reklama

Sabotaż w fabryce

Z kart historii miasta (134)

W numerze

Sabotaż w fabryce

Z kart historii miasta (134)

 

Tuż po wojnie w Zakładach Starachowickich miało dochodzić do aktów sabotażu. A przynajmniej taki wniosek można wysnuć na podstawie powodu aresztowania Adama Płachcińskiego, pracownika księgowości Zakładów Starachowickich.

W sierpniu 1949 r. Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Starachowicach aresztował go w związku z podejrzeniem o "współudział w dokonywaniu aktów dywersyjno-sabotażowych na terenie Zakładów". W toku dochodzenia nie ujawniono jednak jego przestępczej działalności i po kilkunastu dniach zwolniono z aresztu.

Protokół przesłuchania Adama Płachcińskiego zawiera ciekawe spostrzeżenia. Na przykład na pytanie o akty sabotażu na terenie fabryki w okresie okupacji niemieckiej odpowiedział następująco:

"Osobiście nie pracowałem na maszynach i nie spotykałem się z faktami systematycznie prowadzonego sabotażu. Spotykałem się z faktami masowego wynoszenia części i narzędzi w okresie, kiedy na terenie Zakładów wydawany był chleb, następnie do kanałów wrzucane były potrzebne do produkcji zamienne części do maszyn i przyrządów. Robotnicy pracujący na tokarkach, którzy mieli zdjąć z grubości wałka kilka wiórów, brali grubego wióra i palili (odpuszczali) przez to nóż tokarski. Zdarzały się również wypadki przestoju z powodu braku prądu, które były robione przez robotników. Z brązu toczone były lampy karbidowe, a materiał ten był bardzo potrzebny dla remontu maszyn. Dokładnie nie mogę powiedzieć, ale uważam że część z powyżej opisanych wypadków wykonana była według instrukcji organizacji podziemnej, zaś część na skutek niechęci robotników do pracy."

Kolejne pytania nawiązywały do spraw bieżących.Jedno z nich dotyczyło niedbalstwa podczas pracy. A oto odpowiedź:

"Wiem o jednym wypadku niedbalstwa ze strony robotnika Wydziału Gospodarczego Nowaka Wacława, który pochodzi z wioski obok Kunowa i przyjeżdżał do pracy pociągiem. Tenże Nowak swoim niedbalstwem w pracy bardzo ujemnie wpływał na postawę prawie wszystkich robotników Wydziału Gospodarczego. Opuszczał każdy poniedziałek i do pracy przyjeżdżał na godzinę ósmą. Robotnicy skarżyli się na niego, jednak to nie pomagało. Ostatecznie sprawę jego przekazano do komisji dyscyplinarnej i został zwolniony z pracy. O podobnych wypadkach słyszałem również z ogłoszeń komisji dyscyplinarnej."

Kolejne pytanie: "Z którymi poprzednio opisanymi przypadkami sabotażu spotykaliście się obecnie na terenie Zakładów Starachowickich?"

Odpowiedź: "Faktów tych nie znam indywidualnie, gdyż jak zaznaczyłem, byłem pracownikiem Wydziału Gospodarczego. Natomiast ogólnie mogę powiedzieć, że na jednym z zebrań w okresie listopada 1948 r. poddane było krytyce współzawodnictwo, przy którym robotnicy robili dużo braków. Były tam większe od dopuszczalnych tolerancje i kontrola te sztuki przepuszczała. Zwracano przy tym uwagę, na jakie straty naraża się fabrykę."

Trzeba przyznać, że odpowiedź na ostatnie pytanie była przewrotna. Jako akt sabotażu wskazał on bowiem – i odpowiednio uzasadnił – ideę propagowanego przez komunistyczne władze współzawodnictwa pracy! Jak jednak napisałem na początku, aresztowanie to skończyło się dla Adama Płachcińskiego szczęśliwie, gdyż po kilkunastu dniach został wypuszczony na wolność.

Adam Brzeziński

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ