reklama
Mieszkania

Stracili dorobek życia, potrzebują pomocy

Pożar w Parszowie

Na okładce

Stracili dorobek życia, potrzebują pomocy

Pożar w Parszowie

 

Pożar wybuchł w niedzielny (26 marca br.) wieczór w domu czteroosobowej rodziny w Parszowie. Stracili dobytek swojego życia. Wsparcie ruszyło natychmiast, pomaga rodzina, sąsiedzi, władze gminy i mieszkańcy okolicznych miast i wsi. Potrzeb jest jednak wiele.

Pani Joanna Milewska ma trójkę dzieci: Filipa, Wiktora i Natalię. tego feralnego dnia, jak zwykle wieczorem, poszła dołożyć do pieca i wtedy wszystko się zaczęło. Ogień się cofnął i zaczął w szybkim tempie rozprzestrzeniać się na cały dom. Próbowała sama uporać się z żywiołem, ale ten dawał o sobie znać coraz mocniej, doszło też ogromne zadymienie. W tym czasie dzieci wezwały straż pożarną. Na miejsce przyjechało sześć zastępów, gasili pożar do wczesnych godzin porannych,

Matka z trójką dzieci zdążyła wybiec z budynku, ale nie udało się uratować nic, jedynie królika.

- Były tu dwa pokoje, duża kuchnia i świeżo wyremontowane poddasze do zamieszkania. W zeszłym roku wymieniliśmy dach na nowy, mieliśmy nowe meble... - mówi GAZECIE pani Joanna dodając, że w remont domu włożyli na prawdę dużo pracy i pieniędzy.

Według opinii Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Starachowicach, dom nadaje się tylko do rozbiórki. Obecnie rodzina mieszka w Hotelu Paradiso w Suchedniowie, którego właściciel, dowiedziawszy się o tragedii, zaproponował nieocenioną pomoc. Pogorzelcy za darmo mogą korzystać z dwóch oddanych do ich dyspozycji pokoi. Mają też zapewnione wyżywienie: śniadanie z obiadokolacją. Materialnie wspierają ich wszyscy znajomi, sąsiedzi ale przede wszystkim rodzina. Zaangażowały się też władze gminy Wąchock, koleżanki i koledzy ze szkół, do których uczęszczają dzieci.

Najstarszy Filip jest uczniem klasy maturalnej II LO im. Adama Mickiewicza w Skarżysku-Kamiennej, gdzie zorganizowano akcję pomocy na ich rzecz, także w skarżyskim "elektryku". Wspiera ich też społeczność parszowskiej filii Gimnazjum Publicznego w Wąchocku, gdzie uczą się młodsze dzieciaki. Wiktor chodzi do trzeciej klasy, a Natalia jest o rok młodsza. To właśnie jej klasa IIc wraz z wychowawczynią Aldoną Parką, we współpracy z Samorządem Uczniowskim Gimnazjum, zorganizowała zbiórkę pieniędzy i darów dla rodziny. Zebrali już blisko 3 tys. 200 zł, a do puszki wciąż "wpadają" kolejne pieniądze. W piątek odbył się kiermasz ciast, a w niedzielę festyn nad wąchockim zalewem. Wszystko to z myślą o pogorzelcach. Pomogli także cystersi, którzy przekazali żywność a strażacy z gminnych jednostek OSP zadeklarowali pomoc przy uprzątnięciu pogorzeliska i rozbiórce dachu.

- Bardzo pomocny okazał się kierownik Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej Jarosław Michalski, który jest nie tylko urzędnikiem ale także po prostu człowiekiem - chwali pani Joanna, dodając, że z MGOPS dostaną także zapomogę.

- Decyzja w tej sprawie już jest - cieszy się.

Pracownicy skarżyskich wodociągów przebudowali sieć wodociągową, którą przełączyli do sąsiedniego budynku, gdzie mieszka mama pani Joanny, tak samo stało się z siecią energetyczną.

- Przynajmniej jest gdzie zagotować wodę na herbatę - mówi gospodyni, bardzo wdzięczna wszystkim, że może liczyć na ich pomoc.

Właścicielka obiektu, znajdującego się na przeciwko spalonego domu, gdzie kiedyś znajdował się sklep, udostępniła budynek, by rodzina mogła tam składować rzeczy, które otrzymuje od wspierających. Powołano także Komitet Pomocy, o czym poinformował GAZETĘ mieszkaniec Parszowa Karol Ruzik.

Zbiórkę pieniędzy zainicjował także brat pani Joanny Paweł Łyczak. Odbywa się za pośrednictwem strony internetowej pomagam.pl.

- Strona powstała, aby pomóc mojej siostrze. Samotnie wychowuje trójkę nastoletnich dzieci, ciężko pracuje, aby zapewnić im skromne, ale jak najlepsze, życie. Jednak dwa dni temu spłonął ich dom, wraz z dobytkiem, nie zostało praktycznie nic - pisze pan Paweł, cytując list najstarszego z dzieci pani Joanny.

- Mam na imię Filip i mam 19 lat, jestem najstarszym synem Joanny Milewskiej. Mam młodsze rodzeństwo w wieku 15 i 14 lat. Jednej nocy straciliśmy wszystko, ważne dokumenty, książki, przybory domowe... Wszystko doszczętnie się spaliło. Teraz zbieramy wszystkie możliwe środki do pomocy w odbudowie całego domu. Liczy się każda pomoc. Ja sam podchodzę do matury za nieco ponad miesiąc, a mój młodszy brat do egzaminu gimnazjalnego. Moja mama załamała się i teraz ja jestem jej największą podporą. Za uzbieraną kwotę będzie nam łatwiej w postawieniu na nowo domu. Za każdą pomoc jesteśmy bardzo wdzięczni i serdecznie dziękujemy za okazanie jej nam - pisze 19-letni Filip.

Pieniądze wpłacać można za pośrednictwem portalu pomagam.pl/naodbudowedomu. Wszyscy, którzy chcą pomóc rodzinie, mogą też zgłaszać się do redakcji GAZETY lub pod nr tel. 41 274-55-12. Pamiętajmy: dobro powraca!

(Kas)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ