reklama

Tak łatwo zniszczyć

W numerze

Tak łatwo zniszczyć

Coraz to nowe elementy miejskiej infrastruktury cieszą oko mieszkańca i turysty. Pogoda sprzyja realizacji kolejnych inwestycji, zarówno tych mniejszych, jak i tych większych. Ale czy potrafimy to uszanować?

Po ponad 27 latach od przemian ustrojowych, z roku na rok rośnie nasza świadomość definiowania publicznych pieniędzy. Dawne hasło, że „co jest wspólne, to jest niczyje”, coraz bardziej ustępuje przekonaniu, że rządzący wydają nasze pieniądze – przekazane w formie podatków – i należy o te publiczne inwestycje dbać jak o swoje.

Niestety, pojedyncze wybryki potrafią zniweczyć nie tylko ciężką pracę i wydane tysiące złotych, ale również utrudnić podstawowe codzienne czynności. Bo czy komuś przeszkadza rozkład jazdy zamontowany na przystanku autobusowym? A ileż razy z spotykamy się z sytuacją, że ten kawałek papieru z godzinami odjazdów autobusów ktoś postanowi zedrzeć, ubrudzić albo w jeszcze inny sposób uszkodzić, żeby nie dało się z niego korzystać? Równie łatwo przychodzi niszczenie drobnej infrastruktury drogowej. Pierwszy przykład z brzegu to ul. Niska, z którą dziś problemy mają niestety sami jej mieszkańcy. Jeszcze nie tak dawno na chodniku były ustawione słupki, które miały ograniczać nieprawidłowe parkowanie. Okazało się jednak, że można je zniszczyć, co m.in. przyczyniło się do bieżących problemów.

Łatwym łupem zniszczeń padają również place zabaw. Znany wszystkim niebieski plac pod skałkami swoje początki zaczął właśnie od małej dewastacji. Kiedy zaczęto budować jego ogrodzenie, to już pierwszej nocy powyginane zostały świeżo zamontowane słupki. Niestety, zdarzają się również przypadki, że napowietrzne zabawki – przeznaczone bądź co bądź jednak dla dzieci – nadużywane są do granic możliwości, np. przez gimnazjalną młodzież. Nieraz zwracałem takim młodym ludziom uwagę, że w ten sposób zniszczą placowe urządzenia. Raczej bez długotrwałych efektów.

Coś, co irytuje większość z nas, to bałagan na ulicach i chodnikach. Często pojawiają się wnioski o ustawienie koszy na śmieci w różnych lokalizacjach. Jeśli to ma służyć poprawie czystości, to dobrze. Zastanawia natomiast fakt, że np. u naszych zachodnich sąsiadów zza Odry czasami bardzo trudno znaleźć uliczny kosz na śmieci. Tymczasem wokół panuje porządek, nie ma żadnych papierków, opakowań i innych drobiazgów, które wiatr zamiatałby w prawo i w lewo. Myślę, że u nas w pewnym sensie jest podobnie. Osoby porządne, nawet jeśli po drodze nie mają kosza, to i tak nie wyrzucą nic na ulicę, w krzaki lub na chodnik. Natomiast osobie nieodpowiedzialnej będzie wszystko jedno, gdzie ten śmieć poleci, choćby miał po drodze 10 koszy. Czystość w mieście wynika raczej z naszej kultury niż z ilości zamontowanych koszy.

Kilka lat temu w Starachowicach przeprowadzono akcję, w ramach której na elementach tzw. małej architektury miejskiej przyczepiano kartki z ceną danej rzeczy. Miało to na celu uświadomienie mieszkańcom, ile kosztuje np. zwykła ławka i czy w przypadku jej zniszczenia tak łatwo byłoby nam ją odkupić. Wobec faktu, że wokół nas zagospodarowanych zostaje coraz więcej nowych miejsc, być może warto powrócić do tego pomysłu, albo przeprowadzić podobną akcję, żeby uświadomić nam, że ten niszczony przez kogoś przedmiot to np. dwa tysiące złotych z moich podatków. Jest mi to obojętne?

Michał Walendzik

Radny Rady Miejskiej

radny.mw@gmail.com

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ