reklama

Nasz telefon

Wał może nie wytrzymać

- Zapraszam starachowickich włodarzy na ulicę Wiklinową. Proszę spacerem przejść od strony mostu w kierunku zachodnim. Po to, żeby wyobrazić sobie potencjalne zagrożenie. Światowo nie jest. Nie dość że teren zarósł ponad miarę; zarośla brzydko się krzewią - ba, widziałem tam myszkujące gryzonie - to jeszcze rośnie ryzyko zalania ulicy i okolicznych posesji. Do pobliskich ogródków pracowniczych działkowcy dojeżdżają własnymi autami żłobiąc koleiny w drodze. A że w czasie deszczu zbiera się w nich woda, robią się korytarze, by spływała do rzeki. Obawiać się należy, że wał nie wytrzyma i podczas ulewy może dojść do powodzi. Nie chcę być złym prorokiem, ale ponieważ mieszkam w pobliżu, wolałbym, żeby fachowcy rzucili okiem na ten odcinek rzeki i na dzielnicę, która znikła chyba z pola widzenia magistratu – telefonuje jeden z tamtejszych seniorów.

Zbrodnia to niesłychana

- W upalne lato chroniły przed słońcem. Z ulgą wchodziło się pod nie, przemierzając w wakacje aleję Armii Krajowej. Nie mówiąc o tym, że kwitnąc przepięknie pachniały. W końcówce maja br. obok "Skałki" wyrżnięto najpierw jedną, najokazalszą, następnego dnia, kolejne pięć lip. I niech mi nikt nie mówi, że jeszcze trochę ich zostało. Tak jak niech nikt mnie nie przekonuje, że to miejsce ma się na przykład stać bardziej przyjazne człowiekowi i trzeba było się drzew pozbyć. Każdą podobną wycinkę zawsze napiętnuję, bo to nic innego, jak zwykła rzeź natury! Mam ogromne pretensje do miejskich władz za ten haniebny czyn. Poruszył mnie do tego stopnia, że przez kilka dni nie mogłam sobie dać rady. Na widok pił ciśnienie skoczyło mi ponad wszelką normę i bliska byłam wezwania pogotowia ratunkowego. Musiałam wziąć dodatkową porcję leków. Tak się nie godzi, panie prezydencie! Stracił pan we mnie wielką pana admiratorkę – nie kryje zdenerwowania starachowiczanka.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ