reklama

Niech opiniują niezależni

Mimochodem

 

Gdańsk urządza... ława przysięgłych. A dokładnie społeczeństwo w pigułce. To ponad 50 osób (z nieznaczną przewagą kobiet) odwzorowujących skład mieszkańców, z uwzględnieniem – ważne! – płci, wieku, wykształcenia, a także dzielnic, w których mieszkają, co podaję za "Polityką" nr 22. 

Wyłaniano ich w wieloetapowym losowaniu, spośród tych, którzy odpowiedzieli na zaproszenie włodarzy do współpracy z samorządem. Na spotkanie nie przyszło zbyt wielu gdańszczan, bo zaledwie 10 proc. zaproszonych, ale i tak akcję można uznać za udaną.

Ta osobliwa ława przysięgłych spotyka się przez trzy kolejne soboty i jedną z niedziel. Miasto wypłaca im diety – po 150 zł za każdy dzień. Podobnie jak radni, otrzymują potrzebną wiedzę, by dyskutując i głosując opracowali rekomendacje dla prezydenta w ważnych dla miasta sprawach. Na Zachodzie ta forma aktywności obywatelskiej jest określana mianem demokracji deliberacyjnej. Gdańsk jako pierwszy zdecydował się włączyć panel obywatelski do zarządzania miastem.

Inaczej jednak niż radni, członkowie panelu mają informacje od niezależnych ekspertów, biegłych w danej dziedzinie, którzy bez ogródek przedstawiają istniejący stan rzeczy. Potem – jak pisze Ryszarda Socha w "Sprawie na ławę" – gdańscy ławnicy przysięgli podejmują decyzje. Tym większa jest ich wartość, im mniej celem ludzi są przyszłe wybory. A członkom panelu obywatelskiego zależy właśnie nie na władzy, lecz na wspólnym dobru.

Niektórzy w takim forum uczestniczą pierwszy raz. Dotąd nie splamili się społeczną aktywnością. Zdecydowali się uczestniczyć w przedsięwzięciu z różnych powodów. Poczuli się nobilitowani, albo – jak seniorzy - znaleźli sposób na pozazawodowe życie. Wszyscy zaś bezsprzecznie uważają, że nowa działalność otworzyła im oczy na problemy dnia codziennego. Uświadomili sobie, jak względne okazują się dane, którymi są zarzucani przez rządzących i media. Świadomość stała się zatem ich niekwestionowanym zyskiem.

Na początek miejscy przysięgli w Gdańsku wydali wojnę zanieczyszczaniu powietrza. Z myślą o przyszłych pokoleniach – w wyniku burzliwej dyskusji między sobą, w izolacji (jak w amerykańskich filmach) – większością 80 proc. głosów chcą całkowitego zakazu spalania węgla i drewna, po upływie 5 – letniego okresu przejściowego, oraz natychmiastowego zakazu spalania paliw gorszej jakości. Wymianie pieców grzewczych – rozłożono ją na 5 lat – ma towarzyszyć program osłonowy. Nie wszystkich stać na wyłożenie od razu całej gotówki na nowe urządzenie. Od czego jednak jest kampania edukacyjna wśród mieszkańców, podnosząca świadomość istniejących zagrożeń smogu, co mocno postuluje reprezentacja gdańszczan.

Miasto spytało obywateli i ci rozsądnie zdecydowali. Nie do wiary, że udało się stworzyć nową jakość uczestnictwa obywateli w życiu miasta! Co w zderzeniu z urzędniczym tokiem myślenia, sankcjonującym raczej status quo, łatwe nie jest.

Przypomniałam sobie o tym dziennikarskim doniesieniu, zapoznając się z materiałem w "GS" nr 23 o planach rewitalizacyjnych w Starachowicach. Jak rozumiem, starachowicki włodarz stara się iść podobną drogą, jak gdański. U nas w składzie komitetów rewitalizacyjnych znajdą się również reprezentanci rozmaitych środowisk. Nie będą to jednak losowo wybrani starachowiczanie, lecz standard: przedstawiciele organizacji pozarządowych, przedsiębiorców i – niestety! – instytucji publicznych, co mimo wszystko wyklucza w pełni obiektywne decyzje. Obawiam się o nie (oby niesłusznie), pamiętając kontrowersje wokół przebudowy starachowickiego rynku. Mieszkańcy mieli swoją wizję, a urzędnicy swoją, która przeważyła szalę. Stąd centralny plac miasta jest daleki od doskonałości (vide utarczki wokół parkowania, nie tylko na ulicy Niskiej).

Obywatelski panel w Gdańsku spełnia swoją rolę, bo jest całkowicie niezależny. Ba, uczestniczące w nim osoby w przeważającej części zaktywizowały się na taką skalę pierwszy raz. Nic dziwnego, że – nie skażone związkami z miejscowym establishmentem – będą skutecznie bronić wypracowanych wspólnie opinii, mając za cel wyłącznie interes mieszkańców. Innymi słowy, to sędziowie przysięgli w każdym calu, jakich mogą sobie życzyć wszyscy i wszędzie.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ