reklama

O "stojedenastce" i druhnie Miłce

Jubileusz 111 ADH

W numerze

O "stojedenastce" i druhnie Miłce

Jubileusz 111 ADH

60-lecie działalności świętowała 111 Artystyczna Drużyna Harcerska im. K. K. Baczyńskiego w Starachowicach. Na jubileusz stawiło się liczne grono jej wychowanków. Świętowali i wspominali legendę drużyny - druhnę Ludmiłę Mazurkiewicz.

Korzenie drużyny sięgają roku 1934, kiedy w Starachowicach powstała I Drużyna Harcerek. Od 1957 roku pracuje już nieprzerwanie. Na przełomie 1958/1959 r. drużyna zaczęła prowadzić działalność artystyczną. Nawiązała kontakt z 11. Drużyną Muzyczną im. H. Wieniawskiego przy Ognisku Muzycznym w Starachowicach i po wspólnym obozie w Warce przybrała nazwę "111". Oficjalne połączenie nastąpiło w 1962 roku.Drużyna działa od początku w I Liceum Ogólnokształcącym im. T. Kościuszki.

Od zarania dziejów drużyna łączy idee harcerstwa z propagowaniem kultury i sztuki i rozbudza artystyczne pasje. Jubileuszowe obchody rozpoczęły się 27 maja br. na odnowionym skwerze im. Ludmiły i Stefana Mazurkiewiczów. przy Hufcu ZHP w Starachowicach. Współpracownicy i przyjaciele wspominali zasłużone dla starachowickiego harcerstwa małżeństwo, z uznaniem mówiła o Ich zasługach Lidia Pokuszyńska, była wieloletnia drużynowa 111 ADH, druh Mirosław Szlęzak i nestor lokalnego harcerstwa, dh Stefan Derlatka.

W dniu jubileuszu 60-lecia działalności odsłonięto na skwerze przy Hufcu Ławeczkę Druhny Miłki, a przy Jej mogile na cmentarzu na Bugaju aktualny skład drużyny, prowadzonej przez Iloną Traczyk. zaśpiewał "Kołysankę dla Druhny Miłki". Na terenie Harcerskiego Ośrodka Obozowego "Lubianka" odprawiono harcerską mszę polową, odbył się apel jubileuszowy i ognisko z programem "Bo ogień związał nam serca dymu wstążeczką siną".

Przygodę z ADH i druhnę Ludmiłę Mazurkiewicz wspomina była drużynowa "111" Lidia Pokuszyńska.

- Pierwszy raz spotkałam ją jako harcerkę, kiedy rozpoczęłam naukę w I Liceum Ogólnokształcącym w Starachowicach. Pamiętam ją, jako bardzo ostrą drużynową, ale z biegiem czasu niesamowicie łagodniała. Była wymagająca, ale też bardzo dużo dawała z siebie. Zawsze mi powtarzała, że jeżeli chcemy czegoś wymagać od innych, najpierw musimy dużo więcej dać od siebie. Nauczyła mnie podstaw kierowania ludźmi. Była gdzieś obok przez cały czas – mówi druhna Lidia Pokuszyńska, dodając, że kilka dni temu, robiąc w domu porządki, znalazła listy, które pisała do niej druhna Miłka.

– Czytałam je z ogromnym sentymentem – mówi, przywołując wspomnienia z obozów w Gibach, które Miłka prowadziła, a w późniejszym czasie przyjeżdżała do harcerzy w odwiedziny.

– Podczas obozów bywało tak, że spędzałam w rozmównicy na poczcie w Gibach dwie, trzy godziny, czekając na telefon od druhny, gdy wiedziałam, że ma zadzwonić. Pytała, co u nas, czego nowego się nauczyliśmy, ale czasami też prosiła o przygotowanie programów różnych uroczystości. Gdy wracałam do uczestników obozu, opowiadałam ze szczegółami o przebiegu każdej rozmowy z druhną Miłką. Oni bardzo na to czekali – opowiada.

Tak bardzo, jak sama druhna Lidka wyczekiwała spotkań poobozowych tylko po to, by usłyszeć od druhny słynne pytanie.

– Zawsze pytała mnie, czy jestem zadowolona z obozu. Wtedy mogłam jej wszystko opowiedzieć, pochwalić się czego nowego się nauczyliśmy, ale nie tylko. Te spotkania były czymś niesamowitym.

Po śmierci druhny Miłki nabrały one jednak innego wymiaru.

– Ona miała zwyczaj przechodzenia z instruktorami na "ty". Niektórzy z tego korzystali, mnie oczywiście też zaproponowała, ale ja zawsze mówiłam do niej druhno, bo druh oznacza tyle, co przyjaciel. Miłeczko powiedziałam do niej tylko raz, podczas, gdy odwiedzałam ją w szpitalu. Nie wiedziałam wtedy, że będzie to nasze ostatnie spotkanie. Nie wiem, czy była do końca świadoma, że "to już". Może była, a po prostu nie chciała, nas martwić i zasmucać. Faktem jest, że w tamtym czasie uporządkowała swoje życie i wszystkie sprawy. Odeszła w styczniu 1997 r. – mówi Lidia Pokuszyńska, przyznając, że piosenki, która powstały po śmierci jej przyjaciółki i mentorki: "Kołysanka dla druhny Miłki" nie potrafi zaśpiewać bez uronienia łzy.

– Udało się tylko raz, kiedy uczyliśmy harcerzy Kołysanki po raz pierwszy, przygotowując się do pożegnania druhny. Od tamtej pory nie mogę nie płakać. Czuję jej obecność, czuję, że ona jest z nami duchem. Czasami mi się przyśni i podpowie coś od siebie– dodała.

Dla upamiętnienia Miłki, która przez 40 lat nieprzerwanie szefowała 111 ADH, odsłonięto Ławeczkę druhny Miłki na Skwerze im. harcmistrzów L.S. Mazurkiewiczów przy hufcu ZHP w naszym mieście.

– Chcieliśmy w jakiś sposób pokazać, że wciąż jest w naszych sercach i wciąż o niej pamiętamy, ale też zależało nam, by nie było to zbyt patetyczne. Często, gdy podejmujemy jakąś inicjatywę zastanawiamy się, co powiedziałaby na to druhna. Gdyby dowiedziała się, że robimy zbiórkę po to, by postawić jej pomnik, nie byłaby zadowolona. Z pewnością skarciłaby nas, byśmy lepiej zbierali na nowe namioty – mówi L. Pokuszyńska dodając, że 111 ADH jest wyjątkowa chociażby ze względu na fakt, że wszyscy, którzy do niej należeli i należą czują się ze sobą bardzo związani.

– Zacierają się różnice pokoleniowe. Wiek nie ma znaczenia. Ciągle uczymy się nowych piosenek, ale śpiewamy też te starsze, które zna każde pokolenie "stojedenastki". To jest piękne, że po pierwszych dźwiękach gitary wszyscy razem zaczynają śpiewać – mówi GAZECIE.

Wspomnień i wspólnego śpiewania nie brakowało również podczas sobotniego (27 bm.) jubileuszu.

(Kas)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ