reklama
Mieszkania

Krzyż żelazny

Z kart historii miasta (127)

W numerze

Krzyż żelazny

Z kart historii miasta (127)

 

W Starachowicach jest mało obiektów, które pamiętają czasy Stanisława Staszica.

Jednym z nielicznych jest metalowy krzyż przydrożny przy ulicy Radomskiej, ufundowany jako wotum dziękczynne przez ówczesnego zawiadowcę starachowickiej huty. Na krzyżu znajduje się następujący napis: "Multa flagella peccatoris, sperantem autem in Domino misericordia circumdabit, J.K.Ł., A.D. 1846", co oznacza: "Liczne plagi na grzesznika, lecz ufający w Panu dozna miłosierdzia". Krzyż liczy więc sobie już 170 lat!

Ufundował go Jan Łęski, zawiadowca Zakładów Starachowickich. Słowo "zawiadowca" w odniesieniu do zakładów przemysłowych dziś już nie jest używane. To archaizm, który oznacza kierownika i administratora zakładu. Przypomnę, że chodzi o rządowe zakłady hutnicze wybudowane z rozmachem w Starachowicach w latach 40. XIX w. zgodnie ze wcześniejszą koncepcją "kombinatu metalurgicznego rzeki Kamiennej" księdza Stanisława Staszica. Istotą założenia było wybudowanie zakładów hutniczych wzdłuż biegu rzeki, która miała spełniać rolę nośnika energii do poszczególnych urządzeń oraz głównej nitki transportowej. Na terenie wsi Starachowice planowano budowę zakładu wielkopiecowego, którego produkt – surówka żelaza, miała podlegać dalszej obróbce w kolejnych, idąc z biegiem rzeki, ogniwach kombinatu. Jakkolwiek pierwsze prace inwestycyjne rozpoczęto w 1818 r., to budowę całego zakładu przeprowadził Bank Polski już po powstaniu listopadowym, w latach 1836-1841. Wielkopiecowy w Starachowicach ulokowany został na południowym stoku kopalni "Herkules", która znajdowała się na terenie obecnego Parku Miejskiego. Ulokowano go na trzech imponujących tarasach, których układ do dziś jest widoczny na terenie Muzeum Przyrody i Techniki.

Z historią powstania krzyża związana jest natomiast ciekawa legenda: "Jan Łęski jadąc w niedzielę, w deszczową pogodę, dojeżdża do miejsca, w którym dziś znajduje się przejazd kolejowy. Pada grom, w oślepiającym świetle błyskawicy Łęski dostrzega przez ułamek sekundy swe spiętrzone w spazmatycznej lansadzie konie. Po powrocie do przytomności, zmoknięty, podnosi się z ziemi, żegna oczami swe martwe zwierzęta i idzie do najbliższych zabudowań. W tym, co się stało widzi rękę Opatrzności Bożej. Złamał przykazanie, że należy w dzień święty świecić. Ale ocalał. Pełen wdzięczności każe odlać i postawić na miejscu zdarzenia krzyż".

Adam Brzeziński

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ