reklama

Rafał Kupisz: "Nie przyjechałem tu na chwilę"

Nowy prezes MZK w rozmowie z GAZETĄ

W numerze

Rafał Kupisz: "Nie przyjechałem tu na chwilę"

Nowy prezes MZK w rozmowie z GAZETĄ

Rada Nadzorca Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego powierzyła funkcję prezesa spółki kielczaninowi Rafałowi Kupiszowi. Ma już wizję funkcjonowania spółki - o czym powiedział GAZECIE.

- Miejskie spółki transportu zbiorowego są dość specyficzne w każdym mieście. Nie generują wielkich zysków, większość podejmowanych decyzji nie jest popularnych, albo dla mieszkańców, albo dla pracowników. Nie boi się Pan takiego wyzwania, nie mając wcześniej doświadczenia z tego rodzaju spółką?-

- Ujął pan w tym pytaniu całe sedno, bo spółka zajmująca się transportem zbiorowym nie jest typową spółką handlową działająca na wolnym rynku. Ja nie mam się ścigać na zasadach, że mam być powiedzmy tańszy o 2 złote od kogoś, a to wszystko kosztem jakości. W przypadku takiej spółki są dwie strony medali, jest mieszkaniec Starachowic, który oczekuje jakości i komfortu, elastyczności kursów, a są także pracownicy MZK, którzy muszą mieć godne warunki pracy. To wszystko wymaga odpowiednich inwestycji, ale konieczne jest także posiadanie odpowiedniego podłoża finansowego.

- W obecnych czasach, gdy z transportu zbiorowego korzysta znacznie mniej osób niż jeszcze 10-15 lat temu, te dwa aspekty da się odpowiednio ze sobą połączyć?

- Oczywiście, że tak. W ostatnich latach było zachłyśnięcie się transportem osobowym, wszyscy przesiedli się w swoje samochody i rzeczywiście w Polsce jeszcze trochę taki trend jest, ale to się już zmienia. Na świecie w tym momencie transport zbiorowy się odbija. Większość ludzi uważa, ze większym komfortem jazdy dla nich jest korzystanie właśnie z transportu zbiorowego, niż z własnej osobówki. Transport zbiorowy musi być elastyczny, dostosowany do potrzeb tych ludzi, którzy chcą z niego skorzystać. Dzisiaj w Rzeszowie testuje się nawet transport zbiorowy jak taksówkę, czyli na zamówienie. Na świecie te trendy się zmieniają i dla przykładu w Japonii trasy wyznacza się po półrocznych testach, które polegają na tym, że pasażerowie za pomocą specjalnej aplikacji informują o tym, jak chcieliby, żeby nowa trasa była wyznaczona i o których godzinach. Poza tym społeczeństwo polskie się starzeje i dużo większym komfortem dla osoby w podeszłym wieku będzie korzystanie z wygodnego transportu zbiorowego.

- Tylko, że osoby starsze, emeryci korzystają ze zniżek, a osoby po 75. roku życia jeżdżą za darmo i tym samym linie te stają się nierentowne...

- W oparciu o ustawę o transporcie zbiorowym, to w spółce miejskiej zajmującej się właśnie transportem zbiorowym nie zakłada się strat. Zgodnie z ustawą, 100 procent moich kosztów pokrywa operator, czyli w tym przypadku gmina, a ja mam tylko tzw. godny zysk. Oczywiście koszty muszą być proporcjonalne do tego co świadczę i tutaj mam pole do popisu. Nie w ten sposób, żeby ciąć koszty, ale żeby stworzyć komfort i jakość, żeby koszty były proporcjonalne do świadczonych usług. Tu nie ma mowy o nie wiadomo jakiej dochodowości, dochodowość spółki miejskiej w tym przypadku polega na godnym zysku zapisanym w ustawie. Ważne jest, żeby ten godny zysk przekładał się na podwyższanie jakości usług, żeby nie został zjedzony bez sensu w kosztach. Moje przychody są z biletów i rekompensaty z Urzędu Miejskiego. Jak wypracowany będzie godny zysk, to ja mam go nie przejeść, a zainwestować te pieniądze w wyższą jakość.

- W spółkach zajmujących się transportem zbiorowym podejmowane decyzje są często bardzo kontrowersyjne. Z jednej strony jest dbałość o kondycję spółki i zadowolenie właściciela, a z drugiej pasażerowie. Najświeższy przykład to skrócenie nierentownych kursów poza teren Gminy Starachowice, bo do takich kursów gmina dopłacać według prawa nie może...

- Rzeczywiście gmina nie może dopłacać do nierentownych kursów poza jej granicami. Natomiast jeśli doszłoby do porozumienia między dwiema gminami takie wydłużenie jest możliwe, wówczas wszelkie dopłaty pokrywałaby sąsiednia gmina. Jeśli gminy dojdą do porozumienia, to oczywiście wydłużenie linii jest możliwe.

- Zadowolenie pasażerów, mieszkańców to jedno, ale wynik finansowy spółki to drugie...

- Moim celem jest, żeby wynik finansowy spółki był dodatni i wierzę, że uda się to zrealizować. Mamy dużo niezagospodarowanych terenów, chętnie najemców przyjmiemy. Poza tym mamy duże możliwości jeśli chodzi o powierzchnie reklamowe na autobusach, bo nie do końca jest to dobrze wykorzystane. Myślimy także o ulgach dla firm w tym aspekcie. Duże koszty generują nam także stare Jelcze i nie ukrywam, że chciałbym je zlikwidować. Myślę już bardzo intensywnie o projektach unijnych i już prowadzę zaawansowane rozmowy, jeśli chodzi o autobusy elektryczne do testów. Jeśli to by się sprawdziło, to zredukowalibyśmy koszty, bo paliwo nas bardzo dużo kosztuje.

- Jaki zatem ma Pan pomysł na zmiany w działalności podstawowej spółki?

- Analiza tras, rozkładów jazdy trwa, ale na tę chwilę ciężko jeszcze mówić o konkretach. Chciałbym, żeby oceniono mnie po wynikach. Rada Nadzorcza wyznaczyła mi czas do końca roku i chciałbym, żebyśmy wówczas spojrzeli na wynik spółki, ale także opinie mieszkańców. Wtedy będziemy mogli wspólnie ocenić wyniki mojej pracy, bo nie przyszedłem tu mówić o tym co chcę zrobić, tylko, żeby to właśnie zrobić. Jestem ekonomistą, pracowałem w wielu firmach i czuję się w tym mocny. Naprawdę wierzę, że uda się to wszystko zrealizować. W tej chwili musimy dokładnie wszystko przeanalizować i przystosować kursy do potrzeby mieszkańców czy to na przykład pracowników dużych zakładów, czy młodzieży szkolnej, bo są najliczniejszą grupą pasażerów.

- Jednym z zadań jakie postawiła przed Panem Rada Nadzorcza jest skonsolidowanie załogi. Jak zamierza Pan to zrealizować?

- Chciałbym, żeby pracownicy przychodzili do pracy z zmotywowani i zadowoleni. Dużo osób mówi, że najważniejsze jest wynagrodzenie. Oczywiście wynagrodzenie jest częścią ważną, ale wtórną. Motywacja do pracy to identyfikacja z firmą, poczucie potrzeby i docenienia. W ten sposób rozumiem konsolidację załogi.

- W związku z restrukturyzacją spółki, o której mówiła przewodnicząca Rady Nadzorczej, planuje Pan redukcję etatów?

- W tej chwili nie myślę o żadnych cięciach etatów. Bardziej o pewnych przesunięciach, tak aby wypełnić obszary niezagospodarowane. Będę racjonalnie operował tą załogą, którą mam. Nie zamierzam zatrudniać nowych osób, a chcę racjonalnie wykorzystać tych, którzy są.

- Rozmawiał Pan już z prezydentem Markiem Materkiem jako właścicielem spółki?

- Powiedział mi, żebym zamykał się w budżecie jaki otrzymuje. Niestety, do tej pory firma nie potrafiła zamknąć się w tej rekompensacie, nie potrafiła wygenerować godnego zysku. Nie może być tak, że koszty zjadają zysk, a jeszcze trzeba dokładać, bo rekompensata nie pokryła kosztów. Nie możemy z każdym miesiącem czy z każdym rokiem mówić, że plan był taki jaki był, ale nie udało się go zrealizować. Są pewne ramy i ja w tych ramach muszę operować, a zysk powinien nam zostawać, aby przełożyć go w jakość.

- Uda się Panu to zrobić to w pół roku, czasie, który wyznaczyła Panu Rada Nadzorcza?

- Ja tu nie przyjechałem na chwilę, nie jestem na przystanku i nie czekam na kolejny autobus. Decydując się na pracę w MZK, wsiadłem do pewnego autobusu i jedziemy cały czas razem. Szanse na poprawę widzę i szczerze wierzę, że już w tym roku pojawi się godny zysk.

- Dziękuję za rozmowę.

Marcin Pokrzywka

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ