Jak strażnicy bobra ratowali
Historia z happy endem

 Niewinny, zimowy spacer, o mało nie skończył się źle. Pan bóbr ze starachowickich mokradeł zawędrował aż do przepustu przy rzece Lubiance. Ale po drodze musiał sobie coś zrobić w łapkę, bo gdyby nie pomoc strażników miejskich, a potem także strażaków, sam by stamtąd nie wyszedł.

  Zwierzątko zauważyła we wtorek rano jedna z mieszkanek ulicy Myśliwskiej i zadzwoniła od razu na stanowisko dowodzenia Straży Miejskiej w Starachowicach. Nie czekając zbytnio, wysłali na miejsce swój patrol.

   - Bóbr znajdował się w rzece, niedaleko kaskady przelewowej, tuż pod mostem. Najwyraźniej wpadł przez przypadek do wody, raniąc się przy tym w łapkę, bo sam nie mógł się stamtąd wydostać – opowiada Andrzej Ziółek, jeden z miejskich strażników. Trudno powiedzieć, dlaczego tam zawędrował. W tym okresie powinien przebywać bliżej żeremi.

  W zimie zwierzęta pożywiają się raczej w zaciszu nory, a ich dobowy cykl trochę się przy tym wydłuża i jest zgodny z zegarem biologicznym (około 25-26 godzin). Powinny być mniej aktywne, ale w cieplejsze dni mogą sporadycznie żerować na powierzchni, zwłaszcza kiedy wyczerpią już swoje zapasy. Być może tak było z tym.

  - Trudno powiedzieć, czy przybył do z dolnego brzegu rzeki, czy może z zakola, bo także tam bobry miały swoje żeremie – mówił nam strażnik. - Zwierzę było zmęczone i wyziębione. W dodatku miało niesprawną łapkę. O pomoc poprosiliśmy więc strażaków. Poinformowaliśmy też Nadleśnictwo Skarżysko, które zobowiązało się zapewnić mu odpowiednie schronienie.

  Z pomocą chwytaka strażacy wyciągnęli boberka, przekazali leśniczemu, a ten lekarzowi weterynarii. Cała historia, na szczęście dla sympatycznego futrzaka, skończyła się dobrze. Była to już trzecia taka akcja ratunkowa w wykonaniu Straży Miejskiej. Wcześniej wyciągali bobra z basenu przeciwpożarowego, należącego do jednej z firm przy ulicy Kopalnianej w Starachowicach. Innym razem ratowali je z gorszej opresji. Zwierzę, dziwnym trafem, zabłąkało się między domy przy ulicy Górzystej. Nie miało szans na przeżycie, zwłaszcza obstąpione przez psy, które zdążyły go trochę pogryźć. Na szczęście udało się go szybko odłowić i podać mu antybiotyki. A potem, tak jak poprzednik, został wypuszczony w okolice zalewu w Brodach.

 

Autor: An     Wydanie: 644 | Data dodania: 18.01.2012
© Gazeta Starachowicka 2011 | e-mail: biuro@starachowicka.pl | Powered by: maciejpastuszka.pl