reklama

Na innych łamach

"Newsweek" nr 36

Po co pospiesznie wprowadza się reformę polskiej szkoły, przeciwko której protestują wszyscy: nauczyciele, eksperci, rodzice, a nawet uczniowie? – pytają Renata Kim i Rafał Gębura w tekście "Szkoła w służbie PiS". Ich rozmówcy nie zgadzają się, że gimnazja są najsłabszym ogniwem edukacji.

Początki rzeczywiście były trudne, ale dziś to nie w gimnazjach, a w podstawówkach notuje się więcej przypadków agresji. Od września br. zaczynają się lekcje wychowania patriotycznego, na razie bez jakichkolwiek wytycznych. Wielu pamięta szkołę w PRL, ociekającą "równocześnie patriotyzmem i ideologią internacjonalistyczną. /.../ Mówiono o wspaniałej Polsce i wielkich Polakach, a jednocześnie o Związku Radzieckim, który stoi na czele światowego proletariatu. Propaganda PRL głosiła, że jesteśmy 10. gospodarką świata, nie mamy na sumieniu żadnych grzechów. Zapał ideologiczny w parze z łgarstwem dają w efekcie zniewolony umysł. A niewolenie umysłów młodych ludzi jest grzechem, zbrodnią przeciwko narodowi." Czy Jarosław Kaczyński chce powtórzyć tamtą strategię? Nauczyciele historii obawiają się, że powstanie warszawskie będą musieli przedstawiać jako heroiczne zwycięstwo i niekwestionowany akt bohaterstwa. Uczyć wyłącznie o żołnierzach wyklętych. wmawiać uczniom, że prezydent Lech Kaczyński nie zginął lecz poległ pod Smoleńskiem, jak to sugerowała w telewizji minister edukacji Anna Zalewska. A co z pogromem kieleckim i zbrodnią w Jedwabnem? W liście otwartym przeciwko manipulowaniu najnowszą historią polski nauczyciele wyrazili niepokój po publicznych wystąpieniach i minister edukacji, i szefa IPN. Ale to IPN właśnie ma opracować podstawy programowe z zakresu najnowszej historii i wpływać na doskonalenie zawodowe nauczycieli. Wygląda na to, że " rząd chce wyhodować nowego homo – PiS. Będzie mierny, bierny, ale wierny i posłuszny władzy. Od najmłodszych lat, przez osiem lat szkoły powszechnej i cztery lata liceum, będzie wychowywany w micie wielkiej Polski, którą trzeba podnieść z kolan, mimo że w ostatnich latach tak się wzbogaciła i wypiękniała. Tak się kształtuje przyszłego wyborcę" – mówią autorom nauczyciele. "Zamiast rozwijać w młodych ludziach postawę pozytywnego patriotyzmu, otwartości, będziemy ich uczyć zamykania się na świat, ksenofobii, rasizmu, a w konsekwencji nacjonalizmu." Zmuszenie nauczycieli do przekazywania historii według PiS wcale nie będzie trudne. Ponieważ nauczycielom grożą zwolnienia, niejeden zgodzi się na wszystko. Znajdą się nawet eksperci zwalczający niekatolików, popierających żyjących bez ślubu, w jednopłciowych związkach partnerskich, etc. I tak w szkole uczniowie będą słyszeli jedno, a w domu drugie. Tak jak to było za PRL z Katyniem. Oficjalnie, że winni zbrodni są Niemcy, a nie Rosjanie. Prywatnie zaś, po cichu, zawsze winą obarczano Rosjan. Po co znów fundujemy sobie lata niszczenia? Tylko po to, żeby potem wszystko na nowo odbudowywać?

"wSieci" nr 34

"Nie uciszą mnie!" – przekonuje satyryk Jan Pietrzak w wywiadzie Jacka i Michała Karnowskich.

Mówią o nim "pisowski". Tyle że nie było PiS, a on już był. To zatem PiS przyłączyło się do niego - żartuje. I dodaje, że dopóki Adam Michnik przychodził do kabaretu, był innym człowiekiem. "Gdy przestał na początku lat 90., to oszalał." Przejście do opozycji odesłało jego i jemu podobnych w intelektualną i polityczną nicość. "Tam jest wielu moich świetnych kolegów, ludzi, z którymi 20 lat jeździłem w trasy, z którymi znamy się jak łyse konie. I oni nagle plotą androny nieprawdopodobne z kręgu politycznej poprawności. /.../ Oni uważają, że władza, chwała i uznanie im się po prostu należą, bo są świetni, bo wiedzą, jaka ma być Polska. Nienawidzą też takiej Polski, którą ja kocham. Przez wiele lat uważali, że ta nienawiść gwarantuje im władzę. Przecież to się zaczęło od Tuska. /.../ "Moherowe berety" były pierwszym sygnałem /.../. Chodziło o narzucenie nam wszystkim języka nienawiści i agresji. Tak, żeby Polacy nigdy nie mieli się porozumieć. To sowiecka metoda nakręcania ludzi przeciwko sobie. No i wynik jest taki, że nie mogę porozmawiać z kolegami, z którymi występowałem przez 20 lat. Są tak bardzo wściekli." Bo udało się pokonać rząd, za którym stały wielkie banki, wielkie telewizje, cała administracja, służby specjalne i pieniądze z Brukseli. Andrzej Duda porwał Polaków swoją prostotą i talentem do rozmowy. Wygrał, w zderzeniu z Komorowskim, bo umiał śmiało i odważnie mówić z o Polsce. Świat drży. I na Wschodzie, i na Zachodzie. Dzieje się sporo o fundamentalnym znaczeniu dla przyszłych pokoleń. Dobrze – zdaniem J. Pietrzaka - że mamy Jarosława Kaczyńskiego, który to ogarnia. "Pan Kaczyński jest stosunkowo młodym człowiekiem, z pewnością wie, co robi. Skoro nie jest premierem, to widocznie taki układ mu odpowiada. Może dzięki temu ma czas na myślenie bardziej strategiczne, perspektywiczne." Komunizm i postkomunizm nie powinien się już odrodzić. "Będą różne paroksyzmy, próby reaktywacji w rodzaju KOD, utrzymania przyczółków do wrednej roboty, zwłaszcza w odsłonach towarzysko – finansowych. Pewnie służby specjalne wiedzą, kto to jest i po co. Ale ani Platformy, ani PSL już pewnie nie zobaczymy u władzy. To się coraz bardziej rozpada. To coraz bardziej oszalałe z wściekłości grupki, różni jurgieltnicy, którzy potracili swoje granty i swoje talenty. Nie ma się czego obawiać. To po naszej stronie są dziś siła, i moc, i honor."

"Polityka" nr 36

We wszystkich krajach byłego obozu socjalistycznego oczekiwania wobec państwa są zdecydowanie wyższe niż w starej Europie. W Polsce sięgają nawet takich postulatów, jak regulowanie cen.

Więcej u nas ludzi skrzywdzonych, wściekłych na poprawność polityczną, elity, celebrytów, korporacje, banki itd. Lista irytacji przeciętnego obywatela jest długa. "Dziś wydaje się zbyt wściekły, bu można było odzyskać go dla liberalnej demokracji." Im warstwa społeczna niższa, tym większe roszczenia – pisze Ewa Wilk w "Krzywdzie i odwecie". Ale tak naprawdę skrzywdzeni znajdują się na wszystkich szczeblach drabiny społecznej. Szczególną zagadką są osoby młode, które osobistej krzywdy nie doświadczyły. Czyżby wynikało to z cech osobowości? Badania dowodzą, że ludzi całkowicie wolnych od jakichkolwiek roszczeń jest w Polsce zaledwie 5 proc. Pozostałych cechuje mieszanka roszczeniowości aktywnej (słusznej niejako dbałości o własny interes), biernej (oczekiwanie, że inni wywiążą się ze zobowiązań) oraz odwetowej (przekonanie, że za krzywdy należy się zapłata). Do grupy silnie roszczeniowych Polaków należy aż 20 proc. społeczeństwa. Najbardziej niebezpieczna jest roszczeniowość odwetowa, czego dowodzi przeprowadzony eksperyment: "kilkudziesięciu nauczycieli ośrodka szkolno – wychowawczego zostało podzielonych na dwie grupy. Jednym powiedziano, że koledzy wytypowali ich do nagrody dyrektora, drugiej, że nie dostali rekomendacji /.../. Potem testowano ich roszczeniowość: wzrosła tylko odwetowa. I wyłącznie w grupie pominiętych." Niestety, odwetowość idzie w parze z brakiem empatii, autorytaryzmem i mesjanizmem. Co ciekawe, roszczeniowość odwetowa lubi młodych. O ile kobietom mija wraz z ich uspołecznieniem, o tyle mężczyźni zawieszają się "w tym stanie potencjalnej krzywdy i odpłaty, najeżenia i nieufności, chwiejności w emocjach i samoocenie". Polacy plasują się w połowie międzynarodowej skali roszczeniowości. Najmniej roszczeniowi są Niemcy, Norwegowie, Belgowie. W Polsce grunt dla odwetu jest szczególnie żyzny. Na dodatek poczucie krzywdy się wręcz podsyca. Bo wydaje się zręczne politycznie. Tyle że wyhamować spiralę będzie trudno. A roszczeniowość odwetowa jest dramatycznie destrukcyjna. I dla pojedynczego człowieka, i dla ogółu.

"Duży Format" nr 28

"Bóg nie istnieje". Tak powiedział rabin Abraham Skórka papieżowi Franciszkowi, a ten się z nim zgodził. Teraz powtarza rozmawiającym z nim Marii Hawranek i Szymonowi Opryszkowi.

Podobnie jak papież modli się codziennie, rozmawia z Bogiem, czuje obecność w życiu, ale nie może powiedzieć ze stuprocentową pewnością, że ... Bóg jest. Wtedy nie byłaby to wiara w Boga. "Wierzyć, to znaczy mieć wątpliwości. Np. wierzymy w sprawiedliwość Boga, a na świecie widzimy niesprawiedliwości, których nie rozumiemy. Wierzący codziennie rano te wątpliwości pokonuje.". Nie można udowodnić istnienia Boga w laboratorium. "Ale to samo dotyczy wszelkich wartości – koncept dobra i zła to kwestia wiary. Nikt nam nie da certyfikatu na to, że zabijanie jest złe, my w to wierzymy. Na wartości ludzkie nie ma dowodu." Przyjaźniących się rabina i papieża różnią wyłącznie detale. "Choćby w kwestii aborcji chrześcijaństwo jest restrykcyjne, a judaizm bardziej dynamiczny – pozwala na nią w sytuacji zagrożenia życia matki czy niedorozwoju płodu. /.../ Nie sprzeciwiamy się też reprodukcji wspomaganej – uznajemy, że w ten sposób pomaga się Bogu, by kobieta mogła zostać matką." Papież jest człowiekiem głębokiej wiary. "Chce zbliżyć do Boga nas wszystkich. Jest spontaniczny i walczący, więc oczywiście ci, którzy rygorystycznie i kurczowo trzymają się tradycji, mają z nim problem. Bo on wszystko kwestionuje." Powiedział rabinowi, że "celibat jest kwestią dyscypliny, nie wiary, i może ulec zmianie". Zdradził, że w czasach seminarium zauroczyła go dziewczyna. "Musiał od nowa podjąć decyzję o drodze do kapłaństwa. Te dylematy dla judaizmu nie istnieją. Bo my nigdy nie zakładaliśmy celibatu. Ale dla Kościoła to ważne pytania. M.in. pytanie o ojcostwo księży. Bergolio uważa, że ksiądz, który ma dziecko, powinien odejść ze stanu kapłańskiego - nawet jeśli nie chce się żenić z kobietą, powinien zająć się dzieckiem. Ten papież otwiera trudne tematy. /.../ Franciszek usiłuje rozwiązywać problemy, popełnia błędy albo trafia w punkt. Ale nie jest przeciętny." Judaizm też reaguje na nowości. "Problem zaczyna się wtedy, kiedy ktoś, kto ma swoją prawdę, chce ją narzucić wszystkim pozostałym". Z fundamentalistami nie da się rozmawiać. Bo rozmawiać nie chcą. "Żeby dialog był możliwy, trzeba spojrzeć na drugiego człowieka jako równego sobie. Jeśli mam przekonanie, że posiadłem jedyną prawdę, to z kim mam gadać i o czym? /.../ Bergolio napisał /.../: "Osoby, które uważają to, co mówią, za niepodważalne wyroki, należy traktować z nieufnością. Zawsze trzeba zostawić miejsce na wątpliwości".

"Przegląd" nr 30

Norwegowie szykują się na świat bez węgla i ropy – informuje Tomasz Borejza. "Niech reszta zzielenieje z zazdrości".

Choć są ósmym na świecie eksporterem ropy naftowej i trzecim gazu ziemnego, nie mówiąc o nie wykorzystanych pokładach węgla, zamierzają zostać liderem zielonej rewolucji. W kraju mają dominować naturalne źródła energii. Wynika to z troski o środowisko naturalne. Inwestuje się w wiatraki, zamierza w 2025 r. zakazać sprzedaży samochodów spalinowych. Już dziś sporo tam elektrycznych aut. Mało, energię będzie się na dodatek oszczędzać. Dzięki sprytnym modyfikacjom zmieniono np. zwykły budynek supermarketu w tzw. inteligentny sklep. "Inteligentny, bo wykorzystano elektronikę np. do tego, by budynek samodzielnie reagował na zmiany temperatury oraz oświetlenia. W zależności od potrzeb automatycznie włącza się i wyłącza, a także ściemnia i rozjaśnia część żarówek. Do maksimum wykorzystano naturalne światło i zadbano, by nic się nie marnowało. Do ogrzewania budynku wykorzystuje się ciepło... oddawane przez lodówki. Jest ono "zabierane" przez instalacje wodne i przekazywane do układu ogrzewania. Zastosowano wydajne pompy ciepła." Na wszystkie chłodnie założono drzwi. Podobne prace dotkną domów mieszkalnych. Od 2020 r. wszystkie nowe mają być bezemisyjne. "W praktyce oznacza to, że zapewnia się ekologiczne ogrzewanie, do minimum ogranicza konieczność zużycia energii, a jednocześnie maksymalizuje wykorzystanie jej odnawialnych źródeł." Dom jest zwyczajny, drewniany, około stumetrowy, z dwiema sypialniami. Takich domów będą całe osiedla. Ekologiczna rewolucja sprawi, że Norwegia zafunduje sobie przyszłość równie wygodną jak teraźniejszość. "A przyszłość /.../ wymusi zwrot w kierunku odnawialnych źródeł energii. Przewidując go, kraj inwestuje, by za kilkadziesiąt lat nie zostać ze złożami taniejących i niepotrzebnych węgla, gazu oraz ropy. A zamiast posiadać nowoczesną technologię, odpowiednią politykę oraz eksportową, czystą energię."

"Wysokie Obcasy" nr 32

Emma Kiworkowa, rozmówczyni Magdaleny Kicińskiej w wywiadzie "Zgryz", ratuje uzębienie tysięcy polskich dzieci.

Z pochodzenia Ormianka, już w Polsce ukończyła studia w warszawskiej Akademii Medycznej, później zrobiła doktorat w Lublinie. Mocno zaangażowała się w pomoc dzieciom ze środowisk wykluczonych. Wzięła przykład z własnej matki, która na zasadzie wolontariatu leczyła dzieci z rodzinnych domów dziecka. Ponieważ chętnych przybywało, powołały fundację, by działać bardziej systemowo. "Już w pierwszym roku działania naszemu zespołowi udało się wyleczyć 200 dzieci, a przebadać tysiąc." Jednocześnie prowadzono badania stanu uzębienia dzieci w Polsce, by poznać skalę problemu. Teraz fundacja próbuje zachęcić innych właścicieli klinik, gabinetów, żeby dzielili się swoim czasem pro bono i przyjmowali małych pacjentów. Odzew jest jednak mniejszy od oczekiwań. Słychać zwyczajowe: "a co ja z tego będę miał?" Tymczasem około 92 proc. dzieci w Polsce wymaga natychmiastowej opieki stomatologicznej. U 91,8 proc. nastolatków stwierdza się próchnicę! Osoby wchodzące w dorosłe życie w wieku 18 lat mają już braki w uzębieniu. E. Kiworkowa nie jest zwolenniczką przywracania gabinetów stomatologicznych w szkołach. Bo nie będą to dobrze wyposażone gabinety. Lepiej dofinansowywać dostęp do prywatnych placówek. Konieczne byłyby też coroczne badania kontrolne dzieci. Kompleksowe: pediatry, stomatologa, ortopedy. Ale trzeba dotrzeć do rządzących, którzy mają decyzyjność i możliwości. Inaczej nic się nie zmieni. "Na przykład leczenie ortodontyczne jest refundowane do 12. roku życia, a chłopcy wchodzą w skok wzrostowy w wieku 13 – 14 lat. I już nie są objęci leczeniem, a to jest właśnie najlepszy moment, by ich leczyć. Albo, że bezpłatne uzupełnienie protetyczne dostanie ten, komu brakuje pięciu lub więcej zębów. WHO, czyli Światowa Organizacja Zdrowia, mówi, że utrata jednego zęba to utrata 1 proc. zdrowia. W Polsce za to uważamy, że jeżeli utracił 5 proc. zdrowia, to już mu się należy, a jeżeli utracił 4 proc. zdrowia, to mu się nie należy. Niech żyje z tym. Absurd? Absurd! Ja nie wiem, kto to wymyśla. Czy to są ludzie, którzy w ogóle nie mają wykształcenia medycznego?" E. Kiworkowa rozumie, że polski budżet trzeszczy. Ale trzeba otoczyć opieką przynajmniej dzieci i ludzi poniżej pewnego poziomu zarobków. "Dziecko z chorymi zębami będzie miało nie tylko ubytki /.../. To dziecko zawsze będzie gorzej dotlenione, będzie miało niższą odporność" – przypomina.

wybrała /ewa/

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ