reklama

Sosnowiczanie

Z kart historii miasta (137)

W numerze

Sosnowiczanie

Z kart historii miasta (137)

 

W pierwszej połowie XX w. do Starachowic przybyło sporo sosnowiczan...

Proces ten związany był oczywiście z Zakładami Starachowickimi, które chętnie zatrudniały fachowców z branży metalurgicznej i maszynowej. Ale dlaczego sosnowiczan, a nie np. katowiczan? Bo do wybuchu I wojny światowej Górny Śląsk znajdował się za granicą – w państwie niemieckim, zaś znajdujące się w pobliżu Śląska Sosnowiec, Będzin i okolice, nazywane Zagłębiem Dąbrowskim, były najbliższym nam położonym ośrodkiem przemysłu ciężkiego.

Związki z Sosnowcem miały jednak charakter nie tylko przemysłowy, ale również administracyjny. W latach 1918-1939 nasze miasta znajdowały się bowiem w tym samym województwie – kieleckim. Migracja ludności między naszymi miastami odbywała się również w drugą stronę. Jerzy Szydłowski, jeden z założycieli harcerstwa w naszym mieście, patron ulicy na osiedlu „Lubianka” i krewny Jadwigi Kaczyńskiej, w latach 20. przeniósł się do Sosnowca, gdzie pełnił funkcję dyrektora gimnazjum. Jego potomkowie mieszkają w Zagłębiu do dziś, np. Adam Szydłowski z Będzina, który jest miejscowym regionalistą, społecznikiem i pasjonatem kultury żydowskiej. Zazwyczaj jednak ludność migrowała z Sosnowca do Starachowic. Byli to głównie wykwalifikowani robotnicy, jak. np. Frankiewiczowie, ale nie tylko. Jednym z nich był inżynier Stanisław Zieleniewski.

Urodził się 17 IV 1901 r. w Sosnowcu. W XI 1918 r. – w wieku 17 lat – był jednym z Orląt Lwowskich w czasie wojny polsko-ukraińskiej. Następnie wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Walczył w szeregach 1. Pułku Artylerii Lekkiej Legionów. W 1920 r.

ukończył szkołę podchorążych artylerii w Poznaniu. Po wojnie rozpoczął studia techniczne na Politechnice Warszawskiej, które zakończył w marcu 1927 r. uzyskując dyplom inżyniera. Swoją karierę zawodową związał z Zakładami Starachowickimi. W 1928 r. rozpoczął tu pracę, stopniowo awansując aż do bardzo ważnej funkcji Szefa Działu Broni. Tak jak wielu starachowickich inżynierów, mieszkał na stałe wraz z rodziną w Warszawie. W Starachowicach mieszkał na tygodniu, zaś w weekendy wracał do domu. Dużym ułatwieniem był fakt, że posiadał swój samochód – Fiata 1600, którym dojeżdżał z Warszawy do Starachowic i z powrotem.

Jak powiedział mi dr inż. Stanisław Zieleniewski, syn inż. Zieleniewskiego, ojciec przed wojną służbowo wyjeżdżał do USA oraz Niemiec (1938 r.). Po powrocie z Niemiec opowiadał, że w razie wojny z Niemcami „Wytrzymamy miesiąc”. Później wielokrotnie w rodzinie powtarzano słowa, że „Stasiu miał rację”. Z podróży do USA zachowała się krótka notatka z prasy amerykańskiej, gdzie zabawnie przekręcono nazwę naszego miasta na „Starach Owice”. Gdy wybuchła wojna jako pracownik przemysłu zbrojeniowego został wyreklamowany od mobilizacji. Po załamaniu się frontu, wraz z dyrekcją Zakładów Starachowickich został ewakuowany do Kowla na Wołyniu. Po 17 IX 1939 r. znalazł się, jak wszyscy ewakuowani pracownicy Zakładów Starachowickich, na terytorium zajętym przez Armię Czerwoną. Pod koniec 1939 r.

zdołał jednak wrócić z grupą kilku osób przez zieloną granicę na obszar okupowany przez Niemcy. Co ciekawe, przyjechał swoim samochodem, gdyż czerwonoarmistom podawał się za szofera, a nie właściciela samochodu. Wrócił do Warszawy, lecz na wieść, że władze niemieckie poszukują inżynierów Zakładów Starachowickich, zdecydował się na wyjazd do Francji. W styczniu 1940 r. przez zieloną granicę przedostał się na Słowację, a stamtąd, w lutym 1940 r., dotarł do Francji. Wstąpił do Wojska Polskiego, a ponieważ był oficerem lotnictwa, został przydzielony do Bazy Lotniczej w Lyonie. Po klęsce Francji przedostał się do Anglii. Służył w 304. Dywizjonie Bombowym. W marcu 1941 r. został awansowany do stopnia porucznika lotnictwa. Zginął 24 IV 1942 r. w locie bojowym na bombardowanie Rostocku w Niemczech. Poleciał na ten lot jako zwykły strzelec pokładowy. W drodze powrotnej z bombardowania jego samolot „Wellington” X9829 (NZ-O) został zestrzelony o godzinie 3.37 przez niemiecki samolot myśliwski u ujścia rzeki Ems do Morza Północnego, koło miejscowości Manslagt, 15 kilometrów na północny zachód od Emden. Cała sześcioosobowa załoga zginęła. Ich nagrobki znajdują się na Sage War Cemetery koło Oldenburga w Dolnej Saksonii. Nieliczne pamiątki po inż. Stanisławie Zieleniewskim posiadała siedem lat temu jego córka, zamieszkała w Katowicach.

Adam Brzeziński

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ