reklama

Na innych łamach

"Gość Niedzielny" nr 17

"Emerytury są zagwarantowane" – uspokaja prof. Gertruda Uścińska, prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, z którą rozmawiał Bogumił Łoziński.

ZUS przyjmując od obywateli składki zaciąga zobowiązanie wypłaty świadczeń. Inaczej mówiąc, państwo jest gwarantem wypłaty emerytur. W przypadku braku środków, polskie prawo przewiduje dotacje z budżetu. "Nigdzie w cywilizowanym świecie systemy emerytalne nie były i nie będą się samofinansowały. W Europie od dziesięcioleci realizowany jest system składkowy z udziałem państwa w postaci dotacji, tak samo jest w Polsce." Od 1999 r. obowiązuje u nas tzw. system zdefiniowanej składki. Wysokość emerytury jest całkowicie uzależniona od tego, ile odłożyliśmy na swoim koncie emerytalnym. Przesądza o tym to, jak zarabialiśmy i jak długo pracowaliśmy. Poprzedni system pozwalał na wybór lat, z których mogła być liczona emerytura, stąd świadczenie bywało rzeczywiście wyższe. W tym roku, w konsekwencji powrotu do wieku emerytalnego 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn, wzrośnie liczba możliwych emerytów z 220 do 550 tysięcy. A ponieważ emerytura jest prawem a nie obowiązkiem, trzeba ludziom uświadamiać, żeby z tego prawa odpowiedzialnie korzystali. "Od czerwca bieżącego roku w całym kraju wprowadzimy ponad pół tysiąca doradców emerytalnych, którzy pomogą obliczyć wysokość emerytury w zależności od tego, kto kiedy się na nią zdecyduje. Mamy nadzieję, że nie wszyscy uprawnieni przejdą na nią natychmiast w październiku 2017 roku." I to nie z obawy o finanse. Bo wpływy składkowe rosną. "Od 2006 r. pokrycie świadczeń wpływami ze składek wahało się między 60 a 70 proc. Resztę stanowiła dotacja z budżetu państwa. W ubiegłym roku po raz pierwszy od 10 lat wpływy ze składek pokryły 74,2 proc. wypłacanych świadczeń. Jest to wynik dobrej sytuacji gospodarczej, wzrostu zatrudnienia i niskiego poziomu bezrobocia. Uszczelnione zostały też zasady pobierania składek. Oznacza to, że udział dotacji państwa jest zdecydowanie mniejszy. Przyszłość już jednak nie wygląda obiecująco. O ile teraz na jednego emeryta pracują trzy osoby, o tyle za 50 lat - jedna na jednego. Stąd potrzeba uświadamiania ludziom konieczności oszczędzania na starość. Watro również podjąć pracę nad nową koncepcją minimalnej emerytury. "W wielu krajach analizuje się fazy życia seniora i patrzy na koszty utrzymania. W pierwszej fazie starości ma on jeszcze dobra materialne oraz zdrowie. W drugiej fazie konieczne są już różne formy wsparcia tych osób, dostęp do usług opiekuńczych i zdrowotnych. W kolejnych fazach te obiektywne potrzeby rosną i państwo powinno pomagać je zaspokajać." Generalnie jednak, trzeba rozpocząć dyskusję na temat systemu emerytalnego z perspektywy ludzi, którzy wejdą na rynek pracy w latach 2020 – 2025.

"Duży Format" nr 16

Serial "Ucho prezesa" obłaskawia zło i Kaczyńskiego – uważa Maria Nurowska, pisarka, rozmówczyni Renaty Radłowskiej w wywiadzie "Polska wolna od głupich". Jej zdaniem trzeba być potworem, żeby zbijać kapitał polityczny na śmierci brata.

"Nie boję się tego powiedzieć. Kaczyński niszczy moją Polskę i niszczy ludzi. Dziś wstydzę się, że jestem Polką z takiej Polski. Kaczyński zrobił coś jeszcze – zburzył mit II RP, w którym wyrosłam. Mój ojciec brał udział w wojnie 1920 roku. Jako najmłodszy uczestnik tej bitwy otrzymał Order Virtuti Militari, sam Piłsudski go odznaczał. /.../ Taką Polskę mi przekazał w genach – mądrą, odważną, sprawiedliwą. Potem wybuchła druga wojna światowa i wszystko się posypało. Ojciec po klęsce 1939 roku wrócił z niewoli i objął leśnictwo. /.../ Wojna się skończyła. Którejś nocy przyszli bandyci w polskich mundurach i pobili go za to, że służy komunistom. /.../ Oczywiście splądrowali dom, zabrali co cenniejsze rzeczy. Dziś tych bandytów nazywa się "żołnierzami wyklętymi", mój Boże..." To nie jest opowieść czarno – biała, jakie lubi prezes. "Nie dam mu się wyhodować /.../. PiS żywi się kłamstwem i nienawiścią, co prymitywniejsi członkowie może i wierzą w zamach w Smoleńsku, ale prezes czy Macierewicz na pewno nie. Wątpię w ich żarliwą wiarę w Boga, bo prawdziwy katolik powinien przestrzegać dziesięciu przykazań, oni łamią je po kolei, włącznie z tym "nie zabijaj". Chcą przecież wprowadzić karę śmierci i 80 proc. ich wyznawców jest za. /.../ Kaczyński uosabia wszystko, co w nas złe: małość, złośliwość, zawiść, tchórzostwo. Jeśli my się zmienimy, to dla Kaczyńskiego w Polsce miejsca nie będzie. Nadal nie mogę się nadziwić, że popiera go część inteligencji, bo to, że narodowcy i kibole, to zrozumiałe." Pisarka żałuje, że nie docierają do prezesa głosy z Podhala, gdzie teraz mieszka. Górale wzięli 500 +, ale pieniądze niewiele w ich życiu zmieniły. "Zmiana w ludziach jest taka, że jeszcze bardziej im się nie chce, pieniądze rozleniwiają. Szczerze? Nie mogę znaleźć góralki do pracy, a przecież potrzebuję pomocy w prowadzeniu pensjonatu. Ludzie są wściekli też na prezydenta Dudę. I myślę, że nie chodzi tylko o to, że wpada tu na narty, jeździ po Podhalu na sygnale i owce im płoszy."

"Przegląd" nr 16

Nazwisk dziennikarzy "Wiadomości" nawet nie znam, bo nie chcę zaśmiecać sobie mózgu pracownikami frontu ideologicznego – mówi Robertowi Walenciakowi, w rozmowie zatytułowanej "Media w Polsce POLITYKA I PIENIĄDZE", Andrzej Skworz, redaktor miesięcznika "Press".

Tyle że dziennikarze sami dali się politykom podzielić. Po 2010 roku wprzęgli się do rydwanów politycznych i pomogli w rozgrywaniu dziennikarzy przeciwko sobie. "Zamiast zabrać się po katastrofie smoleńskiej do edukowania społeczeństwa, tłumaczyć, kto zawinił i na czym polegały błędy, jakie wtedy popełniono, poszliśmy w emocje. Dołączyliśmy do opłakiwania zabitych. To wtedy dziennikarze wykonali ogromną robotę na rzecz mitu smoleńskiego." Zamiast rozmawiać z ekspertami lotnictwa, rozmawiano z politykami właśnie. Uznano, że gazeta lepiej się sprzeda, jeśli zrobi się ją dla wyznawców. Tymczasem najlepiej było rzetelnie informować. A że tak się nie stało, za daleko to wszystko zaszło. "W sumie nawet sprawia mi satysfakcję, że znów stoję tam, gdzie stałem, a oni tam, gdzie stało ZOMO. Gdy słyszę, że sekretarz KC PZPR ds. propagandy Marek Król objaśnia w TVP Info, że były towarzysz i prokurator Stanisław Piotrowicz jest człowiekiem dbającym o dobro narodu, to mam poczucie, że świat wreszcie znormalniał. Wróciliśmy do swoich prawdziwych ról. /.../ Ja znowu łażę na manifestacje, a Marek Król poucza mnie, że psuję państwo. Żal tylko zniszczonych mediów publicznych." A mogłyby być jak najbardziej prawdziwe. Nikt jednak za dziennikarzy takich mediów nie zrobi. Na pewno nie politycy. "To strona społeczna musi stworzyć dobrą ustawę medialną i przekonać, że ona się opłaca nam wszystkim, także politykom. Nie wolno zaorać mediów publicznych. Są potrzebne – zwłaszcza w kraju takim jak Polska. /.../ Musimy edukować społeczeństwo, choć nie możemy go pouczać. Prawica się dziwi, że spadamy w światowym rankingu wolności słowa, ale przecież nie ma co mówić o pełnej wolności słowa, gdy z TVP Info wyrzuca się pięć osób za niezdjęcie z anteny transmisji manifestacji KOD, a w radiowej Trójce zawiesza się serwisantki, bo nie piszą takich newsów, jakie podobają się dyrektorowi." Nie do uwierzenia, że nie tak dawno nikt nie przeprosił za transparent kiboli kończący się słowami: "GW, Lis, Olejnik i inne ladacznice – dla was nie będzie gwizdów, będą szubienice". Ba, prokuratura umorzyła śledztwo w tej sprawie. Jeśli zatem dziennikarze nie zaczną rozmawiać o zasadach funkcjonowania publicznych mediów, politycy zrobią to za nich. Jak zawsze.

"Nie" nr 14

"Rozkosze żałoby" opisuje Andrzej Sikorski. Przypomina, że rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej otrzymały milionowe odszkodowania za śmierć bliskich, podczas gdy rodziny policjantów, którzy zginęli na służbie, ledwie wiążą koniec z końcem.

Ale i tak rodzinom smoleńskim wypłacone im odszkodowania wydają się za małe. Tu autor skrupulatnie robi rachunek. 270 małżonków, dzieci i rodziców ofiar otrzymało po 250 tys. zł, każda z rodzin ofiar po 40 tys. jednorazowego wsparcia od rządu. 73 osieroconych dzieci dostało po 2 tys. zł miesięcznie do ukończenia 25. roku życia; troje niepełnosprawnych dożywotnio. Po 2 – 3 tys. zł dożywotniej renty przyznano 11 niepracującym współmałżonkom ofiar. 4 niepracujące żony, które zostały same z więcej niż dwójką dzieci otrzymało po 4 tys. zł renty. Trojgu rodzicom ofiar przyznano po 800 - 2000 zł renty miesięcznie. Mimo że pogrzeby odbyły się na koszt państwa, każda rodzina otrzymała po 6,4 tys. zł zasiłku. Rodziny posłów, którzy zginęli w Smoleńsku dostały z kasy Sejmu po 5 tys. zł. "Dodatkowo rodziny otrzymały odszkodowania z polis instytucji, w których byli zatrudnieni ich bliscy. Np. rodziny parlamentarzystów dostały po 100 tys. zł z polisy Sejmu." Po wygranych przez PiS wyborach rodziny smoleńskie ponawiają żądania. Niektóre oscylują wokół 2 mln zł. I jak twierdzą ubiegający się o nie, wcale nie są wygórowane. Wszak gdyby ci, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 r. żyli i zarabiali po 200 tys. zł rocznie, taką kasę przynosiliby do domu. Nieoficjalnie wiadomo, bo MON nie odpowiada na pytania dziennikarza, że resort rzeczywiście zawiera ugody. Kilkudziesięciu krewnym wypłacono znów kilkanaście milionów złotych. Dalej jest o funkcjonariuszach, którzy zginęli na posterunku. Od 1990 r. życie straciło 80. Ich rodziny nie otrzymują żadnych odszkodowań. Mogą liczyć jedynie na renty, które wynoszą do 95 proc. zarobków zmarłego. Średnio jest to 2,5 tys. zł. W lepszej sytuacji są bliscy żołnierzy, którzy zginęli na misjach. Otrzymali z polisy ubezpieczeniowej po 250 tys. zł oraz jednorazową wypłatę w wysokości 18 - krotnej średniej krajowej pensji. Do tego dochodzą renta rodzinna i zapomogi, o które można się ubiegać w MON.

"Forum" nr 9

Włoskie rolnictwo od wielu lat opiera się na napływowej sile roboczej. Szacuje się, że w południowej części kraju pracuje w tym sektorze około 120 tysięcy imigrantów.

O ile w 2006 roku w prowincji Ragusa pracowało jedynie 36 Rumunek, o tyle teraz jest ich pięć tysięcy. Rumuni prześcignęli Tunezyjczyków jako największą do tej pory pracującą tam grupę narodowościową. I tak nowymi ofiarami wyzysku stali się obywatele zjednoczonej Europy, gotowi zaakceptować niskie place, ponieważ ich sytuacja w rodzinnym kraju jest bardzo zła. Niskie płace w rolnictwie to skutek polityki Unii Europejskiej. Oficjalnie powinny wynosić przynajmniej 56 euro za ośmiogodzinny dzień pracy. Tymczasem Rumunki zderzają się na miejscu z brutalną rzeczywistością. Otrzymują trzykrotnie mniej niż nakazuje to prawo. Kobiety przyznają się do najwyżej 20 euro na dzień. Na dodatek rumuńskie pracownice są często wykorzystywane seksualnie przez swoich pracodawców, co przedostało się do opinii publicznej. W XXI wieku na sycylijskich plantacjach kwitnie niewolnictwo – donosi "Guardian News & Media w "Prawie pierwszej pracy". Czyli gwałty, bicie, wyzysk. Na temat złego traktowania pracujących na Sycylii Rumunek w 2015 roku powstał raport autorstwa socjolożki z uniwersytetu w Palermo. "Uważa, że od tamtej pory sytuacja się pogorszyła. – Mówią, że zostały zmuszone do emigracji. Starały się uchronić swoje dzieci w Rumunii przed zupełną nędzą. Tłumaczą, że innej pracy nie było, więc godziły się na takie warunki, aby utrzymać rodziny. To był świadomy wybór. To, czego jesteśmy świadkami, to nic innego jak przymusowe roboty i handel żywym towarem – twierdzi." Prokuratura wszczęła wiele postępowań przeciwko plantatorom pod zarzutem wykorzystania seksualnego i wyzysku pracowników. Choć dręczenie rumuńskich kobiet jest bardzo powszechnym zjawiskiem, niewiele kobiet decyduje się opowiedzieć swoją historię. Boją się ponadto utraty zatrudnienia. Lekarzy i obrońców praw człowieka niepokoi i to, że na rumuńskie imigrantki przypada aż 20 proc. zarejestrowanych zabiegów aborcyjnych. Tym bardziej że Rumunki stanowią zaledwie 4 proc. kobiet na wyspie. Na razie tylko jednemu plantatorowi postawiono zarzuty i skazano go za wykorzystywanie robotnic. Władze wolą na to patrzeć przez palce, bo gdyby nie niewolnicza praca, gospodarka prowincji by się załamała.

"Moda na Zdrowie" nr 5

"Śpij dobrze!" radzi Anna Cebula. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu człowiek sypiał statystycznie o półtorej godziny dłużej. Dziś bezsenność staje się chorobą cywilizacyjną.

Nie każdy zapada w sen, jak to się powinno dziać, między północą a godziną szóstą rano. "To czas charakteryzujący się utratą świadomości. Około godziny siódmej rano ją odzyskujemy. /.../ Generalnie potrzebujemy dwóch godzin snu głębokiego, by się wyspać. Cały cykl, czyli sen płytki – głęboki REM, trwa sto minut. Do czterdziestego roku życia takich cykli w ciągu nocy powinniśmy przespać cztery – pięć, czyli od sześciu do ośmiu godzin. Po czterdziestce o jeden cykl mniej czyli do sześciu godzin i mając siedemdziesiąt – osiemdziesiąt lat nasz sen skraca się do trzech cykli. Śpimy więc do pięciu godzin i to jest jak najbardziej naturalne." Niektórzy mają opóźniony czas snu o dwie godziny, inni natomiast przyspieszony (tzw. sowy i skowronki), co jest objawem choroby endogennej związanej z genetycznym uszkodzeniem zegara biologicznego. Niech to nie martwi, ale zachęca jednak do zmiany trybu życia. Przedłużanie aktywności jest bowiem jedną z przyczyn bezsenności. "Dziś trzydzieści procent ludzi cierpi z powodu braku snu i odpoczynku, a dla jednej trzeciej z nich to już bardzo poważny problem. To, co jednak niepokojące to fakt, że ten problem dotyczy coraz młodszych osób. Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku ten problem dotyczył trzech procent młodzieży, teraz – dwudziestu procent. Prawdopodobnie już połowa młodych ludzi nie dosypia, a to krok do bezsenności, gdy będą dorosłymi ludźmi." Bezsenność jest też wynikiem zmian cywilizacyjnych. Rytmu snu nie wyznaczają już wschody i zachody słońca. Bezsenność zaczyna się wtedy, gdy kładziemy się spać, ale nie zasypiamy. Innym powodem jest wybudzanie się w środku nocy albo zbyt wczesne budzenie. Często z powodu stresu i stanów lękowych. Co ciekawe, senior może nabawić się bezsenności bezskutecznie czekając na ponowne zaśnięcie, choć przespał już swoje sześć godzin, a chciałby pospać osiem. Gdy nie udaje się dobrze przespać trzech - czterech nocy w tygodniu w ciągu około trzech miesięcy, należy skontaktować się z lekarzem. Bo bezsenność nie dość że obniża poziom życia, to przyczynia się do powstawania takich chorób, jak np. nowotwory, choroba Alzheimera czy depresja.

wybrała /ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ