reklama

Włamywacze grasowali na Lubiance

Cieszymy się, że nam nic się nie stało

Na okładce

Włamywacze grasowali na Lubiance

Cieszymy się, że nam nic się nie stało

 

Chwile grozy przeżyła mieszkająca przy ul. Porucznika Robota (os. Lubianka) rodzina, do której domu w nocy z 29 na 30 lipca br. wtargnęli włamywacze. Złodzieje wywiercili otwór w drzwiach balkonowych i w czasie, gdy wszyscy spali, zabrali laptopy, telefony komórkowe, portfele, artykuły kosmetyczne i spożywcze.

Wywiercili dziurę w drzwiach

- Ktoś wywiercił dziurę w okolicach klamki i wszedł do domu przez drzwi balkonowe. My w tym czasie spaliśmy i nic nie słyszeliśmy. Mąż, około godz. 2.30 się przebudził, ale nie schodził na dół, bo nic nie wzbudzało jakichkolwiek podejrzeń - mówi mieszkanka domu przy ul. Por. Robota,

Włamywacze wynieśli łup warty ponad 5 tys. złotych....oraz dwadzieścia czekoladek i artykuły kosmetyczne. Jak to się stało, że przebywający w domu mieszkańcy nie słyszeli, że w nocy ktoś plądruje ich własne mieszkanie?

- Skradziono nam dwa laptopy, dwa portfele, dwa telefony komórkowe, co dziwne złodzieje połakomili się również na dwadzieścia czekoladek, kosmetyki i ubrania męża, które wisiały za domem na sznurkach - wylicza załamana pani Jolanta.

Dom był zawsze zamknięty

- Poszliśmy z mężem spać o 23.00. jak zawsze, sprawdziłam czy wszystko jest zamknięte, począwszy od piwnicy a skończywszy na drzwiach i balkonie. Bramę wjazdową także zamykamy zawsze na noc. Dużo się przecież słyszało ostatnio o włamaniach do domów. Trzeba dmuchać na zimne - dodała pani Jolanta.

Wraz z mężem podejrzewają, że rabusie nie weszli na posesję od strony bramy wjazdowej

- Pewnie weszli od strony ul. Południowej, czyli tam, gdzie mieszkają rodzice męża. Dziwi mnie to, że sąsiedzi nic nie słyszeli, nawet psy nie szczekały.

Początkowo wcale się nie zorientowali, że doszło do włamania. W salonie wszystko na pierwszy rzut oka było na miejscu, wisiał telewizor na ścianie i nie było bałaganu.

- Na dół zeszłam gdzieś około 6.30 rano. Na początku nie zauważyłam, żeby ktoś w nocy był u nas w domu, nic nie było pootwierane. Dopiero po wyjściu na zewnątrz zorientowałam się, że zniknęła bluza syna, którą wieczorem powiesiłam. Zauważyłam również, że robocze ubrania męża są porozrzucane, a przecież pamiętam, że wieczorem prosiłam go, żeby je sobie przygotował, złożył i schował do plecaka. Nie myślałam nawet, że doszło do włamania. Dopiero, gdy doszłam do drzwi balkonowych zauważyłam wywierconą dziurę. Wtedy już byłam pewna, że ktoś w nocy był u nas w salonie - mówi pani Jolanta

- Spojrzałam na stolik, gdzie zawsze stał laptop i oczywiście nie było go tam. Drugi leżał zawsze na krześle. Jego też nie było. Zaczęliśmy szukać rzeczy, które zostały na dole, ale niestety wszystko co najcenniejsze ukradziono. Włamywacze zabrali także konsolę do gier naszego syna - dodała.

Policjanci badają sprawę

- Wezwaliśmy policję. Panowie policjanci zebrali odciski palców, które mogły należeć do włamywaczy. Nam pozostaje czekać aż coś się wyjaśni.

- To przerażające, że człowiek śpi sobie spokojnie na górze, a ktoś buszuje na dole po mieszkaniu. To mnie najbardziej przeraża. Najważniejsze jest jednak to, że nam i dzieciom nic się nie stało - powiedziała GAZETĄ właścicielka okradzionego domu.

Mich

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ