reklama
Mieszkania

Nie mogło być inaczej

Karol Mamerski największym zaskoczeniem

Informacje sportowe

Nie mogło być inaczej

Karol Mamerski największym zaskoczeniem

 

Zawodnicy Dragona Starachowice dali popis w Nowym Targu. W Mistrzostwach Polski w formule low-kick rywalizowało sześciu naszych zawodników, a pięciu z nich wywalczyło medale.

Trener Marek Jasiński największe nadzieje pokładał oczywiście w dwóch zawodnikach, którzy od kilku miesięcy są "towarem eksportowym" starachowickiego klubu. Chodzi oczywiście o Adriana Gunię i Filipa Zawłockiego, którzy jak już gdzieś startują, to przywożą tylko złote medale. Z Nowego Targu nasi przywieźli aż pięć. Miejsca na podium nie udało się wywalczyć jedynie Kazimierzowi Perze, który stoczył dobry pojedynek, ale ostatecznie okazał się minimalnie gorszy od swojego rywala. Reprezentant starachowickiego klubu startował w kategorii seniorów do 91 kilogramów.

- Stoczył tylko jedną walkę i przegrał w ćwierćfinale z późniejszym wicemistrzem. Niestety, tuż przed zawodami trochę się rozchorował i nie był w pełni sił. Nawet podczas rozgrzewki mówił, że nie ma siły. Niemniej, gdyby walka trwała nieco dłużej, to mógł pokusić się o wygraną, bo jego rywal był liczony w 3. rundzie, ale było to na 30 sekund przed końcem walki i już na więcej zabrakło czasu - ocenił występ swojego podopiecznego trener Marek Jasiński.

Brązowy medal przypadł tym razem dwójce naszych zawodników. Na najniższych stopniach podium stanęli Dominika Czernikiewicz i debiutujący w kategorii seniorów Robert Siebyła.

- Dominika w półfinale przegrała z bardzo silną rywalką. Walczyła z nią po raz trzeci i jak na razie nie jest w stanie jej przejść. Dominice tradycyjnie zabrakło koncentracji w ostatniej rundzie, bo w walkę weszła bardzo dobrze. Widać było, że nawet rywalka była zaskoczona tym, że Dominika postawiła jej tak wysoko poprzeczkę. Walka przez dwie pierwsze rundy była wyrównana i wynik mógł być w każdą stronę, ale w ostatniej rundzie rywalka przechyliła szalę zwycięstwa na swoją korzyść - dodał trener.

- Robert w ćwierćfinale pewnie wypunktował swojego rywala. W półfinale trafił na zawodnika, na którego mieliśmy sposób i wiedzieliśmy, że trzeba używać prawych low-kicków, ale niestety Robert tych kopnięć nie mógł stosować bo w pierwszej walce doznał stłuczenia prawej nogi. To wyeliminowało niestety technikę, która mogłaby zaowocować zwycięstwem w tym starciu. Niemniej to był debiut Roberta w seniorach i samo to, że wraca z brązowym medalem jest dobrym osiągnięciem - skomentował M. Jasiński.

Jednym z objawień Mistrzostw Polski w Nowym Targu zarówno dla organizatorów, jak i samego trenera Marka Jasińskiego był Karol Mamerski. Starachowiczanin w swojej karierze ma już na koncie kilka ważnych medali, ale jego mankamentem jest koncentracja. Właśnie z powodu jej braku zazwyczaj w decydujących momentach górowali rywale. Tym razem jednak z koncentracją nie miał najmniejszego problemu i w półfinale wygrał ze zdecydowanym faworytem.

- To było największe pozytywne zaskoczenie tych mistrzostw. W półfinale Karol pokonał Mikołaja Kopaniszyna, a jest to zawodnik, który chyba nie przegrał od dwóch lat. Już raz doszło do starcia tych zawodników i wówczas to Mikołaj był górą, a Karol skończył ze złamanym nosem. Przed tym starciem byłem ostrożny, bo Mikołaj naprawdę nie przegrywa, a przed rokiem wygrał nawet z Ernestem Kisielem. Jeśli chodzi o finał, to odbył się on tego samego dnia i widać był po nim zmęczenie. Do tego doszedł brak koncentracji i nie udało się sprostać zawodnikowi z Kielc, ale srebrny medal jest bardzo dobrym osiągnięciem - mówi trener Jasiński.

Tradycyjnie nie zawiedli zawodnicy, z którymi łączono tylko złote medale. Na wysokości zadania stanęli zarówno Adrian Gunia, jak i Filip Zawłocki, niemniej dla Adriana finałowa walka wcale nie była taka łatwa.

- Adrian potwierdził swoją klasę. Pierwsze dwie walki skończył przed czasem i udowodnił, że stać go na dużo, ale finał już taki łatwy nie był. Rywal obrał technikę, która Adrianowi zupełnie nie pasowała. Nie poszedł na wymianę ciosów, a spokojnie czekał na ruch Adriana, który takiego stylu nie lubi. Walka była bardzo wyrównana, ale ostatecznie skończyła się pomyślnym dla nas werdyktem 2:1 - komentuje szkoleniowiec Dragona.

- Jako mistrz Filip miał na samym początku wolny los i czekało go tylko starcie finałowe. Zmierzył się w nim z zawodnikiem z Zielonej Góry i walka zakończyła się dosłownie po minucie. Rywal był już tak rozbity, że trener go poddał i tym samym Filip wywalczył złoto - dodaje z zadowoleniem M. Jasiński.

(mp)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ