reklama

Na innych łamach

"Newsweek" nr 22

Przed 1989 rokiem praca była pracą, Kościół Kościołem, niebo znajdowało się na górze, a piekło na dole. Po 1989 roku wszystko się pomieszało i trzeba sobie wiarę układać na nowo – usłyszała od swoich rozmówców Elżbieta Turlej, autorka "Nieba dla Polaka".

"Polski katolik, pozbawiony nieba i piekła z czasów komuny, szuka sposobu na rozdzielenie sacrum i profanum. Wszystkim byłoby łatwiej – to /.../ wynika z badań – gdyby Kościół wyparował z radia, gazet i telewizji. Albo gdyby artyści oddali wierzącym Boga, Maryję, Jezusa, Jana Pawła II i przestali wystawiać spektakle takie jak warszawska "Klątwa". Czyli aby – w sensie układu sił i kompetencji – było jak za komuny." Badania pokazują ponadto, że od 1991 r. o 10 proc. spadła liczba Polaków deklarujących się jako katolicy. W uroki wierzy aż 25 proc. respondentów, w czary – 18 proc., a w reinkarnację – 17 proc. Ba, większość twierdzi, nie wyłączając akademików, że... cuda mogą łamać naukowe prawa przyrody. Coraz częściej jednak Polak mówiąc o swoich przekonaniach religijnych odwołuje się do sfery intymnej. "Nawet politycy partii rządzącej, na co dzień chętnie deklarujący katolicyzm, nie zgadzają się na rozmowę o czymś tak niewinnym jak niebo. Bo strach, że ktoś zmanipuluje." Generalnie, Polacy widzą je jako tolerancyjne. Dla potępieńców przeznaczają czyściec. Wydaje się łatwiejszy do wyobrażenia. "Z badań wynika, że Polak chce, aby jego dzieci były wychowane w zgodzie z tradycjami. Czyli aby podobnie jak on w dzieciństwie były poddane tzw. rytom przejścia: jednorazowym praktykom religijnym sygnującym przełomowe momenty w biografii – przyjęły chrzest, pierwszą komunię i bierzmowanie. Aby związały się z Kościołem instytucjonalnym." W ten sposób wyróżniamy się na tle innych krajów Europy Środkowo – Wschodniej. Jesteśmy największymi tradycjonalistami. "Ale również – co wynika z obserwacji socjologów – mamy coraz większe trudności ze stworzeniem nowych symboli religijnych. I to takich, które różniłyby się od reklam, gier czy emotikonów z iPhone`ów. Najłatwiej wychodzi nam – co widać na odpustach czy w kościołach – powrót do działających na zmysły ludowych wyobrażeń Boga jako króla. Siedzącego na tronie, w złotej koronie, z laską, którą Bóg może wskazać drogę Polakowi i – jak trzeba – zdzielić go po plecach. Tak wyobrażony polski Bóg król i sędzia jest łatwy do odlania w plastiku, namalowania albo wyrzeźbienia." Jednocześnie nierzadko sugeruje się, że zachodzące obecnie wydarzenia są znakiem zbliżającego się końca świata. W dużej mierze zaś fala muzułmańskich imigrantów...

"Polityka" nr 21

Drogi mężczyzn i młodych kobiet coraz bardziej się rozchodzą – tak Joanna Podgórska zaczyna swój tekst "Szpetni dwudziestoletni".

Za wyraźny prawicowy przechył odpowiadają głównie młodzi mężczyźni z małych miasteczek. Lewica wśród młodych ma takie samo poparcie, na poziomie 8 proc. Różnice zaczynają się przy deklaracji poglądów centrowych. Odpowiednio ponad połowa kobiet i 38 proc. mężczyzn. O ile wśród kobiet odsetek zwolenników skrajnej prawicy wynosi 13 proc, o tyle mężczyzn jest aż 30 proc. 17 proc. mężczyzn uważa, że nie ma znaczenia, czy rząd jest demokratyczny, czy nie. Tak samo myśli tylko 7 proc. kobiet. "Płeć przekłada się także na preferencje partyjne. Kobiety znacznie rzadziej wykluczają głosowanie na takie partie, jak Razem, Nowoczesna czy PO. Z kolei elektorat takich partii, jak Kukiz `15 czy Korwin, to przede wszystkim młodzi mężczyźni. Z sondażu IPSOS dla OKO.press wynika, że w Polsce na Donalda Trumpa zagłosowałoby 26 proc. mężczyzn i tylko 7 proc. kobiet. Różnice pogłębiają się także w innych sferach. Rośnie przewaga kobiet, jeśli chodzi o wyższe wykształcenie. Większy odsetek deklaruje znajomość języków obcych." Kobiety zresztą chętniej się dokształcają. Generalnie, lepiej radzą sobie ze współczesnością. Rewolucja obyczajowa objęła jedną płeć. Nowa Matka Polska wychowała córkę na niezależna kobietę. Syna zaś ... tradycyjnie. Ci chłopcy wchodząc w dorosłość trafiają na rówieśniczki, które wcale nie chcą ich obsługiwać. Stąd ich tęsknoty, by było, jak dawniej. Równouprawnienie traktują jako lewacką ekstrawagancję ze zgniłego Zachodu. "Chłopcom sprzedano także anachroniczny model patriotyzmu, militarno – heroiczny, oparty na kulcie poległych bohaterów." Ponieważ zgromadzona energia nie znajduje naturalnego ujścia, rodzi frustracje. Dlatego chłopcy wezmą udział nawet w najbardziej karykaturalnych spektaklach, by choć przez chwilę poczuć się mężczyznami, którzy o coś walczą. Władza podsyca te nastroje. W państwowej propagandzie wojna jest heroiczną przygodą. Wojska Obrony Terytorialnej zaś namiastką wojennych zmagań. Pokoleniu rodziców, za wszelką cenę uciekających od wojska, nie mieści się to w głowie. "Ucieczka od wolności? /.../ Chłopcy nie mają skąd czerpać poczucia własnej wartości. I wtedy narodowy narcyzm podsuwa im darmowy powód do dumy i poczucia wyższości: "Jesteście Polakami". Premia za urodzenie. A politycy prawicy, głosząc mantrę: Polacy, Polakom, dla Polaków, tylko utwierdzają chłopców w przekonaniu, że jako Polakom należy się im więcej niż nie – Polakom."

"Przegląd" nr 20

"Płać albo umieraj" Ewy Rogowskiej odnosi się do osób po przeszczepach. Właśnie resort zdrowia ograniczył im refundację leków zapobiegających odrzuceniu przeszczepów. Zamiast oryginalnych dotąd medykamentów dostaną generyki, nie bacząc na to, że każda zmiana leku musi się odbywać pod kontrolą lekarza prowadzącego i nie zawsze będzie korzystna dla pacjenta.

Z przeczepionym narządem żyje w Polsce ok. 15 tys. Polaków. Najwięcej z przeszczepioną nerką. Na drugim miejscu są przeszczepy wątroby (ok. 300 rocznie), na trzecim serca (ok. 100 rocznie). W najtrudniejszej sytuacji są osoby z przeszczepionym sercem, bo drugi raz takiej operacji nie można przeprowadzić. W każdym jednak przypadku nieodzowne są leki zapobiegające odrzuceniu przeszczepionego organu. Trzeba je brać do końca życia albo do końca funkcjonowania narządu. Zmiana leku więc to bardzo poważna decyzja. Ministerstwo twierdzi, że zmiana w refundacji leków immunosupresyjnych nie spowoduje zagrożenia dla pacjentów. I tłumaczy się koniecznością dbania o koszty refundacji. Tyle że pacjenci do zamienników podchodzą ostrożnie. Nie wszyscy mogą je brać, bo nie tolerują ich organizmy. Oryginalne leki też nie są za darmo. To nierzadko kwoty idące w setki złotych miesięcznie. Wielu pacjentów, ze względu na orzeczony stopień niepełnosprawności, ma przy tym tylko najniższe renty. Jak sobie zatem radzić na co dzień? Stąd listy do ministra zdrowia, jak ten: "Proponowane zmiany są dla mnie tym bardziej niezrozumiałe, że wciąż walczycie państwo z aborcją czy pigułką "Dzień po". Jak to rozumieć? Walka do upadłego o zarodki, bo to życie, a ludzie, którzy walczą o swoje zdrowie kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat, na śmietnik, bo są niepełnosprawni?" Nadawca tego listu odpowiedzi nie otrzymał. Zainteresowanie problemem jest niewielkie. Wszak ludzie po przeszczepach to nikły elektorat... Pacjenci przeciw lekom generycznym nie są. Chodzi tylko o to, żeby odpowiednio wcześniej anonsować zmiany na listach refundacyjnych. Cały świat przecież korzysta z zamienników. Ale jak się zmiany robi nagle, nie sposób się szybko przestawić. Na dodatek niektóre leki zamienników nie mają. Teraz zdrożały np. z 3,20 zł do ponad tysiąca. I trzeba będzie te pieniądze znaleźć! Ba, w przypadku zamiennika jest niezbędna kontrola stężenia nowego leku we krwi. Badania wcale nie są tanie. Kłopot jeszcze większy, jeśli ktoś mieszka daleko od swojego lekarza prowadzącego. Tych kosztów już nikt nie wziął pod uwagę. Jak i tego, że każdego pacjenta prowadzi się indywidualnie. Na jednej zmianie refundacji się najprawdopodobniej nie skończy. Najgorsze, że i na dyskusję między stronami się nie zanosi.

"Nie" nr 18

"Jak uprawiać ziemię" – radzi Bożena Dunat. W Polsce jest 15 552 cmentarze. Zajmują powierzchnię ponad 18 tys. ha. Tylko 1879 nekropolii należy do samorządów. Pozostałe - do Kościoła kat.

18 – hektarowy cmentarz przynosi rocznie milion złotych wpływów. Uwzględniając jedynie dzierżawę gruntu, wjazd do nekropolii, postawienie nagrobka, korzystanie z wody i pojemników na śmieci. Bez mszy pogrzebowych, datków dla organisty, kościelnego i grabarzy. Co 20 lat ponawia się opłatę dzierżawną. Ponieważ o pieniądze trudno się doprosić, wystarczy tabliczka "grób do likwidacji", by osiągnąć sukces. Bo po 20 latach w majestacie prawa można dokonać ekshumacji szczątków. "Najlepiej pochować się w Kobierzycach. To jedyne miejsce w Polsce, gdzie nie ma nie tylko cennika, ale również opłat cmentarnych. Tak chce lokalne prawo. Rada gminy nie wprowadziła też rejonizacji. Czyli grzebie, nie pytając o meldunek". Na komunalnych cmentarzach położyć się najlepiej. Najłatwiej w Zachodniopomorskiem, gdzie jest 476 cmentarzy. Najtrudniej w Mazowieckiem – 26 cmentarzy. "Gminy są obowiązane prowadzić cmentarze dla dobra społeczności Nie mają jednak prawa, co podkreśliła NIK, przechowywać zwłok, kremować, transportować, gromadzić urn. Bo te usługi pogrzebowe stanowią działalność wykraczającą poza zakres użyteczności publicznej. Robią to wbrew zakazowi. Z tego jest dodatkowa kasa." Co ciekawe, sądy roztrząsają, czy w każdym przypadku zasadne jest odnawianie dzierżawy za grób co 20 lat. "Bo w ustawie o cmentarzach jest zapis, że nie wolno pobierać kolejnych opłat za grobowce murowane, przeznaczone do pomieszczenia zwłok więcej niż jednej osoby. /.../ Właściciele cmentarzy uważają, że wspomniany zapis zwalnia jedynie z opłaty za nagrobek. Użytkowanie gruntu to co innego." Sąd Najwyższy jednak kilka lat temu przyznał, że zmarli mają być zwolnieni z wszelakich opłat dzierżawnych. Ustawę o cmentarzach wprowadzono w 1959 r. Autorka obawia się, że przepisy z początków PRL nie przystają już do rzeczywistości. Ale nikt nie jest zainteresowany zmianami. Chociaż np. martwe cmentarze mogą pogrążyć samorząd. Bo ich uporządkowanie kosztuje. A na zamknięcie nie pozwala obowiązujące prawo.

wybrała /ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ