reklama

Zasadzka w Marculach

Z kart historii miasta (126)

W numerze

Zasadzka w Marculach

Z kart historii miasta (126)

 

Historia wojenna osady leśnej Marcule, położonej na granicy powiatu starachowickiego i radomskiego, obfituje w wiele krwawych wydarzeń. Co ciekawe, również po wojnie w tym miejscu ginęli ludzie.

W aktach Instytutu Pamięci Narodowej przypadkowo natknąłem się na opisy zasadzki, jaką 15 marca 1948 r. na szosie w Marculach urządzili żołnierze konspiracji antykomunistycznej z oddziału Aleksandra Życińskiego, pseudonim "Wilczur". Autorami notatek są funkcjonariusze służby bezpieczeństwa. Niestety, nie zetknąłem się z innym źródłem historycznym, co pozwoliłoby zweryfikować opis z drugiej strony.

Według opisów, "bandyci" (nomenklatura służb) urządzili zasadzkę na szosie Starachowice - Iłża, w pobliżu osady Marcule. Jej celem było zatrzymywanie i dokonywanie "napadów terrorystyczno - rabunkowych" na przejeżdżające tą trasą samochody. W zasadzkę wpadli dwaj nieznani z nazwiska oficerowie Wojska Polskiego z Ostrowca, którzy przejeżdżali samochodem. Zrabowano im płaszcze sukienne, mundury oraz buty. Trochę później, około godziny 7.30, z kierunku Starachowic nadjechał samochód ciężarowy należący do Związku Rzemieślniczego w Starachowicach. Samochód prowadził szofer Henryk Ozych, Podróżowało nim około 30 cywilów, a wśród nich na stopniach samochodu dwaj funkcjonariusze Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Starachowicach: chorąży Feliks Jankowicz i Franciszek Kurek (brak informacji o stopniu). Dalszy przebieg wydarzeń cytuję za jedną z notatek:

"Kiedy bandyci zauważyli jadących funkcjonariuszy zaczęli strzelać z automatów do samochodu nie zwracając uwagi na płacz i krzyki jadących. Bandyci strzelali przez okres około 5-ciu minut po czym podeszli do samochodu i zapytali kierowcy, czy są ranni. Po otrzymaniu odpowiedzi, że tak, nakazali kierowcy jechać do szpitala w Iłży. Podczas tego napadu zostali ciężko ranni funkcjonariusze PUBP Starachowice chór. Jankowicz i Kurek, zaś z osób cywilnych: Kazimierz Dryja, Jan Jakubowski, Kazimierz Kucy, Stanisław Wójcik, Henryk Kacperski, Stanisław Ładzki [tak w oryginale, być może chodzi o nazwisko Łądzki lub Łącki] i Mieczysław Rutowicz. Na skutek odniesionych ran zmarli w szpitalu: funkcjonariusz chorąży Feliks Jankowicz, obywatel Kazimierz Dryja, Jan Jakubowski i Kazimierz Kucy."

Opis niestety nie odpowiada na wszystkie pytania, które nasuwają się po jego przeczytaniu. Na przykład, dlaczego funkcjonariusze UB jechali na stopniach? Jechali "na stopa"? Jeśli tak, to oddali tzw. niedźwiedzią przysługę cywilom, gdyż ich mundury i broń były widoczne z daleka, i pozwalały sądzić, że ciężarówka należy do wojska lub służb bezpieczeństwa. Być może "Wilczur" uznał, że ryzyko zatrzymania ciężarówki i rozbrojenia podróżujących jest zbyt duże, gdyż "na pace", pod plandeką, mogło jechać więcej żołnierzy. Postanowił więc ich zlikwidować i wydał rozkaz otwarcia ognia. Jak się okazało, do cywilów... Efekt: 2 rannych funkcjonariuszy UB, z których 1 zmarł, oraz 7 rannych cywili, z których trzech zmarło. Odział "Wilczura" został wkrótce rozbity a dowódca aresztowany. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Kielcach, na sesji wyjazdowej w Starachowicach, Aleksander Życiński został 31 lipca 1948 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano.

Adam Brzeziński

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ