reklama

Sprawa Malaka

Z kart historii miasta (132)

W numerze

Sprawa Malaka

Z kart historii miasta (132)

 

Jak wyglądały stosunki społeczne wśród robotników Zakładów Starachowickich w latach okupacji ?

Oto mały przyczynek. W 1953 r. sąd wojewódzki w Kielcach, ośrodek w Radomiu, skazał na dwa lata i osiem miesięcy pozbawienia wolności Bolesława Malaka, urodzonego 22 IX 1906 r. we wsi Więzowno (obecnie w powiecie bydgoskim), syna Józefa i Rozalii z Januszewskich. Skazano go za to, że "od jesieni 1941 r. do wiosny 1943 r. jako majster Zakładów Starachowickich moralnie i fizycznie znęcał się nad podległymi mu robotnikami narodowości polskiej i żydowskiej". W uzasadnieniu wyroku napisano, że oskarżony nie przyznał się do winy. Złożył też wyjaśnienia, które przytaczam.

Bolesław Malak wyjaśnił, że do 1937 r. przebywał w Koronowie (obecnie miasto w powiecie bydgoskim) i zajmował się jedynie pracą dorywczą na skutek bezrobocia. W 1937 r. uzyskał pracę w stolarni Zakładów Starachowickich. Po rozpoczęciu okupacji niemieckiej, ze względu na stałą chorobę żony, chciał przenieść się z powrotem do Koronowa. W trakcie starań władze niemieckie oświadczyły mu, że będzie mógł się przenieść pod warunkiem przyjęcia narodowości niemieckiej, gdyż Koronowo zostało włączone do Rzeszy. Chcąc uzyskać pozwolenie na wyjazd, złożył podanie o przyznanie mu III grupy narodowości niemieckiej. W międzyczasie jednak Zakłady Starachowickie nie udzieliły mu zwolnienia z pracy. Starań jednak nie zaniechał, gdyż był w trudnych warunkach materialnych i nie miał za co leczyć żony, a już od chwili złożenia podania otrzymywał niemieckie kartki żywnościowe. Pod koniec 1942 r. otrzymał obywatelstwo niemieckie. Wbrew jego woli, kierownik stolarni, Niemiec Grimm, mianował go mistrzem placowym wydziału stolarni. W trakcie wykonywania obowiązków spotykał się z szeregiem trudności, gdyż zarówno robotnicy Polacy, jak i pracujący w fabryce przez kilka miesięcy robotnicy Żydzi, nie chcieli słuchać jego poleceń i uchylali się od pracy. Nie chcąc narazić się władzom niemieckim, a z drugiej strony chcąc się wywiązać ze swych obowiązków, musiał niejednokrotnie ostrzej zareagować i kilku robotników polskich oraz jednego żydowskiego w kilku wypadkach uderzył, gdyż nie usłuchali jego poleceń. Nigdy nad żadnym robotnikiem się nie znęcał, ani nie używał obraźliwych zwrotów w postaci "polskie świnie". Pod koniec wojny Niemcy wcielili go do organizacji S.A. Po wyzwoleniu wrócił do Koronowa.

Tak bronił się oskarżony. Niewiele mu to dało, gdyż - jak wspomniałem - sąd uznał go winnym. Jak więc sąd odniósł się do wyjaśnień? Sąd uznał, że Bolesław Malak nie został zmuszony do przyjęcia obywatelstwa, a uczynił to celem poprawy warunków materialnych. Na podstawie zeznań świadków sąd stwierdził, że oskarżony bił robotników Żydów nie sporadycznie, lecz bardzo często, niemal nagminnie. Sąd przyznał natomiast rację oskarżonemu w przypadku trzech robotników Polaków, którzy sami przyznali, że nie usłuchali przełożonego, a jego reakcja nie była dla nich zbyt krzywdząca. W co najmniej trzech innych przypadkach robotników Polaków sąd stwierdził jednak w zachowaniu oskarżonego cechy znęcania się. Miał też obrażać ich zwrotem "polskie świnie" oraz mówić, że Polski już nie będzie i trzeba zastosować się do zarządzeń władz niemieckich. Sąd zauważył jednak, że Bolesław Malak poza reakcją osobistą nie składał zażaleń ani donosów do przełożonych Niemców na podległych robotników.

Dlaczego przywołałem tę sprawę? Bo wydaje mi się ona bardzo reprezentatywna dla stosunków społecznych panujących wśród robotników starachowickich w latach okupacji. Zarówno w wyjaśnieniach oskarżonego, jak i w rozważaniach sądu odszukać można wiele ciekawych spostrzeżeń adekwatnych dla tamtych czasów, o których zazwyczaj nie przeczytamy w monografiach naukowych. Jednym słowem – kopalnia informacji...

Adam Brzeziński

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ