Nasz telefon

Akademia

- Capstrzyk pod krzyżem katyńskim 10 kwietnia br. jednoznacznie upamiętniał polskich żołnierzy i policjantów, mieszkańców Starachowic, których wiosną 1940 roku strzałem w tył głowy pozbawili życia Sowieci. Wzruszyłam się słysząc rodowe nazwisko mojej mamy, wypowiadane przez jedną z uczennic, która prezentowała notkę biograficzną, upamiętniając tym samym zamordowanego wówczas wujka. Uroczystość poprowadzono bardzo sprawnie. Z udziałem dużej grupy młodzieży. I to wśród uczniów zajęłam miejsce. Ich koledzy mówili do mikrofonu o patriotyzmie, przestrzegali przed okropieństwami wojen, a za moimi plecami nie ustawały prowadzone niezbyt głośno, ale jednak rozmowy młodych. Odniosłam wrażenie, że zupełnie nie interesuje ich to, w czym biorą udział. O ile przed laty nie do pomyślenia było, żeby nauczyciel w takich przypadkach nie interweniował, o tyle teraz wszystko działo się za przyzwoleniem dorosłych. Moim także. Nawet podczas śpiewania roty młodzież przepychała się głośno z jakimś "rudym", jak przypuszczam kolegą o takiej ksywce. Czyli nic nowego, nauka dalej chodzi w las – kwituje starachowiczanka.

Krajobraz bez drzew

- Szkoda, że wysiłek starachowiczan, próbujących zadrzewić Starachowice, poszedł na marne. Żadną pociechą jest bowiem przeniesienie dopiero co zasadzonych drzewek przy ulicy Leśnej w okolice szkoły "dwójki". Dlaczego ludzie tak nie znoszą miejskiej zieleni?! Jak się rozejrzeć, przecież tylko świerk nie pyli. A alergie mogą powodować drzewa rosnące nawet kilometry od bloków. Bo wiatr przenosi pyłki z oddali. Sądzę, że więcej szkód w organizmie wywołuje wszechobecny w powietrzu ołów z samochodów, dym wydobywający się z kominów prywatnych domów i parujący asfalt, którym utwardza się, gdzie tylko można, zatoczki i parkingi. Roślinność zaś daje tak potrzebny do życia tlen. No i nie ma nic przyjemniejszego niż zaglądające w okna drzewa, na których czasami przysiądzie ptak. Przed tarasem mam prawie stuletnią jabłonkę, która kwitnąc wygląda niczym królowa śniegu, a trochę dalej topole, sosny, leszczyna itp. Dzieci, choć kichały i smarkały w sezonie pylenia, jakoś się wychowały. Nigdy by drzew sprzed domu się nie pozbyły, nawet teraz, kiedy ich gałęzie wręcz wchodzą na szyby i odbierają trochę światła – zapewnia właścicielka prywatnej posesji, obawiająca się, że i tak jej opinia jest głosem wołającego na puszczy.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ