reklama
Mieszkania

Kwiecień coraz pewniejszy w Ekstraklasie

Najlepszy okres w karierze

Informacje sportowe

Kwiecień coraz pewniejszy w Ekstraklasie

Najlepszy okres w karierze

 

Wychowanek starachowickiej Juventy, Bartosz Kwiecień na boiskach Ekstraklasy spędził już więcej minut niż we wszystkich wcześniejszych spotkaniach. Mówi, że czuje się coraz pewniej, a decyzje trenera Korony pokazują, że starachowiczanin pnie się w klubowej hierarchii.

Bartosz Kwiecień do Korony Kielce trafił wiosną sezonu 2012/2013 i od tamtego czasu zaczęła się jego przygoda z piłkarską Ekstraklasą. Bywało różnie, bo kiedy dostawał szansę gry nie do końca ją wykorzystał z różnych względów. Dzięki jednym wydarzeniom przylgnęła do niego łatka brutalnego gracza. Chodzi o wyjazdowe spotkanie z Piastem Gliwice z 6 grudnia 2013 roku. Wówczas Bartosz Kwiecień pojawił się na boisku już w doliczonym czasie gry zmieniając Piotra Malarczyka i dosłownie kilkadziesiąt sekund później musiał opuścić boisko, po tym jak zobaczył czerwoną kartkę za faul na Tomaszu Podgórskim. Od tamtych wydarzeń w Koronie zaliczył tylko dwa występy na boiskach Ekstraklasy, spędzając na murawie tylko 38 minut. Łącznie w barwach kieleckiego klubu zaliczył 333 minuty w 9 spotkaniach. Kolejni trenerzy nie dawali mu tak naprawdę szansy i w efekcie trafiał na wypożyczenia do klubów z niższych lig lub występował w drużynie rezerw.

Przełomowy okazał się bieżący sezon, a złożyło się na to kilka czynników. Początki znów nie były łatwe, bo trener Tomasz Wilman kompletując kadrę na nowy sezon skreślił Kwietnia pozwalając na jego wypożyczenie do Chrobrego Głogów. Tam odżył. Na zapleczu Ekstraklasy zaliczył 16 występów, w tym 11 w pełnym wymiarze i jako obrońca zdobył trzy gole. Kolejnym przełomowym momentem okazała się zmiana na ławce trenerskiej kieleckiego klubu. Nowy szkoleniowiec Maciej Bartoszek od razu chciał Kwietnia w swoim zespole, bardzo zabiegał też, aby skrócić jego wypożyczenie. W inauguracyjnym spotkaniu rundy wiosennej z Wisłą Kraków co prawda nie zagrał, ale w meczu z Wisłą Płock wyszedł już w podstawowym składzie. Za to spotkanie zebrał bardzo wysokie noty, a na sześć meczów rundy wiosennej wystąpił w czterech i to w pełnym wymiarze czasowym. Tylko w tych meczach spędził na boisku więcej minut (360) niż we wszystkich wcześniejszych razem wziętych.

- Zaliczyłem udaną rundę w Chrobrym Głogów, a I liga wcale bardzo nie odbiega poziomem od Ekstraklasy. Wiadomo, że przed pierwszym meczem po powrocie do Korony był stres, ale szybko minął, a było mi łatwiej, ponieważ wielu chłopaków z drużyny znałem już wcześniej - powiedział GAZECIE Bartosz Kwiecień.

We wspomnianym już spotkaniu z Wisłą Płock zagrał bardzo dobrze. Zebrał wysokie noty zarówno od trenerów, jak i komentatorów sportowych. Dla niego samego było to bardzo ważne spotkanie, bo pierwsze po powrocie do Kielc, a poza tym zagrał przeciwko byłemu "Koroniarzowi", z którym się przyjaźni - Kamilowi Sylwestrzakowi.

- Poza boiskiem jesteśmy jak bracia, ale na boisku nie ma sentymentów. Z "Małpką" (taki pseudonim ma Sylwestrzak - przyp. red.) przyjaźnimy się na co dzień, bo długi czas razem mieszkaliśmy. Cały czas mamy kontakt i do siebie dzwonimy przed każdym ligowym meczem. Po tym spotkaniu, w którym graliśmy przeciw sobie, wymieniliśmy się na pamiątkę koszulkami, a Kamil gratulował mi udanego występu - dodał Kwiecień.

Tym spotkaniem starachowiczanin wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie kieleckiej drużyny. W dwóch kolejnych meczach wystąpił w pełnym wymiarze. Najpierw podopieczni trenera Bartoszka przegrali wysoko z Arką Gdynia, a następnie pokonali w dramatycznych okolicznościach Górnik Łęczna. W tym ostatnim meczu Kwiecień nie popełnił rażących błędów w defensywie, ale w kolejnym ligowym spotkaniu usiadł na ławce. Jego miejsce zajął Senegalczyk Elhadji Pape Djibril Diaw. Korona przegrała z Jagiellonią Białystok aż 1:4 i trener zdecydował się powrócić do ustawienia z Kwietniem w wyjściowym składzie. W pojedynku z Cracovią Kraków zaliczył kolejne 90 minut, a Korona nie straciła bramki.

- Wiadomo, że nikt nie jest zadowolony kiedy traci miejsce w składzie. Djibril był mocnym punktem defensywy na jesieni i na pewno nie był szczęśliwy, kiedy ja zająłem jego miejsce, tak samo zresztą kiedy on wskoczył do składu moim kosztem po wygranym meczu z Górnikiem Łęczna. Jednak kiedy zespół traci cztery gole, tak jak w Białymstoku, to zawsze jest negatywna ocena defensywy. Rywalizacja między nami o to miejsce w składzie się toczy, ale na zdrowych zasadach. Wiadomo, że każdy trenuje jak najlepiej, żeby pokazać się trenerowi z jak najlepszej strony - mówi B. Kwiecień.

Wiosną Korona rozegrała sześć spotkań, a w czterech w pełnym wymiarze czasowym zagrał Bartosz Kwiecień. Jak mówi, każdy kolejny występ dodaje mu pewności siebie na boisku, ale o miejsce w składzie musi cały czas walczyć.

- O środek obrony walczymy we trzech, ja, Djibril i Radek Dejmek. Wiadomo, że Radek jest najbliżej tego składu, a my musimy udowodnić, że to miejsce się nam należy. Każde spotkanie, w którym trener wystawia mnie w pierwszym składzie, dodaje mi pewności siebie i jest to bardzo motywujące, ale wiem, że przede mną jeszcze dużo pracy i cały czas muszę mocno pracować na treningach, żeby być gotowym do gry, kiedy trener będzie mnie potrzebował - dodaje wychowanek Juventy Starachowice.

Piłkarze Ekstraklasy na boiska wracają w ten weekend. Korona zmierzy się piątek, 31 marca na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław. Jak na razie Kwiecień wydaje się pewnym wyborem trenera Macieja Bartoszka i miejmy nadzieję, że w piątek zaliczy piąty tej wiosny występ w Ekstraklasie.

(mp)

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ