reklama
Mieszkania

Rocznica kwietniowa

W numerze

Rocznica kwietniowa

Pierwszy dzień kwietnia, czyli "prima aprilis", to tradycyjny dzień żartów i psikusów. Jednakże wydarzenia z ostatnich niecałych 15 lat sprawiły, że kwiecień kojarzy nam się również z trochę innej strony.

W roku 2005, 2. kwietnia, umiera papież Jan Paweł II. Niby wiedzieliśmy, że ojciec święty jest już w podeszłym wieku, a od kilkunastu dni jego problemy zdrowotne pogłębiały się, ale chyba nikt nie spodziewał się, że wydarzenia potoczą się tak szybko. W sobotni wieczór wiele osób płakało, modliło się, stawiało pytania: „co dalej” i czuło się osamotnionymi.

Minęło pięć lat i niedługo po rocznicy śmierci papieża musieliśmy się zmierzyć z niewyobrażalną tragedią. Rano 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku rozbił się samolot z polską delegacją na najwyższym szczeblu, udającą się na obchody rocznicy zbrodni katyńskiej. Zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka. Atmosfera była znacznie bardziej mroczna i beznadziejna niż pięć lat wcześniej, ponieważ zginęła prawie setka ludzi: osoby młode i w sile wieku. Na chwilę „zakołysały” się struktury państwowe, lecz szybko udało się je ustabilizować. Brak znajomości i przestrzegania procedur spowodował, że w podejmowane po katastrofie działania wkradał się bałagan i chaos. Natomiast pod Pałacem Prezydenckim gromadziły się tłumy ludzi, którzy chcieli okazać szacunek i pamięć ofiarom katastrofy.

Dziś oba te wydarzenia rozpatrujemy już raczej jako historię, choć w przypadku katastrofy smoleńskiej jest to z pewnością historia żywa, niejednokrotnie z różnych powodów przepełniona emocjami. Tym niemniej zarówno w 2005 jak i w 2010 roku przynajmniej części z nas wydawało się, że dzieją się rzeczy, które na zawsze zmienią Polskę i Polaków. Czy coś nam zostało z tamtych dni?

Jan Paweł II w czasie swojego życia dla wielu osób w Polsce i na świecie był prawdziwym autorytetem. Aktualnie, 12 lat po jego śmierci, możemy śmiało stwierdzić, że w naszym kraju panuje kryzys autorytetów. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest podważanie dotychczasowych i poznawanie nowych faktów z życiorysów znanych Polaków. Ponadto żyjemy w czasach, gdzie wielu z nas w Internecie, bez głębszego zastanowienia, wypisuje, co im ślina na język przyniesie. Często uznajemy, że nasze zdanie jest najlepsze i jedyne prawdziwe. Utraciliśmy zdolność prowadzenia normalnego dialogu i wymiany poglądów. Zamiast tego łatwiej przychodzi nam na siebie krzyczeć, bez skrępowania używając przy tym mocnych, a nawet obraźliwych słów.

Wyzwolicielem naszych nieokiełznanych emocji są dziś m.in. takie tematy jak katastrofa smoleńska. W ramach tej tragedii funkcjonują obecnie w zasadzie tylko dwa tematy: czy był to zamach i kto z żyjących jest winny rozbicia samolotu? Dawno już zapomniano o szacunku dla ofiar tej tragedii, dla ich rodzin. Natomiast w świetle kamer odbywają się różnego rodzaju konferencje i debaty, który przynoszą niestety więcej zamętu niż oczekiwanych efektów. Trzeba dociekać prawdy, ale skrupulatnie i w spokoju, a nie tworząc co chwilę nowe fakty medialne.

Wydawało się, że kwietniowe rocznice nas połączą i nauczą więcej wzajemnego szacunku. Z tej jedności niewiele jednak zostało. Czy potrzeba nam kolejnej tragedii, żeby oprzytomnieć i być człowiekiem?

Michał Walendzik

Radny Rady Miejskiej

radny.mw@gmail.com

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ