reklama

Świadków przybywa

Sprawy "śmieciowej" ciąg dalszy

Bezpieczeństwo

Świadków przybywa

Sprawy "śmieciowej" ciąg dalszy

Przed starachowickim sądem toczy się proces w tzw. "aferze śmieciowej". Na kolejnej rozprawie - 7 czerwca przesłuchano kolejnych świadków.

W maju br. sędzia Joanna Kucy, która prowadzi sprawę zapowiedziała, że sąd do końca czerwca br. będzie chciał przesłuchać wszystkich świadków w tej sprawie. Może okazać się to trudne do wykonania, bowiem obrona i prokurator zawnioskowali o powołanie kolejnych sześciu. W tym gronie znaleźli się byli radni Rady Miejskiej, a także ówczesny prezes firmy Almax, o którego przesłuchanie wnioskowała zarówno obrona, jak i prokurator.

Przypomnijmy, że w sprawie chodzi o to, że byli prezydenci Starachowic i pracownicy Wydziału i Referatu Gospodarki Komunalnej UM działali na korzyść firmy Almax zajmującej się wywozem odpadów komunalnych z terenu miasta. Z tytułu nieprawidłowego aneksowania umów w latach 2008-2012 firma miała zarobić około 3,5 mln złotych więcej. Początkowo zarzuty usłyszało pięć osób, ale wątek udziału miejskiej skarbniczki został przez prokuraturę wyłączony do odrębnego postępowania, a następnie umorzony. Halina P. pojawiła się jednak w środę w Sądzie Rejonowym w Starachowicach, ale w roli świadka. Przyznała, że jej podpisy, owszem, znalazły się na aneksowanych umowach, ale jej rola ograniczała się do tego czy gmina może wywiązać się finansowo.

- Nic mi nie było wiadomo o nieprawidłowościach, dowiedziałam się o nich dopiero po kontroli Regionalnej Izby Obrachunkowej. Ja nie dokonywałam żadnych wyliczeń tych stawek, nie wiem czy były one prawidłowe, czy nie, wierzyłam w wyniki kontroli RIO. Kontrasygnata na umowach jest dowodem, że gmina może się z nich wywiązać finansowo. Podpisując aneksy byłam przekonana, że wszystko było zgodnie z prawem - mówiła Halina P.

Były prezydent, Sylwester Kwiecień, który ma stawiany zarzut o aneks nr 5, podnoszący stawki o poziom inflacji, co miało wynikać z podstawowej umowy pomiędzy gminą a firmą Almax stwierdził:.

- Chciałbym złożyć oświadczenie, bo podpisując aneks nr 5 byłem również przekonany, że wszystko jest zgodnie z prawem. Dla mnie jest dziwne, że pani skarbnik ma umorzone postępowanie, a uczestniczyła w podpisywaniu umów, a mnie pan prokurator stawia zarzuty i robi ze mnie przestępcę - mówił.

Przesłuchania rewizyjnych

Jako świadkowie zeznawali po raz drugi członkowie Komisji Rewizyjnej, która zajmowała się tą sprawą. Ówczesna przewodnicząca tego gremium, Lidia D. i jej ówczesny zastępca Marcin P. pytani byli głównie o to, w jaki sposób dokonywane były wyliczenia, które miały wskazywać na nieprawidłowości oraz, kto te wyliczenia robił.

- Ja również byłam autorką tych wyliczeń, ale nie sama, częściowo robił je także mój zastępca pan P. Nie potrafię powiedzieć z kim je konsultowałam i nie potrafię powiedzieć, kto dokładnie zrobił te wyliczenia, nie pamiętam szczegółów - zeznawała Lidia D.

- Samych wyliczeń dokonywała pani Lidia D., ja też trochę, ale ona więcej. Pamiętam, że sam się dopytywałem różnych specjalistów, ale nie pamiętam kogo. Nie wiem też czy pani Lidia D. kogoś się dopytywała - dodał Marcin P.

"Nie chciałem wchodzić w buty prezydenta"

Jednym ze świadków był także zastępca prezydenta ds. gospodarczych w latach 2006-2010 Tomasz C. Wówczas był on odpowiedzialny m.in. za gospodarkę odpadami, ale - jak mówił - był przez pracowników urzędu pomijany i "nie chciał wchodzić w buty prezydenta".

- O sprawie dowiedziałem się w 2012 roku, wcześniej nie miałem o niej pojęcia. O ile pamiętam, to dowiedziałem się po tym, jak Komisja Rewizyjna działała w tej sprawie. Nie pamiętam, która osoba mi to powiedziała. Ja byłem odpowiedzialny za gospodarkę komunalną, ale nie robiłem wyliczeń, skoro pomijana była moja osoba. Odniosłem wrażenie, że pracownicy: pani K. i pan G. są w bardzo dobrych stosunkach z panem prezydentem i to z nim wszystko załatwiają. Ja nie znałem korespondencji z firmą Almax i nie zajmowałem się tą sprawą - mówił były zastępca prezydenta Starachowic.

Sylwester Kwiecień pokazał jednak pismo, na którym widniał podpis ówczesnego zastępcy prezydenta.

- Ja mówiłem o ogólnie panujących wówczas zwyczajach, że byłem pomijany - odniósł się Tomasz C.

Do zeznań Tomasza C.o odnieśli się również oskarżeni Małgorzata K. i Marcin G. - ówczesna kierowniczka i naczelnik w Urzędzie Miejskim.

- Pan C. brał udział na każdym etapie tych rozmów, brak jego podpisów wynikał tylko z niechęci do ich podpisania - mówił Marcin G.

- Nie wyobrażam sobie, żeby jakiś dokument wysyłany był bez wiedzy pana C. Pan C. podpisywał dokumenty wybiórczo i często odsyłał do prezydenta - dodała Małgorzata K.

Obrona zawnioskowała o włączenie do sprawy dowodu z wyliczeń Komisji Rewizyjnej, która złożyła zawiadomienie do prokuratury. Według zeznań świadków, takowe wyliczenia, albo przynajmniej ich część, powinny znajdować się przy protokołach z posiedzeń komisji. Kolejna rozprawa zaplanowana jest na 21 czerwca.

(mp)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ