reklama
Mieszkania

Na innych łamach

"Newsweek" nr 15

Jarosław Kaczyński narzeka na Unię dwóch prędkości, ale to, że Polska nie jest dziś w ścisłym kręgu integracji, wynika wyłącznie z polityki, jaką prowadzi – wyjaśnia Maciejowi Nowickiemu Guy Verhofstadt, przewodniczący frakcji liberalnej w Parlamencie Europejskim, w rozmowie zatytułowanej "Nie ma powrotu do Europy narodów".

Nie ukrywa zarazem, że eurosceptycy słusznie domagają się reformowania UE, lecz rozwiązaniem nie może być burzenie tego, co do tej pory zostało zbudowane. I powrót do... XIX- wiecznej Europy narodów. Europa nie przeżyje bez unii obronnej. Klęską okazał się kryzys uchodźczy. Po ośmiu latach od światowego krachu finansowego europejskie banki nadal nie są w dobrym stanie, podczas gdy amerykańskie dołek mają dawno za sobą. Unia, jak każda sprawna federacja, powinna być oparta na regule podejmowania decyzji większością głosów, a nie na wymogu jednomyślności. J. Kaczyński ma rację, twierdząc, że byłoby lepiej, gdyby wszystkie państwa członkowskie działały razem. Tyle że to on właśnie wciąż Polskę izoluje. "To nie jest normalne, że idzie na konfrontację ze wszystkimi, bo nie podoba mu się szef Rady Europejskiej, i to w dodatku Polak. To nie jest normalne, że gardzi wartościami europejskimi i idzie na wojnę z państwem prawa. /.../ Jeśli chodzi o przyszłość pańskiego kraju, to jestem optymistą, bo PiS to nie jest cała Polska." No i Polacy nie są przecież głupcami. Doskonale się orientują, że ofensywa przeciwko Donaldowi Tuskowi była osobistą wendettą J. Kaczyńskiego. To samo czuli wszyscy w Brukseli. "Nie było żadnego innego powodu. Prawdę mówiąc, trochę mnie to zaskoczyło, bo nie znam głupszego uzasadnienia działań politycznych niż pragnienie zemsty. Rozumiem żal pana Kaczyńskiego po katastrofie smoleńskiej. Ale oskarżać o to Tuska? Tego już nie sposób brać na serio. W polityce toczy się wojny z przeciwnikami – to jest rzecz normalna. Ale żeby w imię takiej wojny zupełnie stracić z oczu interes Polski, jakim jest utrzymanie Polaka na kluczowym stanowisku w UE?! To już jest coś naprawdę wyjątkowego! Zresztą z Kaczyńskim jest jeszcze jeden problem. Polityk musi czasem przyznać się do błędu – sam to robiłem parę razy, będąc premierem Belgii. Tak po prostu trzeba i to świadczy o sile polityka. Prezes PiS tego nie potrafi." Teraz przymierza się do repolonizacji mediów. A przecież nie powinno chodzić o to, czyj to jest akcjonariat, lecz o otwartość publikatorów. "Ważne jest to, żeby istniał pluralizm mediów i żeby dziennikarze mieli swobodę głoszenia swoich opinii. Narodowość właścicieli to sprawa drugorzędna..." Nic też nie wynika z faktu, że J. Kaczyński spotkał się z Teresą May. "To nie działa w ten sposób. Premier May była wcześniej w Berlinie, spotkała się z belgami i Duńczykami, takie zabieganie o kontakty dwustronne jest rzeczą normalną." Negocjacje jednak z Wielką Brytanią w sprawie Brexitu będą wspólne. Polska nie jest w stanie tej procedury obejść.

"Gość Niedzielny" nr 13

"Zakaz aborcji tylko z PiS" – przekonuje Piotr Uściński, ambasador życia, rozmówca Bogumiła Łozińskiego. Tylko to ugrupowanie daje nadzieję na rozwiązanie tej spornej kwestii zgodnie z chrześcijańskimi wartościami.

Na razie jednak władze skupiają się na innych problemach. Priorytetem jest polityka prorodzinna, ale od niej niedaleko do ratowania istnień od chwili poczęcia. Pierwsze jaskółki już są. Rząd wycofał się z finansowania zabiegów in vitro, a organizacje proaborcyjne nie otrzymały państwowych dotacji. Realizowany jest też program "Za życiem", który ma wymiar pro life. "Według mnie należy spojrzeć na ochronę życia w szerokiej perspektywie, nie tylko przez pryzmat zmiany prawa /.../. Problemem jest podziemie aborcyjne, a konkretnie brak dostatecznych działań, aby je zlikwidować. Przypadki zatrzymań w związku ze złamaniem ustawy chroniącej życie są rzadkie. /.../ Składałem doniesienie do prokuratury, że Google zamieszcza na polskich stronach za pieniądze reklamy klinik aborcyjnych na Słowacji, ale spotkałem się z odmową wszczęcia postępowania. /.../ Wyzwaniem są farmakologiczne środki aborcyjne /.../. Według mnie państwo nie ma obecnie odpowiednich narzędzi, żeby ścigać taki proceder." Jeśli zaś samorząd podejmie decyzję, że w podległym mu szpitalu nie życzy sobie wykonywania aborcji, powinno to być honorowane. Na razie Naczelny Sąd Administracyjny wydał wyrok w konkretnej sprawie, że nie może być w statucie szpitala zapisu, że aborcji się nie wykonuje. Inaczej mówiąc, zezwala się, w każdej placówce mającej oddział ginekologiczny i położniczy na wykonywanie aborcji w ustalonych prawem przypadkach. Ale nie można się z tym zgodzić i należy to zmienić. Bo nie wolno łamać sumień właścicieli szpitali.

"Polityka" nr 14

Sumienie coraz częściej nie pozwala lekarzom przepisywać antykoncepcji. Również w prywatnych wielkomiejskich przychodniach – informuje Agata Szczerbak w "Lekarzach sumienia".

Placówki medyczne stosują dziś... rozszerzoną interpretację tzw. klauzuli sumienia. Bo dlaczego pomagać pacjentkom, jeśli gdzie indziej się tego nie robi? Wielu lekarzy przy tym boi się, że ktoś dopatrzy się w papierach ich rzeczywistych poglądów światopoglądowych i mogą mieć kłopoty (?!). O pigułkę "dzień po" w ogóle lepiej lekarzy nie zaczepiać. Deklaracje wiary w 2014 r. podpisało 3,2 tys, lekarzy różnych specjalności. Wśród nich także dentyści, pediatrzy, chirurdzy, psycholodzy i studenci medycyny. Tak zaczęła się w Polsce kontrola sumień, a z nią zaczęła się szerzyć antykocepcjofobia. "Kolejni lekarze, kompletnie nie licząc się z medyczną wiedzą, nie przejmując się wynikami badań, prowadzonych nad działaniem leków, w stylu zdumiewająco patriarchalnym, czasem wręcz przemocowym, realizują własny światopogląd." Niechętnie przepisują środki antykoncepcyjne nawet w terapiach pro ciążowych. "Nieoficjalnie wiadomo też, że Narodowy Fundusz Zdrowia szantażuje lekarzy, że zerwie z nimi umowy, jeśli będą przeprowadzać aborcje. Wielu z nich nowe trendy rozumie /.../ - jako nie dla aborcji, ale też in vitro i antykoncepcji. Same sobie taki rząd wybrałyście – słyszą kobiety w gabinetach ginekologicznych." Do ginekologów dołączają farmaceuci. Odmawiają sprzedaży antykoncepcji. Ba, koncerny farmaceutyczne są zawiadamiane, że coraz więcej Polek z niej rezygnuje. Niby świadomych niepożądanych działań tych leków. Jedna z sieci aptek zupełnie wycofała się ze sprzedaży środków antykoncepcyjnych. Naśladują ją setki aptek niezrzeszonych. Kobiety więc radzą sobie, jak mogą. Wybawieniem dla nich stali się weterynarze i dentyści. Jedni przepisują antykoncepcję na... domowe zwierzęta, a drudzy po prostu bez słowa dają recepty, bo mają do tego prawo, tak jak i pediatrzy, współczujący niewesołej doli młodych kobiet. Po leki poronne z kolei idą mężczyźni. Działające z takim właśnie skutkiem te na mięśnie, na co zwraca uwagę Dr Google. Polki niechętnie odwiedzają dziś ginekologów. Przestają wierzyć lekarzom. Co z tego, że niektórzy z nich nie godzą się na ofensywę klauzuli sumienia i publicznie wyrażają swoje opinie - pierwsza grupa wystąpiła z listem do ministra zdrowia przeciwko wprowadzaniu recept na pigułkę ellaOne - kiedy czują, że zawodowo przeszli z jednej beznadziei w drugą. Ciągną za sobą pacjentki. Tyle że płacą za wszystko one.

"Duży Format" nr 13

"40 proc. wypalonych" – tym tytułem Krystian Lurka anonsuje swój wywiad z prof. Romualdem Krajewskim, wiceprezesem Naczelnej Rady Lekarskiej. Zarazem alarmuje, że powodem do niepokoju powinny być liczne obecnie depresje wśród lekarzy. Potwierdzają to zresztą statystyki i badania.

"Wśród lekarzy jest więcej rozwodów, więcej samobójstw i prawdopodobnie więcej osób zażywa leki psychotropowe niż w pozostałej części społeczeństwa." Przyczyną jest stres związany z wykonywanym zawodem. Nie dość że bycie lekarzem wiąże się z ogromną odpowiedzialnością, to znaczenie mają tu warunki pracy. Ściśle rzecz biorąc, przepracowanie. "Lekarze średnio pracują 60 godzin tygodniowo, ale liczni pracują więcej. Podejmują pracę w drugiej lub trzeciej placówce, średnio prawie w trzech. Bo zarobki z jednej nie są satysfakcjonujące." Na razie nie ma to wpływu na pacjentów, nie stanowi zagrożenia zdrowia i życia dla nich. Relacje jednak między lekarzami a pacjentami pozostawiają dużo do życzenia. "Lekarz z wypaleniem zawodowym nie ma cierpliwości. Jest spięty i podenerwowany. Nie może się skoncentrować. Nie powinno tak być." Tymczasem pacjenci mają wobec lekarzy wysokie oczekiwania, nieproporcjonalne do możliwości systemu. "Wierzą w obietnice polityczne. Chcą być leczeni jak w zachodniej Europie, a finansowanie w Polsce jest jak... w Meksyku. Jeśli kuleje organizacja ochrony zdrowia, jeśli nie zwiększa się nakładów na zdrowie, jeśli nie określa się dokładnie, co się komu w ramach pieniędzy publicznych należy, i wreszcie jeśli nie ma zachęt do wykonywania zawodu lekarza, to powstaje konflikt. Ale ten konflikt nie ujawnia się na linii pacjent – administracja i pacjent – politycy, tylko w kontakcie pacjent – lekarz. To lekarze są twarzą systemu i od nich oczekuje się spełnienia obietnic." Nic dziwnego zatem, że lekarze w poszukiwaniu lepszych warunków pracy emigrują z Polski. Szukają gdzie indziej możliwości zawodowego rozwoju i spokojnego wykonywania obowiązków, bez uszczerbku dla rodziny. W Wielkiej Brytanio może też nie ma komfortu leczenia, ale w służbie zdrowia jest tam zdecydowanie lepiej niż w krajach, z których przyjeżdżają imigranci., m.in. właśnie z Polski.

"Nie" nr 11

Bożena Dunat opisuje "Polskę dla Kazachów". Od 2000 r. funkcjonuje ustawa o repatriantach. Z danych wynika, że początkowo do Polski przyjeżdżało po ok. 1000 rodzin rocznie. Potem 200. Teraz po kilkanaście. W sumie wychodzi jakieś 6 – 7 tys. ludzi.

Niektóre rodziny, po zakosztowaniu polskiego raju, wracają jednak nad Morze Kaspijskie. Wiedzieli, że Polska to biedny kraj, ale nie myśleli, że aż tak bardzo. Tu pada przykład gehenny jednej z rodzin. Najpierw problemy na granicy. Potem, w środku zimy, przydzielono im lichy domek, z temperaturą minus 14 stopni wewnątrz. Wzięli więc sprawy w swoje ręce. Część rodziny szybko wyjechała do Niemiec, a nawet do USA. "To nie jednostkowy los. Z cytowanych badań wynika, że co dziesiąta sprowadzona rodzina wyjechała szukać lepszego życia gdzieś indziej. Połowa tych, którzy mieszkają w Polsce, chce wyjechać do Niemiec." PiS pracuje obecnie nad nowa ustawą. Znane są ogólne założenia. "Można będzie przyjechać na dotychczasowych zasadach, czyli na zaproszenie samorządu. A także – to nowość – dzięki pomocy władz centralnych. Rada Ministrów powoła specjalnego pełnomocnika i pełnomocników wojewódzkich. Przybysze zostaną zwolnieni z podatku od spadków i darowizn. To na wypadek, gdyby ludzie dobrej woli zechcieli ich obdarować. Przez pół roku mogą przebywać w ośrodkach adopcyjnych. Potem przez rok dostaną dopłaty do wynajmu mieszkania i wkład na własne w wysokości 90 tys. zł. W ramach programu "Mieszkanie plus" Możliwe jest skorzystanie z zasiłków: transportowego, na zagospodarowanie, szkolnego." Tyle że to, zdaniem autorki, polityczne igraszki. Bo wszyscy, którzy chcieli wrócić do korzeni, już skorzystali z szansy od 1956 r. Najwyżej ruszą wżenieni w kazachskie czy rosyjskie rodziny, jeśli Polska zapewni im naprawdę dobre warunki. Oby, bo ktoś przecież musi zapracować na emerytury rdzennych Polaków. Byle nie zechcieli od nas uciekać, tak jak to się teraz dzieje.

"Przegląd" nr 12

"Światła nie gaście!" – woła dr Anna Materska – Sosnowska, adiunkt w Instytucie Nauk Politycznych UW, rozmówczyni Krzysztofa Pilawskiego. Uważa, że po następnych wyborach lewica ma szansę wrócić do Sejmu.

Zmęczenie walką między PO i PiS może powiększyć elektorat po lewej stronie sceny politycznej. A może coś niespodziewanego przesądzi o zwrocie wyborców w kierunku ugrupowań lewicowych? Szanse SLD jednak topnieją. Jest słaby. Po klęsce wyborczej nie zaproponował żadnego nowego otwarcia. Ani ideowego, ani programowego. Korzystne może być pozostawienie szyldu Zjednoczonej Lewicy, bo tylko łączenie niewielkich partii ma sens i realną wizję na życie parlamentarne. Jego twarzą była Barbara Nowacka. Niewiele osób na lewicy ma taki potencjał łączenia i budowania porozumień. Pytanie, czy ktoś to zechce wykorzystać? Drugim wyrazistym przedstawicielem tego nurtu jest Robert Biedroń. Oboje powinni się zastanowić nad kluczowymi problemami współczesnej polskiej lewicy – "jak organicznie połączyć bliskie przede wszystkim klasie średniej kwestie równościowe, kulturowe, światopoglądowe z problemami nurtującymi tzw. zwykłych ludzi: sprawiedliwością społeczną, prawami pracowniczymi, aktywną rolą państwa w polityce społecznej. /.../ Trudno przewidzieć, co się stanie z polską gospodarką za kilka lat. Zresztą cały świat stoi w obliczu ogromnych wyzwań, sądzę, że miejsce na socjaldemokrację będzie się kurczyć, natomiast nadejdzie czas na bardziej wyrazistą lewicę, jak Razem. /.../ Patrzę na Razem szerzej, to nie jest jedynie partia haseł pracowniczych, drastycznego opodatkowania najbogatszych, podniesienia stawki godzinowej. To środowisko mające program innego urządzenia świata zgodnie z wartościami lewicy." Los tej partii zależy od nadchodzących wyborów samorządowych i parlamentarnych. Nie da się wykluczyć i tego, że znów wśród Polaków pojawi się zapotrzebowanie na zupełnie nową siłę, tak jak to się stało w przypadku ruchów Janusza Palikota i Ryszarda Petru. O ile można zgasić światła nad SLD, o tyle nie nad całą lewicą. Ona ma jeszcze rolę do odegrania – jest przekonana A. Materska - Sosnowska.

"Forum" nr 7

Rosja nie prowadzi w Polsce otwartej propagandy, lecz dyskretnie wspiera te siły, z którymi jej po drodze – zdradza radio Swoboda w "Rycerzach Putina".

Paradoksalnie te wysiłki największy efekt odnoszą wśród radykalnych polskich nacjonalistów. Oficjalnie wcale nie są prorosyjscy, lecz takimi się okazują jako eurosceptycy, z antyzachodnim nastawieniem i swą antyukraińskością. Na tych właśnie emocjach Rosja próbuje budować coś, co współgra z jej interesami. "Przedstawiciele tych sił nie mówią wprost o swoich prorosyjskich poglądach, bo to by się w Polsce nie przyjęło. Charakterystyczne, że Moskwa nie próbuje u nas wykorzystywać swoich mediów na zagranicę, bo i tak nie przebiłyby się do polskiej opinii publicznej. Dlatego też wspiera te kręgi, które występują pod prorosyjskimi hasłami jako własnymi. Agentura wpływu – to ważna reduta wojny informacyjnej. Polska polityka jest chaotyczna, wewnętrzna dyskusja jest emocjonalna, dlatego na drugi plan schodzą zagadnienia związane z zewnętrznymi zagrożeniami, które nie są bezpośrednio związane z wewnętrznym sporem. W atmosferze ostrego sporu politycznego Rosja potrafi bardzo efektywnie realizować destrukcyjne scenariusze" - przestrzega radio Swoboda.

wybrała /ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ