, a korniki żerują przede wszystkim na świerku. Fakt jest taki, że wycinkę prowadzono w nie najkorzystniejszych warunkach atmosferycznych. Wiał silny wiatr. Między Brukselą a Polską zaczęły krążyć listy. UE swoje, że ochrona siedlisk przyrodniczych jest konieczna, a Polska, że niekoniecznie. "Warszawa do Brukseli: ilość martwego drewna w Nadleśnictwie Białowieża jest wystarczająca. Wynosi 63 m sześcienne na hektar. Bruksela do Warszawy: ale na stronie internetowej Ministerstwa Środowiska zamieściliście sprawozdanie, że ilość martwego drewna w tym nadleśnictwie wynosi 27,7 m sześciennego na hektar. Wkrótce wyślemy do Brukseli informację, że polskie chrząszcze lubią, jak w puszczy jest czysto – ironizuje autorka. Spór z Unią idzie o jakieś 25 mln zł. Ścina się stare grube drzewa, bo te kosztują najdrożej – nawet ponad 2 tys. zł za metr. Jednak te 25 mln zł możliwych do pozyskania nijak się ma do możliwych konsekwencji i kar. "Nie mówiąc o śmieszności, w której się pogrążamy. Ale jeśli ustąpimy z lasami, okaże się, że mamy za uszami również z sądami. Poza tym w Polsce jest wiele puszcz. Z oficjalnych komunikatów wynika, że Lasy Państwowe w 2017 r. zamierzają pozyskać ponad 40,5 mln m sześciennych drewna. Czyli o 2 mln więcej niż w poprzednim roku. Czytaj: o 100 tys. ciężarówek więcej. 83 proc. trafi do przedsiębiorców drzewnych. I to są już duże pieniądze."

"Moda na Zdrowie" nr 6

Kompan naszej codzienności: porannego joggingu, spotkań i prezentacji w pracy, wieczornej krzątaniny w kuchni, a nawet randki czyli... pot. Dorota Szadkowska w "Zapachu emocji" radzi, co w takiej sytuacji robić.

Co druga Polska wyznaje, że nieświeży zapach innej osoby jest w pracy bardzo uciążliwy. Większość nigdy wprost ze sobą o tym nie rozmawiała. Tymczasem nadmierne pocenie się jest zjawiskiem, które urasta do rangi społecznego problemu. Bywa nieustannym krępującym kłopotem. A nie musi być. W chwilach relaksu pot nie stanowi żadnego problemu. Dopiero pod wpływem bodźców, takich jak upał, wysiłek fizyczny lub stres pocenie się nasila. I staje się przykrą codzienną przypadłością. "Okazuje się, że 90 proc. przypadków zwiększonej potliwości, głównie pach, dłoni i stóp, wynika z nadwrażliwości emocjonalnej (stres, lęk, dyskomfort). W wielu sytuacjach dnia codziennego osoby o tej skłonności obawiają się u siebie oznak stresu, takich jak rumieniec, drżenie i nadmierne pocenie się. Problem nasila picie kawy, alkoholu, palenie papierosów i ostre jedzenie. Związek między psychologią a poceniem się jest obustronny: stres i negatywne emocje sprzyjają poceniu się, a to wzmacnia poczucie dyskomfortu. Swoista obsesja polega na ciągłym zamartwianiu się problemem. Im bardziej skupiamy się na nim, tym bardziej się pocimy." Pot trzeba mieć pod kontrolą. Wśród skutecznych rozwiązań na czoło wysuwa się przestrzeganie higieny. Dokładna toaleta i osuszanie skóry. A zaraz potem codzienna zmiana odzieży, noszenie ubrań z naturalnego włókna, stosowanie na podeszwy stóp chłonącego proszku i picie dużej ilości wody, dzięki której z organizmu są wypłukiwane toksyny! No i bez dezodorantu ani rusz. Autorka dementuje rzekome powiązanie powstawania raka sutka ze stosowaniem antyperspirantów, o czym ostatnio zrobiło się głośno. Opublikowane w 2002 r. wyniki badań wykluczyły całkowicie tę zależność. Również glin zawarty w antyperspirantach nie ma związku z chorobą Alzheimera. Bo te są stosowane powierzchniowo, a nie do wewnątrz organizmu. Rozmaitość dezodorantów na rynku jest duża. Jeśli ktoś obawia się o swoje zdrowie, niech stosuje dezodoranty bezalkoholowe i bezzapachowe. Nie powodują podrażnień i uczuleń. Ale latem lepiej po nie sięgać, żeby nie dawać powodów do rozmów o nieprzyjemnych zapachach.

wybrała /ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ