reklama

Nikt nie zareagował

Mimochodem

 

To miała być, jak się wydawało, zwyczajna przepychanka słowna. Bo też i miejsce niczym się nie wyróżniało. Tymczasem w osiedlowym sklepie spożywczym powiało grozą.

Kolejka klientów, jak to przed wydłużonym weekendem, trochę liczniejsza. Dobry prognostyk dla handlowców – zapowiedź większych utargów, co w konsekwencji przełoży się na wynik finansowy i... być może zysk. Ogonek zakręcony, czyli jakaś dziesiątka przy ladzie – kasie. I żartobliwe przerzucanie się słowami właśnie. W żadnym razie nikt się nie denerwował. Ani nie podnosił głosu. A zaczęło się od owego ogonka. Że w jednym czasie tylu osobom zebrało się na zakupy. Że i po chleb, i po coś do chleba. Jakby miało się na wojnę, a przecież takiego zagrożenia nie ma. A może jednak? Ale chyba nie u nas! Tyle że nigdy nic nie wiadomo. A jak wojna się zdarzy? I wtedy niczym wystrzał zabrzmiało bezceremonialne wyznanie około trzydziestoletniego kolejkowicza: "Wojna? Niech tam, byle udało się wybić wszystkich ciapatych". Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zapanowała w sklepie cisza. Skończyły się odzywki. W całkowitym milczeniu kolejka posuwała się do przodu. Z powodu jednej wypowiedzi – a nie owijając w bawełnę: mowy nienawiści – miły, świąteczny nastrój prysł.

Prawdę mówiąc, młody człowiek nawet mógł powiedzieć głośno, to co myśli, tyle że nikt z obecnych nie zareagował. Nawet nie spytał, kogo kolejkowicz nazywa "ciapatymi". Wszystkich obcokrajowców? Sąsiadów zza wschodniej granicy? Islamistów? Tych przecież nie widać na starachowickich ulicach. To że znajdzie się kilka lokali z kebabem, nie znaczy przecież, że właściciel musi być radykalnym wyznawcą islamu. Ba, wyznawcą jakiejkolwiek religii.

Starachowiczanie nie obnoszą się na przykład ze swoim ateizmem. No tak, ale uważa się ich pewnie za katolików, jak jakieś 90 proc. albo i więcej Polaków. Tymczasem są jeszcze wśród nas świadkowie Jehowy, zielonoświątkowcy, być może ewangelicy, a także członkowie innych organizacji wyznaniowych. Trudno ich zidentyfikować – na co dzień niekoniecznie afiszują się swoją przynależnością do tego czy innego Kościoła. Na dodatek niczym się nie różnią od pozostałych starachowiczan. Większości starachowiczan o jasnej karnacji. Bo zdarzają się starachowiczanie ciemnowłosi, ciemnoocy, nawet ciemniejszej skóry, za co odpowiadają geny przodków. I co? Są od pozostałych gorsi?

Kiedyś oryginalne rysy twarzy były powodem do zadowolenia. Bladzi zazdrościli ognistym brunetkom i brunetom choćby łatwości opalania się latem. A teraz opalenizna nagle zaczyna trącić odchyleniem od normy? Będzie niebezpieczna? Komuś bowiem skojarzy się z bliżej nieokreślonymi "ciapatymi"?

Jeszcze w latach 80. starachowiczanie nie mieli nic przeciwko obcokrajowcom tu przyjeżdżającym. Angolańczycy współpracujący z dawną FSC budzili najwyżej ciekawość. Starachowiccy pracownicy z kolei zabiegali wręcz o kontrakty na Bliskim Wschodzie. Były korzystne finansowo. Islamu się nie brzydzili. Czy komuś zaszkodził turystyczny wyjazd do Algierii? Tubylcy wyjątkowo serdecznie gościli kolejne grupy ze Świętokrzyskiego. Wystarczyło jedno pokolenie, żeby zmieniło się nasze nastawienie do świata. Przy zamkniętych granicach było otwarte, przy otwartych zaś - na świat się zamykamy. W zasadzie dzięki jednej jedynej publicznie wyrażonej opinii o pasożytach i chorobach, które stamtąd napływają (są przywiewane z wiatrem?).

Starachowiczanin ducha nie widział, ale ducha się boi. Starachowiczanin obraca się w swoim mieście prawie wyłącznie wśród starachowiczan, może jeszcze wąchocczan, pawłowian, iłżan itd., ale jakichś "ciapatych" by się pozbył. Z planety Ziemia, jak rozumiem. Najgorsze, że przy biernej postawie reszty starachowiczan. Tak jak to się stało w kolejce w spożywczaku na osiedlu "Żeromskiego".

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ