Nasz telefon

Zburzyć czy zostawić?

- Dotarła do mnie informacja, że miasto chce zburzyć dawną narzędziownię, która ponoć wpisuje się w zabytkową część fabrycznej zabudowy. Na pewno dobrze byłoby zachować w Starachowicach niektóre starsze wiekiem budowle, nazwijmy to, ku pamięci, lecz przecież wszystkiego nie da się ocalić. Nie ma już budynku przedwojennej policji, w którym mieściła się do ostatnich swoich chwil redakcja "Budujemy samochody", ani dawnej siedziby sanepidu itd. Czy żałować teraz narzędziowni? Chyba że włączyć ją do kompleksu Wielkiego Pieca i przeznaczyć na obiekt użytkowy, typu hala wystawiennicza albo coś podobnego... Ale na to potrzeba środków! Tak jak na odbudowę biurowca obok muzeum, przy którym prace wcale nie postępują. Właśnie z powodu chudego portfela. Nie wspominam już o starym szpitalu. Kto go podniesie z ruiny?! Dobrze byłoby mieć w mieście zabytki, lecz koszty ich utrzymania są ogromne. Fundacja? Starachowiczanie przecież nie podołają takiemu ciężarowi – telefonuje czytelniczka.

Argument

- Nie dowierzałam własnym uszom, kiedy podczas uroczystości upamiętniających ofiary katyńskie jeden z występujących wtedy mówców niejako zobowiązał prezydenta miasta do usunięcia z ulicznej przestrzeni pomnika żołnierzy radzieckich. Posłużył się przy tym dość osobliwym argumentem - jakoby miejsce było nieodpowiednie ze względu na zbyt łatwy dostęp dla biegających tam luzem psów. Jakby inne pomniki nie wyrastały z chodników i rozmaitych terenów zielonych... Właśnie mija kolejna rocznica zakończenia II wojny światowej. Wedle starachowickich uczniów – 8 maja, bo 9 maja obchodzą ją Rosjanie, a przecież nie możemy się z nimi zgadzać (tak rozmawiali między sobą młodzi opuszczający skwerek katyński w związku ze zmianą nazwy ulicy na Majówce z 9 na 8 Maja). Ciekawe, jak w szkołach są uczeni o żołnierskich frontach aż do Berlina? Armia Radziecka nas nie wyzwalała spod niemieckiej okupacji? Jeśli pomnik zostanie usunięty, to i ten fakt łatwiej będzie z historii wymazać - ironizuje starachowiczanka.

Zdrowie a polityka

- Zaskoczyła mnie wypowiedź jednego z byłych włodarzy powiatu, atakującego odpowiedzialnych za funkcjonowanie PZOZ w Starachowicach. Zwłaszcza zaś przekaz, jakoby za wynik finansowy nie odpowiadały np. odsetki od zaciągniętych kredytów czy wynagrodzenia pracowników. Nie zgadzam się też z oceną samorządowca dotyczącą wskaźnika rentowności zakładu. O niższej od spodziewanej wartości mogą przecież przesądzić chociażby wzrost płac będący wynikiem rządowych decyzji, zmiana wyceny świadczeń, także wzrost cen leków, a nawet wzrost cen usług. Nie wolno tak manipulować danymi i wprowadzać w błąd mieszkańców. Dziwię się, że na te słowa nie zareagowali obecni na marcowej sesji ani radni, ani księgowe ze służby zdrowia, ani radca prawny. Moim zdaniem, na PZOZ należy patrzeć jak na specyficzny zakład pracy. Nie da się go porównać z fabryką czekolady albo gwoździ, których nadrzędnym celem jest generowanie zysków. PZOZ to zakład świadczący usługi zdrowotne swoim podatnikom (a zatem swego rodzaju pracodawcom !). Jego celem powinno być przede wszystkim dobro pacjentów czyli jakość świadczonych usług medycznych. Szkoda, że zdrowie człowieka jest elementem gry w sporach politycznych. I już rozumiem, dlaczego koalicja 13 radnych odrzuciła sprawozdanie finansowe za 2016 r., a wcześniej odwołano poprzedniego starostę za "brak dynamiki wzrostu rozwoju powiatu" – kwituje mieszkaniec gminy.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ