reklama
Mieszkania

Nie dała się oszukać

Na okładce

Nie dała się oszukać

Do pani Aliny ze Starachowic w poniedziałek (27 marca br.) zadzwonił telefon. Podniosła słuchawkę, nie spodziewając się żadnych kłopotów. To co usłyszała wprawiło ją w osłupienie. Dzwoniący mówił, że jej wnuczek spowodował wypadek i grozi mu więzienie. Oczywiście można temu zapobiec, ale potrzebne są pieniądze.

- Odebrałam telefon i usłyszałam jak ktoś powiedział „będzie pani rozmawiała z wnuczkiem”. Później usłyszałam płaczący głos „babcia, babcia, ratuj mnie, bo wymusiłem pierwszeństwo w Warszawie, najechałem na jakąś osobę i jest w szpitalu w ciężkim stanie i prawdopodobnie umrze. Trzeba mnie ratować”. Ja zapytałam, co ja mam zrobić, czemu nie zadzwoniłeś do mamy? Głos odpowiedział, że dzwonił, ale chce, żebym to ja go uratowała - relacjonuje GAZECIE przebieg wydarzeń pani Alina.

W tym momencie telefon przejął rzekomy policjant, który poinformował seniorkę, co musi zrobić, aby uratować wnuczka. Pani Alina do końca jednak zachowywała trzeźwy umysł i - mimo towarzyszących nerwów - dopytywała o szczegóły.- Zapytał mnie czy chcę, żeby wnuczka zatrzymano, bo jak nie, to możemy to załatwić zanim przyjedzie prokurator. Zapytałam, jak on to ma załatwić i poprosiłam, aby jeszcze raz dał mi do telefonu wnuczka. Mówiłam do niego, Michał, co ci przyszło do głowy, żeby jechać samochodem, bo ty nigdy samochodem nie jeździsz? Usłyszałam; „babciu, to nieważne, ratuj mnie”. Następnie ten niby policjant powiedział mi, że musi dostać pieniądze, żeby ratować wnuczka, 30 tysięcy złotych. Powiedziałam, że nie mam tyle pieniędzy, a ten człowiek dopytywał, czy nie mam na to, żeby wnuczka ratować, czy nie mam pieniędzy w banku i ile mam gotówki w banku. W końcu się zapytałam z kim rozmawiam, a ten człowiek cały czas pytał, czy chcę ratować wnuczka. Zapytałam, czy pan robi z siebie wariata, czy ze mnie idiotkę. W tym momencie zaczął wygadywać jakieś głupoty, że robi z siebie wariata, ma przy sobie rewolwer i zaraz wszystkich wystrzela. Powiedziałam więc, że dzwonię na policję i odłożyłam słuchawkę - opowiada pani Alina. Szybko zadzwoniła na policję i do rodziny. Po kilku chwilach na miejscu pojawił się prawdziwy policjant. Oszuści już się nie odezwali.

- W tym strachu najpierw zadzwoniłam na pogotowie, potem na straż pożarną, a na końcu na policję. Powiedziałam o wszystkim, policjant kazał mi się uspokoić i powiedział, że przyśle policjanta po cywilnemu. Po pewnym czasie przyjechał jeden pan, opowiedziałam mu o wszystkim, a on powiedział, że podobnych wezwań było więcej tego dnia - dodaje pani Alina.

Okazuje się, że w poniedziałek (27 marca) prób wyłudzeń na wnuczka na terenie powiatu starachowickiego było 10. Scenariusz działań jest niemal identyczny jak we wszystkich tego typu przypadkach. Oszuści próbują wprowadzić nerwową atmosferę, aby starsze osoby w emocjach podały jak najwięcej informacji, a oszustwo doszło do skutku.

W minionych miesiącach roku na terenie województwa świętokrzyskiego odnotowano 21 prób wyłudzeń (12 razy była to próba na tzw. „policjanta”, a w 9 „na wnuczka). 14 z nich się nie powiodło, dzięki czujności seniorów, natomiast w siedmiu przypadkach oszuści dopięli swego. Łącznie wyłudzili 123.200 złotych. (mp)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ