reklama

Niepełnosprawni w Mieście - Widmo

Pokonują bariery

Na okładce

Niepełnosprawni w Mieście - Widmo

Pokonują bariery

 

Niepełnosprawny starachowiczanin Krzysztof Korpik, jeżeli tylko może, uczestniczy w każdej imprezie sportowej w naszym mieście. Brał udział w Manii Biegania i w I Starachowickim Półmaratonie. W maju br., wraz z kieleckim Stowarzyszeniem SALUTEM, uczestniczył w kilkudniowym wyjeździe do Czarnobyla. Wraz z nim była także niepełnosprawna Paulina Chojnacka, również starachowiczanka.

Wszystko zaczęło się od felietonu na temat Stowarzyszenia SALUTEM i organizowanych przez nie eskapad, po obejrzeniu którego pan Krzysztof nawiązał kontakt z grupą i prezesem Jackiem Słowakiem, którzy planowali zorganizować wycieczkę z udziałem osób niepełnosprawnych. 10 maja br. wraz z członkami Stowarzyszenia i Pauliną wyruszyli do Czarnobyla.

- Pojechaliśmy samochodem wyjazdowym SALUTEM, w siedem osób. Był z nami także Sebastian Markowski. Dzień wcześniej wyjechali także motocykliści. Na miejsce zakwaterowania w Sławutyczu dojechaliśmy późnym wieczorem, ale podróż nie była zbyt męcząca, bo w tak wspaniałym towarzystwie czas naprawdę szybko nam upłynął - opowiada pan Krzysztof.

Drugiego dnia po śniadaniu pojechali z przewodnikiem Siergiejem, który niegdyś był pracownikiem elektrowni, koleją do Czarnobyla i miasta Prypeć. Na miejscu na niego i resztę ekipy czekał autobus z tamtej epoki, co nie uszło uwadze pana Krzysztofa, a nawet go zachwyciło. Ale apogeum niesamowitych wrażeń miało dopiero nadejść. Gdy dotarli do celu, ich oczom ukazał się sarkofag, osłaniający zniszczony przez wybuch w 1986 roku reaktor nr 4 elektrowni atomowej. Mieli okazję zobaczyć także szpital w Prypeci, gdzie do tej pory znajdują się ubrania strażaków, biorących udział w akcji gaszenia reaktora. Z uwagi na napromieniowanie, obszar ten jest jednym z kilku niebezpiecznych w strefie, oznaczony czerwonym punktem.

- Eksplorowaliśmy obszar zamkniętej strefy ZONA. Zobaczyliśmy wiele miejsc dotkniętych skutkami katastrofy reaktora atomowego. Od Siergieja dowiedzieliśmy się mnóstwa ciekawych wiadomości - opowiada nasz rozmówca, przypominając wydarzenia w Prypeci, opuszczonym mieście w obwodzie kijowskim, w północnej Ukrainie przy granicy z Białorusią, zwanym również "Miastem Widmo".

- Mieszkało tam ponad 60 tys. ludzi, którzy po wybuchu reaktora zostali ewakuowani w dwie godziny. Musieli jechać tak, jak stali, nie mogli nic ze sobą zabrać. Wszyscy, z wyjątkiem jednego mężczyzny, który, mimo zakazu przebywania w tej strefie, wrócił do Prypeci i mieszka tam w swoim rodzinnym domu. Bez elektryczności i wody. Uprawia nawet ogródek - opowiada pan Krzysztof dodając, że odwiedziny wycieczkowiczów sprawiły mu dużą radość.

- Był bardzo zadowolony i wygadany. Nieczęsto ma kontakt z ludźmi. To ciekawy starszy człowiek. Prypeć jest jego miastem rodzinnym, pewnie dlatego tu wrócił - domyśla się głośno i nie ukrywa, że wrażenia z podróży są niesamowite.

- Z pewnością pojechałbym tam jeszcze raz, warto było wszystko to zobaczyć na żywo - wspomina pan Krzysztof.

Lubi aktywny styl życia, za sobą ma już skok ze spadochronem w tandemie a także pierwsze próby nurkowania. Zapowiada, że nie był to ostatni jego wyjazd wspólnie ze Stowarzyszeniem.

W eskapadzie uczestniczyła także Paulina Chojnacka, która także twierdzi, że gdyby tylko miała możliwość, pojechałaby jeszcze raz.

- Przed wyjazdem nie było jakiegoś szczególnego stresu. Największe wrażenie zrobiły na mnie te opuszczone budynki, gdzie kiedyś mieszkali ludzie. Wiadomo, że podczas takiej eskapady są jakieś ograniczenia, ale to nie tylko dla nas, niepełnosprawnych, ale dla wszystkich osób wybierających się w tamte strony. Nie ma się więc czego bać - zapewnia pani Paulina.

- Dziękuję grupie SALUTEM i mojemu serdecznemu przyjacielowi Jackowi Słowakowi, że umożliwił nam taki wyjazd. Jacek jest osobą bardzo dopingującą i zachęcającą do wszelkiego rodzaju wyjazdów. Dziękuję także prezydentowi Markowi Materkowi bowiem przekazał nam jakieś pieniążki na wyjazd i bardzo nas w tym wspiera. A Ty, Jacku, pamiętaj, jeżeli zorganizujesz kiedyś ekspedycję do piekła, do samego diabła, ja będę pierwszym, który z tobą pojedzie - dodał K. Korpik.

Co ważne, pani Paulina i pan Krzysztof byli pierwszymi niepełnosprawnymi turystami w tym miejscu, gdzie wciąż powiewa grozą.

(Kas)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ