reklama

Potrzebujemy dzieci

W numerze

Potrzebujemy dzieci

Obchodzony w ubiegłym tygodniu Dzień Dziecka, był dobrą okazją do przypomnienia sobie wielowymiarowego znaczenia dziecka dla naszej rzeczywistości.

W ostatnim czasie często zdarza się nam przeliczanie dzieci na pieniądze. Bez zbędnego trudu znajdziemy w Internecie różne wyliczenia i kalkulacje, ile kosztów wiąże się z wychowaniem naszych pociech. Z drugiej strony, od kilku lat pojawiają się samorządowe i państwowe programy, które mają zachęcać społeczeństwo do posiadania dzieci poprzez rekompensowanie ponoszonych kosztów. W wielu miastach funkcjonują karty rodzin, dzięki którym można uzyskać promocyjny lub bezpłatny dostęp do różnych usług i towarów. W skali całego kraju rodziny z trójką dzieci mogą korzystać ze zniżek na podstawie Karty Dużej Rodziny. Przykładowo, w Starachowicach tzw. duża rodzina może liczyć na niższe opłaty za wywóz śmieci, a także zniżki na basenie w kinie, itp. Najbardziej wymierną formą wsparcia jest funkcjonujący od roku program "Rodzina 500 +", którego zasady są dosyć proste, choć – według niektórych – dyskryminują rodziny z jednym dzieckiem.

Dlaczego władzom państwowym i lokalnym zaczęło zależeć na zwiększeniu liczby urodzeń? Wszyscy dobrze wiemy, że starzejemy się jako społeczeństwo. To przekłada się na konkretne problemy. Chociażby dotyczące wydolności systemu ubezpieczeń społecznych, zdrowotnych i emerytalnych. Ponadto, może się okazać, że wieloletnia walka z bezrobociem w niedługiej perspektywie przekształci się w brak przysłowiowych "rąk do pracy". Problemów może być dużo więcej.

Część osób jednak w pełni świadomie rezygnuje z rodzicielstwa, ukierunkowując swoje życie na karierę zawodową. Mają do tego prawo, choć ich działania niekoniecznie muszą przynieść korzyść ogółowi społeczeństwa. Co więcej, wybór młodości, aby pozostać singlem, na stare lata może okazać się życiowym dramatem. Nie będzie nikogo, kto mógłby pomóc, odwiedzić, porozmawiać, czy okazać gest miłości i człowiek zostanie sam.

W naszym sąsiedztwie mogą również znajdować się pary, które nie mogą mieć dzieci. Oni – w przeciwieństwie do tych, którym zbyt łatwo oddać dziecko, porzucić dziecko, usunąć dziecko – przeżywają smutek pustego domu i własnej niemocy. Dla nich istnieje szansa w formie adopcji. Zbyt łatwo umykają nam z otoczenia domy dziecka, w których mali ludzie czekają na swoją mamę i na swojego tatę. Gdzie dzieci potrafią zatrzymać, złapać za rękę, za nogę i zapytać: "czy będziesz moim tatą, czy będziesz moją mamą?".

Bez dzieci świat byłby smutny, szary i przygnębiający. Nasze zachowania byłyby pełne konwencji, poprawności politycznej i tzw. "stylu". Dzieci to radość, uśmiech, niewinność i miłość. To prawda, że ich wychowanie kosztuje i to całkiem sporo. Warto jednak zapytać, na ile wyceniam siebie. Ile zapłaciłbym za swoje życie? Czy jest w ogóle taka cena? A przecież nie jestem doskonały i pozbawiony wad. Czy życie dziecka jest dla mnie warte tyle samo?

Michał Walendzik

Radny Rady Miejskiej

radny.mw@gmail.com

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ