
... i ulicami Starachowic do szopki kroczyli. A wraz z nimi rzesza osób w rolach dworzan oraz podekscytowanych niecodziennym wydarzeniem obserwatorów. Pochód był bardzo efektowny: z żywymi wielbłądami, aktorami w kostiumach, efektami pirotechnicznymi i elementami teatru ulicznego. A na końcu czekała nie mniej widowiskowa Szopka Betlejemska, w cieniu skał, z osłami, lamami i zebrami.
Wraz z przywróceniem kościelnemu Świętu Objawienia Pańskiego statusu dnia wolnego od pracy, wiele miast w Polsce zaczęło je obchodzić bardzo uroczyście. Na ulicach pojawiły się barwne korowody - Orszaki Trzech Króli, obrazujące opisane w Ewangelii wydarzenie: wędrówkę śladem niezwykłej gwiazdy trójki uczonych, którzy w Betlejem oddali hołd narodzonemu w ludzkim ciele Bogu. Orszaki odbyły się w tym roku w prawie 20 miastach m.in. w Warszawie, Poznaniu, Krakowie, Wrocławiu i Gdańsku. Po raz pierwszy dołączyły do nich także Starachowice, gdzie głównymi organizatorami imprezy byli lokalni członkowie kościelnej organizacji Rycerze Kolumba.
Szli za gwiazdą
Pochód przedstawiający świtę Trzech Króli, noszących według ludowej tradycji imiona: Kacper, Melchior i Baltzar, wyruszył krótko po południu spod kościoła p.w. Wszystkich Świętych, po nabożeństwie „Anioł Pański” poprowadzonym przez proboszcza parafii, księdza dziekana Józefa Domańskiego. Monarchowie jechali na prawdziwych wielbłądach, a za każdym z nich podążała asysta i dworzanie, odgrywani przez poprzebierane dzieci i młodzież szkolną oraz dorosłych. Do nich tłumnie przyłączyli się mieszkańcy. Orszak śpiewał w drodze kolędy do wtóru melodii granych przez kapelę ludową z Bliżyna. Wspólne kolędowanie ułatwiały rozdane przez organizatorów śpiewniki. Zadbali oni także o papierowe korony dla każdego z chętnych.
Zgodnie z kościelną tradycją mędrcy długo i mozolnie szukali miejsca narodzin Jezusa, bo gwiazda tylko trochę ułatwiała im sytuację. Tę niepewną wędrówkę starali się także oddać uczestnicy starachowickiego pochodu. Tłum szedł co prawda po z góry wyznaczonej trasie (ulicami: Radomską, Konstytucji 3 Maja, Partyzantów, Mrozowskiego i Aleją Armii Krajowej), ale lektor cały czas przypominał przez mikrofon, że wędrowcy wypatrują miejsca Bożego Narodzenia. Kierunek poszukiwań wskazywała też Gwiazda Betlejemska niesiona na przedzie pochodu przez Rycerzy Kolumba.
Z wizytą u Heroda
Z Biblii pamiętamy też, że poszukujący drogi mędrcy prosili o wskazówki władcę ojczyzny Jezusa – króla Heroda. Scena ta znalazła się w scenariuszu starachowickiego orszaku. Została odegrana na ulicy Konstytucji 3 Maja, obok tzw. „pałacyku”. Można było obejrzeć takie epizody jak: kołatanie wysłannika jednego z królów do domu Heroda, jego kłótnię z zaskoczonym służącym, wreszcie pojawienie się zaspanego gospodarza z małżonką i dworzanami, rozmowę z gościem pytającym o miejsce narodzenia nowego króla żydowskiego i pokrętne odpowiedzi zaniepokojonego Heroda.
Anielskie głosy, szatańskie pokusy
Kolejna niespodzianka czekała na ulicy Partyzantów koło Domu Nauczyciela. Do wędrowców przemówili aniołowie dodając im otuchy na dalszą, trudną drogę (deszcz i przenikliwy ziąb) w poszukiwaniu Zbawiciela. Od tego zamiaru usiłowała odwieźć ludzi grupa diabłów czająca się po drugiej stronie ulicy. Wysłannicy piekła namawiali pielgrzymów, żeby wrócili do ciepłych domów i szukali w życiu przyjemności. By jeszcze bardziej wzmocnić siłę kuszenia zaprezentowali widzom luksusową białą limuzynę. Musieli się jednak poddać, bo na odsiecz przybyli aniołowie. Na ich widok złe moce zrezygnowały z dalszych knowań i odjechały kosztownym autem wieść dalej swój grzeszny żywot. Jak się okazało, było to tylko chwilowe złożenie broni przez siły ciemności. W okolicy fontanny przy Alei AK szatani przypuścili ponowny atak. Tam rozegrała się ostateczna walka dobra ze złem z towarzyszeniem efektów pirotechnicznych (sztuczne ognie i dymy). Pokonane przez aniołów demony zostały spętane i w więzach włączone do orszaku zdążającego na spotkanie Jezusa.
Stajenka w cieniu skałek
Cel wędrówki czekał na dawnym „Manhattanie”. Tu przy skalnej ścianie, na wzniesieniu ustawiono zbitą z drewna szopę, krytą słomą i wyłożoną sianem. Na pątników czekała w niej Święta Rodzina: Maryja, Józef i malutki Jezus. W dole na ogrodzonym kawałku placu można było podziwiać żywe zwierzęta: zwolnione już z pracy wielbłądy, osły, zebry, kucyki, kozy, lamy i alpaki. W „Betlejem pod skałkami” nastąpił uroczysty finał orszaku: królowie pokłonili się Dzieciątku, po czym złożyli mu dary: złoto, kadziło i mirrę. Hołd Królowi Królów oddali także pozostali uczestnicy orszaku, po czym zabrzmiał śpiew kolęd dając początek plenerowemu koncertowi. Po uczcie duchowej można się było także pokrzepić i rozgrzać na ciele. Zadbali o to organizatorzy szykując dla wszystkich gorący bigos.
Wydarzenie było bardzo udane, warto powtarzać je w przyszłości. Orszak Trzech Króli był okazją nie tylko do wyrażenia uczuć religijnych, ale i wspólnego spędzenia czasu z rodziną i znajomymi.











W numerze

Międzynarodowy Dzień Książki




Strona główna