Nie wiesz, nie istniejesz

Mimochodem

 

Fiński system edukacji należy do najlepszych w świecie. W dużej mierze opiera się na specjalnych projektach. Wystarczy, że dziecko znajdzie gdzieś obok szkoły nieznaną sobie roślinę, by zainteresował się tym nauczyciel i stworzył interdyscyplinarny całoroczny program, dzięki czemu uczniowie dowiedzą się o całym gatunku takich roślin.

Nie dość że szukają informacji w dostępnych źródłach (z wizytami w bibliotekach włącznie), to zaprasza się do szkoły ekspertów naukowych, rzemieślników, a potem zachęca uczniów, by sami próbowali w związku z tym swoich sił, nie wykluczając dziedzin artystycznych, czyli robili zdjęcia, wykonywali prace plastyczne i tworzyli małe formy literackie. Często zadania kończą się zakładaniem i prowadzeniem stron internetowych.

W Polsce uczniowie też zamieniają się w badaczy. Przecież weryfikowanie przyczyn katastrofy smoleńskiej, do czego zachęcała jedna ze szkół, niewątpliwie jakimś projektem jest. Albo wskazywanie w przestrzeni publicznej pozostałości słusznie minionego sezonu, czyli dokładne wymazywanie przeszłości i zmienianie historii rękami najmłodszych, którzy chcą zasiąść 1 czerwca br. w parlamentarnych fotelach. Tyle że nijak to ma się do podstaw programowych fińskiego szkolnictwa. Tam, jak w życiu, szuka się połączeń np. między biologią a matematyką albo historią i sztuką. U nas zaś używa metod silnie tkwiących w indoktrynacji. Inaczej na rynku w Starachowicach nie stanęliby 8 marca br. dwaj młodzieńcy w opozycji do manifestujących w obronie swoich praw kobiet. Jakaż jest wiedza tych nastolatków o rozrodczości płci, do której nie przynależą? Nie sądzę, by w tajniki seksualności wprowadzały ich własne matki, nie mówiąc o starachowickiej szkole. Za pikietą stał raczej odgórny przekaz i chęć zmiany prawa w system nakazów. Bo wszystkich pozbawionych możliwości decydowania o sobie, łatwo podporządkować. Własnym, niekoniecznie prawdziwym, ba, niby zbożnym wizjom. Tym sposobem, patrząc szerzej, młodych starachowiczan pozbawi się szans na nabycie umiejętności uczenia się, odpowiedzialności za własną naukę, zdolności krytycznego myślenia, współpracy z innymi. Jak dotąd celem polskiej szkoły nie jest i pewnie nie będzie, zgodnie z wprowadzaną reformą edukacji, dostrzeżenie w uczniu jego indywidualnych zdolności i umożliwienie mu ich rozwijania. Nauczyciel otrzymał rolę nie trenera, lecz egzekutora narzucanych zadań. Nie znajdą się wśród nich te dotyczące właśnie edukacji seksualnej, postrzegania świata i idących za tym tolerancji, empatii i współdziałania.

Jeśli nie szkoła (odwaga nauczycieli zaczyna być w cenie), to media. Przynajmniej te niezależne mają do odegrania ogromnie ważną rolę. Inaczej szykuje się rzeczywistość cyborgów, ludzi pozbawionych wrażliwości. Aż się boję pomyśleć, że dzieciom zabroni się wspierać schroniska dla zwierząt czy odwiedzać ośrodki senioralne. Bo lepiej widziane będą ćwiczenia z obrony terytorialnej albo tropienie sympatyzujących z cudzoziemcami o innym kolorze skóry.

Wiedza i jeszcze raz wiedza czyni człowieka panem samego siebie. Wolnym, odpowiedzialnym i prawym. Z niedostatecznej edukacji wzięła się afera Amber Gold, kłopoty frankowiczów czy niechęć do oszczędzania na starość. Wiedza ekonomiczna uświadomiłaby społeczeństwu, że wcześniejsze przechodzenie na emeryturę wieszczy wyłącznie finansową katastrofę. Wiedza humanistyczna nie wyprowadzałaby ludzi na ulice, by dezawuować artystyczne dokonania. Bo sztuka rządzi się swoimi prawami, inaczej nie szłaby w parze z artystycznym wrażeniem. Trzeba tylko umieć je odczytywać. Wiedza o człowieku zaś to umiejętność odróżniania dobra i zła. Nikt dobrze wychowany i wyedukowany (niestety, zdarzają się przypadki klinicznego zła) świadomie nie wystąpi przeciwko bliźniemu i wartościom, bez których ta planeta zginie.

/ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ