Spaliliśmy niemieckich jeńców

Z kart historii (129)

W numerze

Spaliliśmy niemieckich jeńców

Z kart historii (129)

 

Mały Rynek w styczniu 1945 r. stał się świadkiem do dziś niewyjaśnionej zbrodni...

Określenie Mały Rynek nie jest już znane starachowiczanom, choć samo miejsce istnieje do dziś. Mały Rynek znajdował się na poszerzeniu ulicy Spółdzielczej, na wysokości skrzyżowania z ulicą Krętą. Był dawniej miejscem dodatkowym – oprócz Rynku – do prowadzenia handlu targowiskowego. Handlowano tu głównie nabiałem. Handel w tym miejscu funkcjonował zapewne już od XIX wieku, a jego zmierzch przyniosło przeniesienie targów z Rynku na targowisko miejskie w latach 60. ubiegłego wieku.

Przy ulicy Spółdzielczej znajduje się okazały budynek, który został wybudowany jako remiza dla ochotniczej straży pożarnej w Wierzbniku. Ze względu na pilną potrzebą, remiza została bardzo szybko zaadaptowana na budynek szkolny. Od 1922 r. miała tu swoją siedzibą Szkoła Powszechna im. Szymona Konarskiego w Wierzbniku. Na początku lat 30. szkoła otrzymała nr 2, zaś w r. 1939 – nr 5. W latach II wojny światowej budynek znalazł się na terenie dzielnicy żydowskiej. Nie wiem, co wówczas się w nim znajdowało, ale raczej nie szkoła. Po likwidacji dzielnicy żydowskiej okupacyjne władze niemieckie urządziły zaś w nim koszary dla żandarmerii niemieckiej.

W nocy z 17 na 18 stycznia 1945 r. w piwnicy tego budynku najprawdopodobniej doszło do samosądu starachowiczan i czerwonoarmistów na jeńcach niemieckich. Według niepełnych informacji, w piwnicy budynku miano zamknąć kilkunastu jeńców niemieckich, schwytanych poprzedniego dnia w mieście i w okolicy. Byli to zapewne żołnierze jednostek, które miały za zadanie bronić Wisły, a po przełamaniu frontu przez Armię Czerwoną próbowali wyrwać się z zaciskających się kleszczy okrążenia. Widać ich na fotografii, którą wykonano 17 stycznia na Rynku. Jeńcy nocy nie przeżyli. Mieli jakoby wszyscy zginąć w pożarze wywołanym przypadkowo przez zapalenie się słomy, na której spali...

Brzmi to jednak bardzo niewiarygodnie. A co mówią świadkowie? Sęk w tym, że nie spotkałem osoby, która przyznałaby się, że była świadkiem wydarzenia. Wątek spalenia jeńców pojawił się w rozmowie z panią Kazimierą Kargulewicz, wówczas młodą panienką mieszkającą przy ulicy Kościelnej. Po latach wspominała ona, że wyzwolenie Starachowic mieszkańcy przywitali z ulgą, choć szybko przyszło rozczarowanie. Jak powiedziała: "Wycie palonych słychać było w całym Wierzbniku..." Zwęglone zwłoki niemieckich jeńców miały zostać zakopane w ogrodzie Lehmana, położonym nad rzeczką Młynówką.

Budynek, który był miejscem zbrodni, służy do dziś kolejnym właścicielom. W latach 1945-1957 w budynku ponownie mieściła się siedziba Szkoły Podstawowej nr 5. Po wyprowadzce "Piątki" do nowo wybudowanego gmachu przy ulicy Iłżeckiej w latach 1957-1976 w budynku mieściła się siedziba Szkoły Podstawowej nr 8. Następnym lokatorem budynku było Archiwum Państwowe, a obecnie jest on w rękach prywatnych.

Świadkiem tragicznych wydarzeń z 1945 r. był również stojący po drugiej stronie ulicy krzyż przydrożny. Jak wynika z inskrypcji, został postawiony w 1890 r. Świadczy o przemysłowej tradycji naszego miasta, choć trzeba przyznać, że dość zagadkowo brzmi nazwa jego fundatorów: "Fabrykanci Michałowscy". Czy oznacza ona zarządców zakładów przemysłowych z Michałowa, czy też może pracowników tegoż zakładu? Zakłady te od 1875 r. były własnością spółki akcyjnej pod nazwą "Towarzystwo Starachowickich Zakładów Górniczych". Może w ten sposób podziękowano za 15-lecie funkcjonowania zakładów? A może chcieli nawiązać do ówczesnej nazwy ulicy – czyli Michałowskiej? Dziś tego już nie da się ustalić, podobnie jak szczegółów wstydliwej zbrodni na jeńcach niemieckich...

Adam Brzeziński

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ