Lektura obowiązkowa

Mimochodem

 

Żeby Bob Dylan mógł otrzymać noblowskie około 800 tysięcy euro w przeliczeniu z koron szwedzkich, musi wygłosić w Sztokholmie stosowny wykład. Na razie uhonorowano go pamiątkowym medalem na zamkniętej uroczystości, zorganizowanej przy okazji koncertu, który dawał tamtejszym fanom swojej muzyki. A tych na całym świecie mu nie brakuje.

Jak mało który autor tekstów, poeta, pisarz i kompozytor zachwyca kolejne pokolenia, począwszy od własnych rówieśników, dziś – podobnie jak on sam - dobrze po siedemdziesiątce, a skończywszy na obecnych nastolatkach. To dowód, że jego kompozycje się nie starzeją. A dodawszy do tego niebagatelny walor artystyczny twórczości, Nobel musiał mu się przydarzyć.

Bob Dylan nie raz był niby "murowanym" kandydatem do noblowskich nominacji. Podobnie jak Haruki Murakami, którego rokrocznie wymienia się jako prawdopodobnego laureata. Bo twórczość japońskiego pisarza może się podobać. I chce się przeczytać wszystkie jego książki. Szczęścia jednak – jak dotąd – u wysokiej kapituły nie miał. Zawsze znajdzie się ktoś, kto wyskoczy znienacka. Równie wybitny, na dodatek wpisujący się akurat w – nazwijmy to - aktualne trendy.

Reportaże Swietłany Aleksiejewicz, laureatki z 2015 r., publikowały co jakiś czas literackie bądź o takim zacięciu media. Warto jednak sięgnąć po te zebrane tomach. Dziś z dostępem do wybranych pozycji nie ma absolutnie problemu. Wystarczy wejść do internetowych księgarni. Innym prostym sposobem jest odwiedzenie miejscowych bibliotek. To w jednej z nich koleżanka znalazła znakomity "Secondhand. Koniec czerwonego człowieka."Czyta się z wypiekami na twarzy - jak mi zarekomendowała - niczym dobry kryminał. Tyle że jednym tchem reportaży nie udało mi się przeczytać. Są bowiem tak wstrząsające. Dotyczą okresu stalinowskiego w byłym Związku Radzieckim, później czasów pierestrojki i współczesnej białoruskiej rzeczywistości. Prawdę mówiąc, tylko jedna rozmowa autorki z bohaterką reportażu, a jest ich na kilkuset stronach sporo – ma w miarę pozytywny przebieg i finał. Z punktu widzenia każdego, komu, podobnie jak jej, w życiu finansowo się powiodło. Tyle że ta w miarę stabilna sytuacja życiowa została okupiona rezygnacją ze zwykłych, przyziemnych przyjemności. Z uwagi jednak na dziejowe przesłanie owej książki, powinna się ona znaleźć jako obowiązkowa pozycja na liście szkolnych lektur. Jak zresztą twórczość wszystkich laureatów literackiej Nagrody Nobla. Ale pewnie się tego nie doczekamy, jeśli nawet przy polskich noblistach miłościwie nam panujący stawiają znaki zapytania. Niezbyt słuszni (?!) wydają się im i Czesław Miłosz, i Wisława Szymborska ... Czyżby tylko Polacy byli aż takimi malkontentami, oględnie mówiąc, którzy nie potrafią cieszyć się z sukcesów rodaków? I zawsze znajdą powody, żeby ich zdyskredytować? Za wszelką cenę?

Na marginesie literackich nagród noblowskich, to niezwykle budujące, że w starachowickich bibliotekach można znaleźć książki pisarzy, których Sztokholm uhonorował. I że są starachowiczanie, którzy takiej literatury poszukują.

Czytających w starachowickich autobusach się już nie spotyka. Ostatnią chyba taką osobą była radczyni prawna z fabrycznego (b. FSC) biura prawnego, która czytała wszędzie, gdzie tylko mogła. Ponieważ jednak czytelników miejskie biblioteki w dalszym ciągu mają, z czytelnictwem w Starachowicach nie może być aż tak źle. Bo nie wolno przecież pominąć i tych nieco rzadziej sięgających po słowo pisane. Ale jednak sięgających. Ostatnio koleżanka z takiej właśnie grupy nie dość że kupiła "Porozumienie przeciw monowładzy. Z dziejów PC" Jarosława Kaczyńskiego i je dokładnie przestudiowała, to jeszcze dla równowagi pożyczyła ode mnie "Rok 1984" George`a Orwella, na którego co i rusz powołuje się dziś polska, i nie tylko, publicystyka. A że ostatnio spotkałam niegdysiejszego sąsiada seniorki rodu, dźwigającego kilka książek z pobliskiej biblioteki – dla siebie literaturę faktu z okresu niemieckiej okupacji na Kielecczyźnie, dla żony zaś babskie czytadła – nie tracę wiary w człowieka oświeconego.

Ps. Od czasu do czasu ktoś w blokowej klatce schodowej uwalnia książki. Błyskawicznie zniknął pozostawiony na skrzynkach pocztowych "Kochanek Lady Chatterley" D. H. Lawrence`a.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ